Ostatnie posty Marzec 2008

10 Marca 2009 roku

Poniżej jest takie zdanie:

„….Ja to może powiem tak z moich rocznych obserwacji: osoby uzależnione alkohol- hazard , które zrezygnowały z terapii i mitingów AA i poszły wyłącznie twardym i trudnym Programem GA –AH, no i miały te trzy konieczne warunki: uczciwość, otwarty umysł i chęć – na dzień dzisiejszy są pozbierane tak, że aż miło popatrzeć…”

Wtedy, w marcu 2008 roku, pisałam o tym do Stanów, bo nie mogłam się nadziwić temu fenomenowi.

Dzisiaj, w marcu 2009 roku, powiem tak:

W Polsce, w bezczelny sposób, w AA wprowadza się uzależnionych w błąd – błędnym tłumaczeniem Kroku 1.

Do 2006 roku Literatura GA(AH) w języku polskim nie była dostępna na mitingach, bo komuś zależało na tym, żeby ją wstrzymywać!

Zamiast tego, były źle przetłumaczone Kroki czyli Program Zdrowienia i Tradycje – do grudnia 2008 roku!!!.

Błędne przetłumaczenie Kroku 1-wszego jako:

1.Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec hazardu, że nasze życia stały się niemożliwe do kierowania.

Zamiast prawidłowego:

1.Przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni wobec hazardu  – że nasze życie stało  się niemożliwe do kierowania (wymknęło się spod kontroli)

wbijało uzależnionym od kompulsywnego hazardu w podświadomość „jesteśmy bezsilni”. Konsekwencją  była błędna interpretacja Programu, jego nielogiczność skutkująca  brakiem efektywności!

W Krakowie, od samego początku tj od 29 stycznia 2007 roku, grupa szła prawidłowo przetłumaczonym Programem.

Ci, którzy chodzili na równocześnie na mitingi AA, powtarzali, jak papugi błędne tłumaczenie:

1.Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu  – że nasze życie stało  się niemożliwe do kierowania.

A na mitingach krakowskich AH:

1.Przyznaliśmy, że staliśmy się bezsilni wobec hazardu  – że nasze życie stało  się niemożliwe do kierowania (wymknęło się spod kontroli)

„Jesteśmy” i „staliśmy się” – ci, którzy zrezygnowali z mylnych Kroków AA i poszli prawidłowymi Krokami AH – po prostu załapali się na prawidłowy Program!

http://hazardzistki.org/?page_id=257

XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

 Na dawnym tzw Forum znajdowało się bez mała 3 tysiące moich postów.

Był taki rozdział „Ja-Isia-Hazardzistka – Wczoraj i Dzisiaj”

To są moje ostatnie posty na dawnym tzw Forum z Marca 2008 roku

Wysłany: 2008-03-03, 02:59

Ja to sobie teraz dużo czytam.

„…Jest możliwe, że to jak członkowie AH stają się bardziej dostrojeni do duchowości związanej z 12 Krokami, może modyfikować ich postawę na sugestie zawarte w punkcie 3. Ciągle nie powinniśmy brać tego za pewnik. Niektórzy badani w AH, którzy są także alkoholikami i uczęszczają na mitingi AA, mówili, że o ile towarzystwo osób pijących w ich otoczeniu nie obchodzi ich, to jednak nie czują się dobrze w środowisku hazardu. Czy te osoby mogą być bardziej przebudzone duchowo w obliczu jednego uzależnienia niż w stosunku do drugiego? Albo czy może być tak, że hazard naraża na bardziej mocne impulsy?
Obecnie nie mamy odpowiedzi na ta łamigłówkę…”

Ja to może powiem tak z moich rocznych obserwacji: osoby uzależnione alkohol- hazard , które zrezygnowały z terapii i mitingów AA i poszły wyłącznie twardym i trudnym Programem GA –AH, no i miąły te trzy konieczne warunki: uczciwość, otwarty umysł i chęć – na dzień dzisiejszy są pozbierane tak, że aż miło popatrzeć. Ale było też i takie coś, że te osoby znalazły przyjaźń u innego hazardzisty. I trzymały się razem. Wspomagając się. Przyjaźń i lojalność – to niosło tych ludzi, jak na skrzydłach.

Moją uwagę zwróciło też, że bez mała wszyscy byli niebywale inteligentnymi i niegdyś prawymi ludźmi, którymi w życiu nie miał, kto pokierować. Hm…

No i faktem jest,ze ja do unudzenia, jak mantrę klepię fragment Refleksji na Sierpień 24

„…Program Anonimowych Hazardzistów przypomina nam historię Świętego Franciszka pracującego w pięknym ogrodzie. Przechodzień powiedział: „Musiałeś się bardzo modlić, by takie piękne rośliny wyrosły”. Dobry święty odpowiedział: Tak, robiłem to. Ale za każdym razem, gdy zaczynałem modlić się, sięgałem po motykę…”

Ja po raz pierwszy w życiu autentycznie jestem czymś totalnie zafascynowana – Programem GA – AH.
Bo to jest pierwsza w moim życiu logiczna sprawa – i wszystko, co tam jest napisane mi sie zgadza.To jest Program wielkiej mądrości.

A czemu grałam? Też i temu, bo w życiu kompletnie nic mi się nie zgadzało…

PS tak na tym Forum, kiedyś napisałam Wysłany: 2007-11-28, 05:47 Na kolanach… :

Fakt jest taki – już samo nazwisko Damian NcElrath powoduje, że padam na kolana.
Ja – hazardzistka, której przydarzył się cud i po 15 latach ciężkiego uzależnienia od hazardu, przestała grać; Ja- która nie uznawała w swojej bucie żadnych autorytetów; Ja – zaczęłam nagle chłonąć wiedzę o uzależnieniach. Ale przede wszystkim na temat uzależnienia od hazardu. To zrozumiałe.
I myślę, że to, iż swoim życiem udowadniam to, ze jak się chce, tak naprawdę chce, to można wyjść z hazardu, uprawnia mnie do zabrania głosu. A przynajmniej mam taką nadzieję…

Jednym z największych Autorytetów jest dla mnie Damian McElrath. Choć on odnosi się do uzależnień chemicznych.
A to jest moja próba – mnie hazardzistki-próba odniesienia się do jednego z Jego wykładow.

Damian McElrath:
„Życie w uzależnieniu niszczy człowieka. Przyczyna destrukcji leży w rozdźwięku miedzy wyobrażeniem człowieka a postępowaniem spowodowanym chorobą. Rozdźwiękiem między tym, co, by chciał a tym, co robi. Uzależnienie niszczy poczucie własnej wartości i to ma na mnie impakt destrukcyjny. Wiem, że jestem dobrym człowiekiem ale moja bezsilność sprawia, że biję zonę, niszczę ludzi….
Napełnia mnie to poczuciem wstydu i winy.
Jestem do niczego, lepiej ,żebym nie żył. Proces destrukcyjny wpływa na moją sferę duchową, bo to, co odbiera mi moje poczucie godności niszczy moją duszę, niszczy to, co czyni mnie człowiekiem.
Pogłębiające się uzależnienie wywołuje i powoduje takie zjawiska , jak to, że uciekam się do kłamstwa, oszustwa, manipulowania, samoużalania się…
Nie jesteśmy gorsi od innych ale nasze postępujące uzależnienie zmusza nas do takiego postepowania.
Następuje proces destrukcji, który napełnia nas winą i wstydem a to z kolei powoduje, że stawiamy pod znakiem zapytania naszą wartość jako człowieka…”

Tak było dokładnie ze mną. Ja wiedziałam, że jestem dobrym człowiekiem. Ja to wiedziałam. To nie są moje wyobrażenia.
To, że czułam się taka zła, przez moją chorobę, powodowało, że starałam się być w dwójnasób dobra. Zawsze z sercem na dłoni, z brakiem asertywności, bo myślałam tak: jak ja będę taka dobra, to może nikt się nie domyśli, jaka ja jestem zła. Bo moje sumienie mówiło mi – hazard jest zły. To co robisz jest złe.
Ale ja nie umiałam nad tym panować, ja przede wszystkim myślałam, że tylko ja jedna w świecie tak mam. To było najgorsze. Ja widziałam te same twarze w kasynach, w klubach, ale ja nie myślałam o nich.
Ja nie wiedziałam, że ci ludzie są tak samo chorzy na uzależnienie od hazardu- jak ja.
A skąd ja miałam wiedzieć?
Ja tylko wiedziałam, że hazard tak strasznie boli, ta niezgoda na to, co się ze mną działo, tak strasznie bolała…

Ja tego nie ogarniałam, tej samotności, tego lęku, tego przerażenia…Bo ja byłam przerażona tym , co się ze mną działo…
Ale najstraszniejsz było to,ze uzaleznienia od hazardu nie widać – ja umierałam gdzieś tam w środku mnie a nikt się nie domyślał tego, co się ze mną działo…

2008-03-09, 17:05 

„Nie wyczujesz zapachu kart w moim oddechu”- takie stare powiedzenie GA – AH

W Niebieskiej Księdze w Aneksie I „Jim W. i założenie Anonimowych hazardzistów” jest taki fragment:
„…Kiedy Jim w. miał dziesięć lat śmierć jego ojca pchnęła chłopca w coś, co stało się dziesiątkami lat autodestrukcyjnego zachowania ryzykownego. Nauczywszy się podstaw (pierwszych zasad) gry w karty od ich ojca, Jim i jego bracia Richard i Bill grali wściekle, by uśmierzyć ból jego nieobecności. Ale zamiast zanikania (zmniejszania się) ich smutku, Jim przypomina sobie, że zarówno stawki jak i rozdrażnienia narastały w miarę upływu czasu”

Kiedy miałam dziewięć lat zmarł mój ojciec. Ale przez poprzednich siedem był obłożnie chory. Najgorsza była końcówka. Pamiętam takie noce, kiedy po kilka razy nawracało pogotowie. Bo umierał.
Kiedy miałam osiem lat leżeliśmy obydwoje w jednym szpitalu. On na pierwszym piętrze. A ja na parterze.
Miałam operację na wyrostek robaczkowy. A wcześniej zapalenie otrzewnej. No i pecha miałam. Bo zaszyli mi przez nieuwagę watę w brzuchu. Leżałam przez pół roku. Zrobiła się przetoka. I lekarze głowili się dlaczego. Jak pękł mi brzuch po tych kilku miesiącach i szybko mnie brali znowu na stół operacyjny, to umierałam po raz pierwszy. Tej samej nocy umierał mój ojciec. Matka całą noc biegała góra- dół. Bo wydawało się wtedy, że straci nas oboje.
Przeżyliśmy tą noc.
Ojciec umarł rok później…
Kiedy miałam dziesięć lat popularna była taka gra w rzucanie nożem. Rysowało się kółko na ziemi i rzucało nożem tak, żeby wbity w ziemię, wyznaczał kierunek linii, która się rysowało. Wygrywał ten, kto zabrał przeciwnikom cała ziemie w kółku. Miałam dziesięć lat i byłam mistrzynią…Wtedy to nie był hazard, bo zależał od moich umiejętności…Potrafiłam grać godzinami. Żałowałam tylko jednego…Że przez tą ziemie , nie mogę przebić nożem serca mojego ojca. Za to, że mnie opuścił…I umarł…

Dwa lata później zakochałam się po raz pierwszy w życiu. Zawsze jest pierwszy raz.
Ten mój pierwszy raz trwał dziewięć lat.
No a potem ta moja pierwsza miłość umarła. Dosłownie.
Janusz utonął w Zalewie Zegrzyńskim.
Nie ma takiego harpunu, którym można by przebić taflę wody…

A potem? A potem to już było gorzej niż źle…

Kiedy przestaje się grać? Kiedy hazard boli bardziej niż samo życie…

Wysłany: 2008-03-10, 13:44

Właśnie o nich napisałam tutaj tak:
‘…Ale było też i takie coś, że te osoby znalazły przyjaźń u innego hazardzisty. I trzymały się razem. Wspomagając się. Przyjaźń i lojalność – to niosło tych ludzi, jak na skrzydłach…”

Bo oni mogli sobie rozmawiać o codziennych sprawach poza mitingami. I wspierać się nawzajem. ale na mitingach była ciężka praca.

W odpowiedzi na pytanie- dlaczego na krakowskich mitingach nie ma tematu „Nasze smutki i radości’ natomiast jest wprowadzony przez mnie temat: ”Co zrobiłam/łem dla swojego zdrowienia od ostatniego mitingu”. I padają konkretne wypowiedzi typu – przeczytałam/em fragment literatury, medytowałam/em, pomyślałem nad…zastanowiło mnie…napisałem…itd.

Oraz dlaczego, każda próba opowiadania pierdół nie na temat jest przerywana.

No i faktem jest,ze ja do unudzenia, jak mantrę klepię fragment Refleksji na Sierpień 24

„…Program Anonimowych Hazardzistów przypomina nam historię Świętego Franciszka pracującego w pięknym ogrodzie. Przechodzień powiedział: „Musiałeś się bardzo modlić, by takie piękne rośliny wyrosły”. Dobry święty odpowiedział: Tak, robiłem to. Ale za każdym razem, gdy zaczynałem modlić się, sięgałem po motykę…”

Z dzisiaj:

„Nie wyczujesz zapachu kart w moim oddechu”- takie stare powiedzenie GA – AH

W Niebieskiej Księdze w Aneksie I „Jim W. i założenie Anonimowych hazardzistów” jest taki fragment:

„…Kiedy Jim w. miał dziesięć lat śmierć jego ojca pchnęła chłopca w coś, co stało się dziesiątkami lat autodestrukcyjnego zachowania jako hazardzisty(hazardowego). Nauczywszy się podstaw (pierwszych zasad) gry w karty od ich ojca, Jim i jego bracia Richard i Bill grali wściekle, by uśmierzyć ból jego nieobecności. Ale zamiast zanikania (zmniejszania się) ich smutku, Jim przypomina sobie, że zarówno stawki jak i irytacje narastały w miarę upływu czasu…”.

Zdemoralizowany przez jego przegrane i jego niepowodzenia, by rzucić (granie- przyp.tłum), Jim W. zaczął dużo pić. Pił, żeby świętować wygrane i zapomnieć o przegranych. I przetrwać czas pomiędzy odstawieniami. Na szczęście, Jim miął na tyle poczucia rozsądku, by uznać, ze jego picie jest problemem i w 1946 przystąpił do Annimowych Alkoholików. Postępując według programu tej wspólnoty, zaczął panować nad swoim piciem.(„…his drinking was brought under control…” Członkowstwo w Anonimowych Alkoholikach wniosło dodatkową korzyść, którym było poznanie Sybil, kobiety, która została jego żoną w 1951.

Stowarzyszenie Algamus

Mimo, że jego alkoholizm stał się możliwy do kierowania,(zachownie oryginalnej terminologii GA –AH –przyp.tłum.) hazard Jima był całkowicie poza kontrolą. Przeprowadziwszy się do Reno ze swoją żoną, Jim W. ciągnął teraz na dno dwa życia. I właśnie w trakcie tego pełnego potyczek małżeństwa leżą początki pomysłu, który w końcu ocali życia tysięcy kompulsywnych hazardzistów w całym świecie. Po prostu, Jim W. zaczął stosować niektóre zasady Anonimowych Alkoholików do swojego problemu hazardu. Sybil zobaczyła, że jej mąż robi jakieś postępy i zasugerowała, żeby skontaktował się z innymi mającymi problem z hazardem. Jim wziął radę do serca i zaczął rozmawiać z każdym, kto chciał słuchać o jego problemie z hazardem i jego chęci zaprzestania. Odtrącenia( odrzucenia), ignorancja i nonszalanckie oddźwięki zniechęciły Jima, zanim nie poznał Johna W., członka AA i kompulsywnego hazardzisty.
W tym czasie Jim w. nie grał od pięciu miesięcy, Johnny od dawna chciał przestać grać, więc obydwaj postanowili trzymać się razem, by wspierać się w swoim postanowieniu. Razem z dwoma innymi, czterej alkoholiko- hazardziści spotykali się, by dyskutować o ich wspólnych problemach i potrzebach. Nazwa „Stowarzyszenie Algamus” została ukuta i duch koleżeństwa zwyciężył. Pomimo dobrze wróżącego początku, niestety, Stowarzyszenie Algamus rozpadło się po jeszcze jednym mitingu. Jak wspomina Jim W., wielkim powodem niepowodzenie(fiaska) było to, że rozmowa na drugim mitingu (skakała z tematu na temat), odbiegała od terapeutycznej dyskusji o hazardzie w kierunku pogaduszek o głupotach i innych spraw mniejszej wagi…’

Zniechęcenie i Nadzieja

W skrócie – niepowodzenie pcha Jima W. w jeszcze gorszy okres grania niż przedtem – osiąga swoje dno. Jeździ do Boulder Club w Las Vegas marząc o wielkiej wygranej. Przegrywa.

„…ALE Z PRZEGRYWANIA PRZYSZEDŁ JAKIŚ TRYUMF – JIM W. PO LANIU (MANCIE) JAKIE DOSTAŁ W CZASIE GRY W KOŚCI, WYSZEDŁ Z 20 DOLARAMI I ICH NIE PRZEGRAŁ. WYMAGANA SAMODYSCYPLINA, BY WYJŚĆ Z KASYNA Z DROBNĄ KWOTĄ W RĘCE ZJĘŁA CAŁĄ JEGO KONCENTRACJĘ, ALE ON TEGO DOKONAŁ(ALE ON TO ZROBIŁ). JIM POJĄŁ, ŻE HAZARD BOLI ALE I TO, ZE NIE CHCE BYĆ DŁUŻEJ NIEWOLNIKIEM TEGO BÓLU…”

W TEJ OSTANIEJ LINIJCE JEST JEDNA Z ODPOWIEDZI NA PYTANIE, JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE PRZESTAŁAM GRAĆ.

Po osiągnięciu mojego dna, miałam moje słynne już 20 złotych położone na blacie stołu w kuchni i patrzyłam na nie każdego dnia. Mówiąc sobie- dzisiaj nie zagram. Nie miałam pojęcia o istnieniu Programu Jeden Dzień Za Jednym Razem. ale każdego dnia mówiłam sobie – nie dzisiaj. Może jutro jak mi się będzie chciało. Ci, którzy uważnie śledzili moje losy na tym forum, pamiętają może dzień mojego największego tryumfu? 31 maja 2006 roku, po zamieszaniu z TVN, kiedy to wzięłam moich znajomych, te 20 złotych i poszłam zagrać.
Ból tego, że nie jest znany Program GA – AH, ból absurdalności tego, że ja chcę zdrowieć a nie wiem jak, ból bezprzedmiotowych rozmów z jednym z uczestników tego forum był tak wielki, że poszłam zagrać. Ale hazard nie był już moją tajemnicą!

I może ktoś pamięta , jak opisałam tutaj, moment włożenia do automatu tych 20 złotych i to, jak odwróciłam się i wyszłam.

Tak o tym napisałam wtedy 2006-06-01, 10:29 :

„Wzięłam 20 zł i poszłam zagrać czytaj przegrać. By ukarać się za zamieszanie w „Bezpiecznej Przystani”. Którego[…] – bo na kogoś trzeba zwalić. A tak naprawdę, to poszłam ukarać się za to, że kiedy już myślę, że sobie radzę, Siła Wyższa kiwając palcem mruczy: nie bądź taka mądra…nie jestem…”

WYSZŁAM!

Nie wiem, kto zagrał za te 20 złotych.

Czy pamiętasz Andrzeju aha jak płakałam do telefonu? Czy pamiętasz mój głos? Czy pamiętasz, jak napisałeś – „ja to słyszałem?”

Dzisiaj wiem, że w tej mojej ogromnej ówczesnej rozpaczy, był wielki tryumf. To było pokonanie samej siebie. TO BYŁ NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ W MOIM ŻYCIU.

WYSZŁAM Z KLUBU NA ŁOBZOWSKIEJ W SŁOŃCE. Z TEJ MROCZNEJ SPELUNY WYSZŁAM W SŁOŃCE NOWEGO ŻYCIA.
Wiedziałam jedno – ja już nie zagram. Ale nie wiedziałam jednego – ze praca nad tym, żeby to się stało, dopiero się zaczyna. Bo do poznania Programu GA – Ah, do jego „wpalenia’ się we mnie , było jeszcze daleko.
Ale tak jak kiedyś pisałam na tym forum o depresji nazywając ten post „GRUNT”, tak wtedy, ”wypalał” we mnie GRUNT pod coś nowego.

Grunt pod życie bez hazardu…

Grunt pod życie Programem GA – AH…

Jeden Dzień Za Jednym Razem…

1.GRUNT ( Wysłany: 2006-09-21, 08:25 ? – SPRAWDZIĆ ORYGINALNĄ DATĘ! )

Szybkość kojarzenia, logika, przewidywanie konsekwencji, konwersje, inwersje.
Same plusy. Dowcip, inteligencja. Radość życia. Pewność siebie. Perfekcyjna. Gwiazda. Świat wg mnie. Dobry. Ludzie sympatyczni. Los łaskawy. A ja lepsza we wszystkim od innych. Swoją inność definiuję jako „lepsza”. Ale coś mi się już nie zgadza. Wstydzę się o tym wtedy mówić. Depresja to wtedy jeszcze coś złego. Lata temu. Nie chcę być zła. Mol zaczyna drążyć. Mijają lata. Coraz bardziej milcząca. Płacząca. Nieszczęśliwa. Tak jakby przygotowywał się we mnie grunt.
Wchodzę. Kolorowo. Siadam przy automacie. Ale fajnie. Myśleć nie trzeba. Wygrywam. Faza zwycięstw. Automat nagradza mnie. Potem remisujemy. No to powalczyć trzeba. Muszę, po prostu muszę być lepsza od niego. Jak za dawnych lat. Gram częściej i za coraz więcej. Zaczynam przegrywać. Ale walczę dalej.
Przez 15 lat. Więcej walczyć nie będę. Bo uznałam swoją bezsilność wobec hazardu.
To tak , jakbym chciała walczyć z zapaleniem płuc – witaminą C.
Bezsilność. Takie dziwne słowo. Mylone przez lata z porażką.
Znów jestem w fazie zwycięstwa. Nad swoim dawnym systemem wartości. Nie muszę być najlepsza we wszystkim. Jestem tylko człowiekiem.
PS A ten 15 letni GRUNT to pod coś nowego. I ja to wiem. A pod co? Czas pokaże…
A co ja teraz mogę? Dzisiaj? To, co poniżej- mogę. Poprosić mogę – fajne słowo- poprosić…

Boże,
użycz mi
pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić,

odwagi,
abym zmieniał to,
co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

(To jest „Modlitwa o Pogodę Ducha” Reinholda Niebuhra)   

Boże dziękuję Ci…