ŻYCIE JAK FILM – ZACHCIANKA BOGA

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info  2007-10-02, 19:47 

 

Szłam dzisiaj Łobzowską na Rynek i zaśmiewałam się całą drogę.
Przestałam jak siadłyśmy z dziewczynami na kobiecym mitingu…

ŻYCIE JAK FILM – ZACHCIANKA BOGA 

Piękny był ten pamiętny 1994 rok. Piękny, bo wesoły.
Moja kumpela – Hazardzistka „Ala ma kota”, po tym jak przegrała dom w ruletkę, obwieściła mi przez telefon:
– Iśka , pierdolę , idę do klasztoru.
– Kiedy i gdzie? – ja na to konkretnie.
Karmelitanki Bose, Kraków, szybko. Jedziesz ze mną dla otuchy.
Dobra. Jadę – ja mówię – ale kurwa do klasztoru z Tobą nie pójdę.
Przypominam, to były dopiero cztery lata mojego grania i mi się wydawało, że nie jest źle. Aczkolwiek, już mnie na miting GA- AH zawlókł jeden zakochany we mnie gościu (o czym tu już pisałam i nie chce mi się powtarzać).
No i fajnie. Pod wieczór już nie pamiętałam o jej telefonie.
Tydzień później zjawiła się u mnie z biletami do Polski – bo się to działo za tzw granicą.
Dobra. Lecimy. I gadamy. Ja mówie jej, że to głupi pomysł, zamykać się przed hazardem w klasztorze. A ta – nie, idzie i już.
Ja do dzisiaj nie wiem, co ona naopowiadała przeoryszy. Nie wiem, jak to możliwe, że nie kapnął się na badaniach, czy jest zdolna do tego klasztoru, psychiatra na ul. Kopernika w Klinice. Nie wiem, co ona naopowiadała, na spowiedzi.
Wiem jedno, że ją przyjęli. A ja za nią poręczyłam.
Dostała dwa tygodnie na pożegnanie się ze światem. Świeckim.
Dobra. Po sklepach latamy. Wyprawkę czyli kołdrę i poduszkę z jakiejś wycudowanej wełny kupujemy. Wszystko, co ma na liście kompletujemy.
Msza prymicyjna się zbliża. Znaczy się uroczyste przyjęcie „Ali ma kota” do życia z dala od hazardu.
No i fajnie.
Wyznaczonego dnia na mszę jedziemy. Do Kościoła na Łobzowskiej wchodzimy. Ta mi mówi- poczekaj, muszę coś jeszcze z samochodu.Jak się kapłam, że ona już nie wróci, to też długą dałam z tego kościoła.
Ważne w tej opowieści jest to, że Karmelitanki są na ul. Łobzowskiej od Alej. A dokładnie na drugim końcu jest klub „Oczko”- opisany tu przeze mnie w opowiadaniu „Zęby”.
I tam ją znalazłam.
Jak wpadłam, to myślałam, że ją rozszarpię na strzępy.
A ta mówi:
– nie wkurwiaj się. Bóg tak chciał. O, kareta.
Bo faktycznie wpadła jej karetka.
„Ala ma kota” odpaliła mi na uspokojenie nerwów trochę kasy.
Potem żeśmy jeszcze pograły po różnych klubach i kasynach.
Po czym poleciałyśmy nazad.

Bo Bóg tak chciał- przypominam.

Iwona- Isia

PS „Ala ma kota” – no, bo taką miała ksywę
Karmelitanki Bose- jakby mi kto nie wierzył – do dzisiaj tam są jej papiery jakieś kościelne, ze chrztu, komunii czy coś takiego. Bo wstyd było po to pójść…
Bo niewątpliwie Bóg tak chciał – przypominam raz jeszcze…