WDOWĘ Z PRZODU, WDOWĘ Z TYŁU

Materiał chroniony prawem autorskim

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-03-06, 12:06

 

 WDOWĘ Z PRZODU, WDOWĘ Z TYŁU – COŚ NA KSZTAŁT REMINISCENCJI 

WSTĘP:
Zanim jeszcze w 1994 roku dostałam na moim pierwszym mitingu za granicą tego kraju, do łapy Combo Book, w 1991 roku dorwałam dwie ksiażki o ruletce.
Potem sobie we trzy te książeczki jeździły ze mną po całym świecie(do wglądu- oczywiście).Jak i wiele innych, co to mi miały pomóc „rozgryźć” hazard. A co!
Ruletkę i francuską i amerykańską miałam teoretycznie w małym palcu a latarnie morskie gdziekolwiek je widziałam w świecie , kojarzyły mi się tylko z jednym: Z PERMANENCJĄ (to ten słupek za krupierem, co pokazuje ostatnich 15 rzutów- uhaha)
Rozważałam nawet w pewnym momencie najgłębszej fazy patologicznego uzależnienia od hazard zmianę iminia i nazwiska na ”Orphelins a cheval – Yvonne Finale”.
Pisałam już tutaj wielokrotnie, że za ruletką specjalnie nie przepadałam, wyważanie koła ruletki widziałam tylko kilka razy w życiu a powinno być wyważane co kilka godzin- W KAŻDYM KASYNIE.
A czemu to piszę? Bo wczoraj opowiadano mi taką oto historyjkę:ROZWINIĘCIE:
Automatyczna ruletka w pewnym krakowskim klubie wkurwiała graczy niepomiernie.
Nie tylko tym, że nie było krupiera na którym można byłoby się wyżyć ale przede wszystkim tym, że gówno dawała. A jak już to z rzadka.
No i któregoś dnia, w samo południe, jak na westernach, do klubu weszło pięciu hazardzistów. Z małą, zgrabną wiertareczką na baterię. I tak się rozlokowali, że czterech przysłoniło na moment kamerę a ten piąty wywiercił słodki otworek w tejże automatycznej ruletce.
Po czym w otworek włożył drucik i ruletka, jak w najcudowniejszym śnie każdego hazardzisty, zatrzymywała się co chwilkę na magicznym zerze.
I trwałoby to Eldorado w nieskończoność ale się obsługa kapła i pognano z głośnym hukiem owych dzielnych hazardzistów. I awantura była. I zakazy wejścia dostali.

ZAKOŃCZENIE:
Przeczytajcie sobie uważnie to, co napisałam powyżej. A temu to, że jest to jedyny jak dotąd znany mi system i strategia zarazem, by wygrać z ruletką.
I ja –Isia- chrzczę ten system nazwą: „Wiertara”.
I podpisuję się tutaj nogami i rękami, że jest to najlepszy system o jakim kiedykolwiek słyszałam.
Ale niestety, też nie nazbyt doskonały.
Powiem więcej: jak i cała reszta systemów i strategii, całkiem ale to całkiem do dupy!

Iwona- Isia

Słownik:
„Gówno dawała” – z rzadka padały wygrane

Opowiadanko dedykuję Zbyszkowi -hazardziście, co to ongiś brał udział w tym zamachu na godność rulety. Oraz w jej defloracji. A o tym cudownym zdarzeniu opowiedział mi wczoraj. A ja śmieję się do dzisiaj. Ha, ha, ha…

 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim