SERCE HAZARDZISTY JEST JAK JAJKO

PS może na wieczór zdążę napisać wspomnienie pt SERCE HAZARDZISTY JEST JAK JAJKO, bo mi się pewna dawna sprawa przypomniała.

I taka myśl do głowy przyszła:

 

Serce hazardzisty jest jak jajko. Można go umiejętnie postępując- zrobić na miękko.

Albo nieumiejętnie postępując- na twardo.

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-04-03, 01:48

 

Jest to wspomnienie o pewnym kierowniku zmiany, w pewnym krakowskim klubie.

Pamiętam tego buca i to jak raz doprowadził mnie do szału.

Bo z tej władzy absolutnej nad nami – hazardzistami odjebało mu tak kompletnie, że podszedł kiedyś do mnie i zarządził, że nie mogę sobie trzymać popielniczki w rynience pod automatem, tylko musi stać pośrodku miedzy dwoma automatami.

I pewnie lata wcześniej, bojąc się, że mi zakaz palant zrobi, grzecznie bym tą popielniczkę postawiła tam, gdzie on chce.

Ale to była już końcówka mojego grania, kiedy odcinałam się od hazardu, który mnie zabijał. I ja już chciałam żeby on mi ten zakaz zrobił. Bo sama nie miałam na to siły.

Więc jak on do mnie, żebym wyjęła tą popielniczkę no to ja…Ja nie krzyczałam.

JA TYLKO COŚ TAM WYSYCZAŁAM.

A on się przestraszył i szybko przyniósł kolejne trzy popielniczki.

Zamiast mi zrobić upragniony zakaz…

 

SERCE HAZARDZISTY JEST JAK JAJKO

 

Lata temu, wchodzę ja do klubu.

Podchodzi do mnie kierownik zmiany. Jakiś taki grzeczny.

-witamy, witamy – mówi do mnie.

Wiec patrzę ja niego i myślę. Krótko, szybko i logicznie:

-pojebało.Go.

A on dalej grzeczniutki, jakby był babą wielkanocną i ktoś go polukrował.

-zbieram, zbieram. Papierki z napisem Lipton od torebeczek herbaty zbieram.

Wgapiam się ja w niego i myślę sobie:

-czułam, czułam, dawno już czułam. Pojebało go dokumentnie.

Nie powiem satysfakcję i zadowolenie mam, bo nie lubiłam buca serdecznie.

A on dalej swoje:

– zbieram, zbieram. Papierki z napisem Lipton od torebeczek herbaty zbieram.

 

Drogę mi do automatu blokuje. Mnie krew zaczyna zalewać.

Więc pytam;

-U lekarza pan był?

A on:

-no właśnie ,blisko, blisko jest pani, bo mamy taką akcję krupierską, że zbieramy dla niepełnosprawnego chłopca na wózek inwalidzki. Lipton funduje ale trzeba nazbierać parę tysięcy papierków z napisem od tych torebeczek z herbatki.

 

Serce hazardzisty jest jak jajko. Można go umiejętnie postępując- zrobić na miękko.

Albo nieumiejętnie postępując- na twardo.

 

Wózek inwalidzki dla niepełnosprawnego chłopca był jak glutaminian sodu – czyli zmiękczacz do potraw. W tym wypadku do gotowania jajeczka. Czyli hazardowego serducha.

 

Przez najbliższy tydzień, co kto wygrał, to natychmiast kupował te pieprzone herbatki ekspresowe Liptona. Urywaliśmy im łby czyli torebki i do koszy na śmieci je. A papierki oddawaliśmy Panu Mareczkowi.

Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie pił herbaty. Wiadomo. A my przecież byliśmy zdrowi jak nikt. No, tak nam się wydawało…

Był to więc czas kiedy z tychże koszy na śmieci, jak Kraków długi i szeroki dobywał się herbaciany aromat.

A my –hazardziści – szlachetnieliśmy.

 

Nie powiem, frajdę nam to sprawiało, bo i nasz hazard wyszlachetniał. Nabrał ludzkiego i humanitarnego wymiaru.

 

A po tygodniu, kiedy było już tyle tych liptonowych papierków, że można nimi byłoby wypchać takiego dajmy na to faraona, Pan Mareczek, posegregował je ładniutko do nylonowych woreczków po tysiąc. Ku naszej radości. I wsadził do worka na śmieci, żeby poręcznie mu było nieść.

I poszedł zanieść.

Ale po drodze, wstąpił ,gdzieś na „jednego”.

I tak popił, skurwel, że zgubił ten wór.

Wór liptonowych papierków.

A przy okazji – naszych serc.

 

Iwona – Isia

 

PS Pan Mareczek- chuj zbolały. Napisałam to, co powyżej, bo mi się przypomniało, to co poniżej a co napisałam w maju 2006.Tak, tak, to ten sam palant!

Nie znosiłam go wtedy a teraz mi koło d…lata…

Aczkolwiek jeszcze mnie tyrpie jak sobie go przypomnę, buca skończonego…