POCZĄTEK KOŃCA…

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-04-20, 02:17

 

POCZĄTEK KOŃCA…

 

URODZINY…

Moja przyjaciółka kończyła właśnie trzy dychy. Ładnych parę lat temu. Żeby było „dostatnio i bogato” postanowiła wynająć dom nad oceanem na dni kilka i zaprosić kilkadziesiąt osób.

Ja z Ówczesnym Narzeczonym przyjechaliśmy w sobotę rano. Jego Hondą. Ważne!

Patrzymy a tu nikogo nie ma. Oprócz solenizantki. Trochę głupio.

 

HOMAR

Leje deszcz. Telefon się urywa i wszyscy odwołują przyjazd. A to to a to sro. A to tamto a to siamto.

A tu żarcia tyle, że można by otworzyć mały supermarket.

Ja sobie wsuwam a to krewetki, a to łososia skubnę, a to homarowi w akwarium w oko łypnę z ostatnim namaszczeniem. Żyć znaczy się żryć nie umierać.

 

JEDNA

Około 4 pm zajechały dwie koleżanki.

Jedna świeża wdowa, bo jej mąż – hazardzista (przysięgam na życie swoje i mojego psa! Więcej nie da rady!) był się uprzejmy powiesić w sypialni nad ich łóżkiem dwa miesiące wcześniej. A tu dom nowy, nie spłacony, katastrofa. I jeszcze, jakby nie było klamek w drzwiach, dziurę w sypialni wydrapał skubany, żeby belkę stropowa znaleźć, bo sufit był z płyty gipsowo-kartonowej. Szkód narobił i na wydatek ją, połatania tego sufitu, jeszcze naraził. Ona mówi, że się trochę boi, że on ja będzie straszył jako duch potępiony. Katastrofa. Ja ją pocieszam, że jakby co to się wstawi do kąta automat i on się zajmie grą a nie straszeniem. No i tak sobie pidu-pidu i w końcu do niej dociera, że jej się w końcu uda ta chałpę spłacić bez przeszkód, znaczy się bez niego i jego wiecznych długów. Jest fajno. Jemy i gadamy. I nawet się trochę śmiejemy.

 

TA DRUGA

Ma męża oraz małe dziecko. Nie ze sobą. Za to ze sobą ma franca nogi po szyję, spódnicę, wiecie, po ostatni włos łonowy i urodę. Zdzira! No i coś tam się kręci koło tego mojego. Ówczesnego. Narzeczonego.

 

PRZED – AKCJA

Obżarta jestem, brzuszek mi wzdyma, czyli podświadomie program AHowski HALT realizuję. Wypoczęta jestem, nie nazbyt rozdrażniona ale taka jakaś strasznie samotna. Mimo nich wszystkich.

GRAĆ MI SIĘ CHCE!

 

POMYSŁ

Mój umysł lęgnie pomysł.

-chodźcie do klubu potańczyć

Ja nie piję, czyli wiadomo, powiozę ich w te i we wte.

W chuju mam te tańce. Wiadomo. W KLUBIE SĄ AUTOMATY!

I ja sobie zagram a oni się ode mnie odpierdolą. Lux!

 

RAJ

No to tak. Ten Mój obtańcowywuje panienki. Ja sobie gram. Jest pięknie!

On co chwilę przychodzi i prosi:

– zatańcz ze mną.

A tu maszyna daje raz za razem. No przecież nie zostawię, bo może się odfarcić albo ktoś zatrądzi. Niby mogłabym zarezerwować ale aż tak mi znowu na facecie nie zależy, sypiam z nim dopiero od trzech lat, więc taka zakochana to jeszcze w nim nie jestem. A może już nie.

Gram dalej a jemu mówię:

– jak będzie Rod Steward „Have I Told You Lately, That I Love You…” to zatańczymy.

Puszczali to już z pięć razy, to sobie kombinuję, że już więcej nie. Zatem się mi uda nie przerywać gry.

A tu jak na złość puszczają .Widzę kątem oka, jak On idzie.

Nerwy mi puszczają i jak nie huknę:

-a weźże się odpierdol!

Poszedł jak zbity pies.

Kiedy zamykano klub przyszli po mnie.  Miałam nagrane z 10 tysięcy dolców. No i humor super.

 

Wprawdzie, kiedy wiozłam ich z powrotem do domu nad oceanem, wydawało mi się, że widzę w lusterku, jak na tylnim siedzeniu, on wkłada jej rękę pod spódnicę.

Wydaje mi się –pomyślałam. No, bo niby czemu miałby to robić? Byliśmy w końcu zaręczeni…

 

BANAŁ

Kiedy wróciliśmy do domu, ona przypadkiem wyszła. Niby na spacer. A ja sama po chwili powiedziałam, żeby poszedł jej poszukać. Po godzinie wróciła ona. A zaraz potem –on. Nawet nie ukrywali, że przed chwilą się rżnęli.

 

NOC

Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam. Szłam przed siebie. Byle dalej. Na plaży przesiedziałam do rana. Nad głową miałam Krzyż Południa. Jak ja wtedy wyłam… Nie dlatego, że jakiś dupek mnie zdradził. Ja tak strasznie wyłam, jak pies wyłam, bo nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Dlaczego nie potrafię tak jak inni tańczyć, cieszyć się życiem, być taka jak inni.

Dlaczego hazard zabiera mi wszystko. I mnie samą, samej sobie. Ja nie wiedziałam, że hazard to choroba. No bo i skąd!

Jedno co wiedziałam, to to, że hazard to taka straszna rozpacz i poczucie klęski. Bez względu na okoliczności. Tej nocy nie zapomnę do końca życia. I tego mojego krzyku w Niebo:

-Boże pomóż mi, coś złego się ze mną dzieje a ja nie rozumiem dlaczego?

I tego szumu fal nie zapomnę, które były jedyną wtedy odpowiedzią. I tych moich łez niezgody…

Na brak Bożej odpowiedzi…

 

RANO

A rano zamówiłam taksówkę i pojechałam te 180 kilometrów do domu.

Zamknęłam drzwi od środka, połknęłam ileś tam proszków na sen i obudziłam się następnego dnia.

Spakowałam jego rzeczy i wystawiłam przed drzwi. Ładnie się komponowały z tysiącem kwiatów i bilecików ze słowem „przepraszam. Chciałem coś takiego zrobić, żebyś wreszcie mnie zauważyła”.

Ale ja miałam w głowie tylko jedną myśl: pójść zagrać. Wreszcie bez wyrzutów sumienia, bez myślenia, jakie kolejne kłamstwo wymyślić, żeby usprawiedliwić swoją nieobecność w domu.

Byłam zadowolona, że wreszcie będę mogła sobie grać, ile mi się zachce…A to, że właśnie rozpadał się mój związek? To akurat było najmniej istotne…

 

 

POCZĄTEK KOŃCA

Tak zaczęło się preludium do mojej kolejnej fazy hazardu…

Preludium? Niestety, preludium…preludium do kolejnego preludium…

Są tacy, co nazywają to dno…ale pod każdym dnem jest jeszcze niższe dno…

Zabawa polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy jest TO DNO, pod którym jest już tylko piekło…Choć czyż może być gorsze piekło niż piekło hazardu?

 

PS Te bileciki „przepraszam, chciałem coś takiego zrobić, żebyś wreszcie mnie zauważyła” sprzątaczka razem z kwiatami wyrzuciła do śmieci. Jak potoczyło się Jego życie?

Mieszka w Warszawie teraz. Jest sam. Czasem rozmawiamy przez telefon. Czasem on mówi: gdybym widział, że jesteś chora, zabrałbym cię do lekarza.

A wtedy ja uśmiecham się i przypominam sobie takie moje „coś”, które napisałam, kiedyś:

 

Forum: Nasze wzloty i upadki… Wysłany: 2006-08-09, 06:37 Temat:

 

MODLITWA HAZARDZISTKI nr 2

 

Modlitwa Hazardzistki

Bo to jest proszę Państwa tak: kiedy już myślimy, najgorsze za nami, Los zawsze może coś nowego wymyślić. Co nas zaskoczy. I kiedy stoimy oniemiali, ze znów nie jesteśmy przygotowani, jedno należy : schylić głowę w pokorze.

Bo niezbadane są Wyroki Boskie.

Tylko ja –Isia- pytam , dlaczego to się nazywa Wyroki, bo już sama nazwa, powoduje, że jesteśmy bez szans…

I pytam moja Siła Wyższo, czy przyjmujesz odwołania od tych Wyroków a jeśli tak, to w który dzień?

Bo jeśli to dzisiaj, to jakikolwiek wyrok byłby na dzisiaj dla mnie, to bardzo proszę: niechaj będzie łagodny.

A na okoliczność łagodząca podaję: strasznie jestem utrudzona tą drogą przez Życie. Więc niech ja dzisiaj przejdę przez ten kolejny dzień wędrówki po cichutku, na palcach, niezauważalnie…

W drodze do jutra…

A jutro, jeśli pozwolisz moja Siła Wyższo, znów poproszę Cię o to samo. I tak do końca moich dni…

Isia