PANI MAGISTER

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info  2007-04-05, 06:43

PANI MAGISTER.

KURWA MAĆ.

 

PRIMO

 

Idę ja sobie kiedyś z kasyna. Idę , bo samochód w naprawie. Lato. Spacerek.

Idę zadowolona, bo wygrałam. No i świat należy do mnie.

Nie powiem, żebym się uginała pod ciężarem tej kasy. Bo w banknotach. Jakby w bilonie, to jednak bym nie uniosła.

Idę rozmarzona. Zza każdego krzaka uśmiecha się do mnie roześmiana gęba TEGO MOJEGO WYMARZONEGO. Co to będzie MÓJ na wieki wieków amen.

No bo ten realny mecz ogląda i czeka na mnie w domu.

A mnie się nie spieszy.

 

A co! W końcu u przyjaciółki jestem, co to jej mama umiera. No powiedzmy.

Ten w domu ma nabujane lux, ja mam czyste sumienie i pełną szmalu torebkę.

Księżyc świeci.

Jest pięknie.

 

I już tuż koło domu jestem ale nagle niedosyt czuję i myśl mi nagle kluje się taka oto:

– a jakby teraz się dla odmiany w klubie zrelaksować? Po tych nerwach w kasynie? Należy mi się!

 

Dom łukiem szerokim omijam i krok przyspieszam do tego RELAKSU…

 

SECUNDO

 

Kiedy o 5-tej nad ranem wlokłam się do domu, wkurwiona na maxa tym relaksem, z ostatnimi dwoma dychami, przed sklepem nocnym zaczepiły mnie zaprzyjaźnione lumpy.

Takimi oto słowy:

-pani magister da na, kurwa, papierosy.

 

To Pani Magister było rzucone na „rybkę”.

A dla mnie było jak nóż w serce. Bo przypomniało mi kim jestem. I jak nisko upadłam.Pani magister – Hazardzistka. Przypomniało mi o tym, co miało być. I jak jest inaczej…

 

Podzieliłam się z nimi równo i sprawiedliwie. Oni dycha. I ja dycha.

Czyli po dwie paczki fajek.

Jakbym miała milion, to też by dostali połowę.

 

Zapaliłam papierosa i przysięgłam sobie:

-dosyć, już nigdy więcej nie zagram. Osiągnęłam dno dna.

 

A wieczorem znowu byłam w kasynie. I przysięgałam sobie… Przez kolejnych dziesięć lat…

 

Iwona-Isia

 

Słownik:

„zaprzyjaźnione lumpy”- no a jak mieliśmy sie nie zaprzyjaźnić, skoro oni stali pod sklepem nocnym i żebrali a ja bez mała każdej nocy albo nad ranem wstępowałam po papierosy.

I lubiłam ich za nieziemskie bajery, które wymyślali, by wydrzeć te parę groszy na flachę albo fajki…

Bywałam boginią, królewną, Naszą Panią, stokrotką itede itepe. Eh…

 

I pamiętam, jak kiedyś, a byłam wkurzona, bo przerąbałam jakąś grubsza kasę, powiedziałam do jednego z nich tak:

-kurwa, stówe ci dam ale się musisz ze mną przespać. Nie ma już dawania za nic.

 

I ten skurwel uciekł…

Hm, jednak złość urodzie szkodzi…