„Oklahoma”- WERSJA II

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info Wysłany: 2007-11-02, 00:18 

 

 

4 maja 2006 roku zamieściłam z drżeniem serca na tym Forum jedno z moich pierwszych opowiadanek o hazardzie, sprzed kilku lat, pod tytułem „Oklahoma”.
Najzabawniejsze jest to, że nie potrafiłam go sobie przekleić, więc je przepisywałam z notatek i na bieżąco poprawiałam. Bałam się jak cholera, że mnie wyloguje, albo jakoś inaczej mi je wetnie, wiec pisałam w kawałkach.
Jak pomyślę dzisiaj o moim wielkim „tupecie” osoby, która kompletnie się nie znała na Internecie, na pisaniu, no na niczym jeśli chodzi o komputer , to śmieję się od ucha do ucha. Ale twardo zakładała Forum ! uhaha!Ale do rzeczy. Napisałam dzisiaj takie zdanie:
„Dzisiaj też myślę, że ponad rok po napisaniu mojego opowiadanka „Oklahoma”, zmienię jego zakończenie a raczej Moją Refleksję, będącą zakończeniem tego opowiadania.
Bo moja podróż przez zdrowienie, ma dla mnie samej zaskakujący zwrot. Kierunku…”

(ponad rok po napisaniu mam na myśli- raczej przepisaniu, dokonaniu kilku poprawek stylistycznych.)
Zamieszczam wersję dawną na początek a potem to, co czuję teraz…
Wysłany: 2006-05-04, 23:12

 

„Oklahoma”- WERSJA II„Oklahoma”- WERSJA II

 

historia opowiedziana przez krupiera i kumpli OklahomyJedną z bardziej malowniczych postaci, która przepuściła swój majątek w kasynie, był niejaki „Oklahoma”. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jak się nazywał ani jak miał na imię. Wiadome było,że przyjechał z Ameryki przywożąc gigantyczną kasę. Uwielbiał otwierać,od czasu do czasu,portfel z którego sterczały karty płatnicze zagranicznych banków. Były to karty platynowe i złote świadczące o zamożności klienta.
Oklahoma kochał kasyno miłością wielką, jednakże niedwzajemnioną.
Po mniej więcej roku, karty bankowe stały się jedynie rekwizytami a Oklahoma przestał parkować swoją elegancką limuzynę na hotelowym parkingu.
-Znudził mnie juz ten cholerny Rolls-mówił nonszalancko.
Zaczął podjeżdżać skromnym BMW. Widać było, że krepuje się swego „ubóstwa”.
Z czasem marki samochodów stały się tak żenujące dla niego, że nawet nie fatygował się, by wjeżdzać na parking.
-najwyżej ukradną-tłumaczył się z parkowania na odległej ulicy.
Po jakimś czasie przestał dodawać:
-a to najwyżej kupi się nowy.
Jedynym, co świadczyło o jego dawnej świetności, były ubrania. Ciągle jeszcze paradował w eleganckich, szytych przez najlepszych krawców garniturach. Koszule ciągle były olśniewajaco białe, no i te buty…Lloydsy – oczywiście.
Nie miał już zegarka-tytanowej Omegii, bo twierdził, że „szczęśliwi czasu nie liczą”.
Jednak jego mina świadczyła o czymś z goła innym. Widać było, że wpada w coraz głębszą depresję a stoły na których gra się na wysokich stawkach, zaczął omijać szerokim łukiem.
Dzień w którym Oklahoma przyszedł do kasyna w podkoszulku z napisem na piersi „Sex Pistols” i „No Future” na plecach, wydawał się być początkiem jego końca. Oklahoma przestąpił progi kasyna w wypożyczonej w szatni marynarce z Wólczanki. Cdn.
cdn

Wydawało się, że z dawnego Oklahomy pozostał jedynie charakterystyczny, biały kapelusz i przezwisko. A ksywka „Oklahoma’ wzięła się stąd, iż pewnego razu jeden z graczy, chcąc skomplementować jego panamę ,powiedział:
-Ale masz fajną oklahomę.
I tak juz zostało.
Tymczasem Oklahoma grał na najniższych stawkach, popijał znacznie więcej i do nikogo się nie odzywał.
Gdy przestał pojawiać sie w kasynie wszyscy myśleliśmy, że już po nim.

Po mniej więcej miesiącu, któryś z graczy przyniósł hiobowe wieści. Oklahoma dostał w spadku kamienicę w centrum miasta plus sporą gotóweczkę. I że ze szczęścia wynajął cały burdel i pije radośnie. Zaprasza na wódeczkę i panienki.
Gracze natychmiast ustalili, że ta wiadomość musi zostać opatrzona znakiem „Top Secret”, po to, by z hojności nawalonego Oklahomy nie zaczęło korzystać zbyt wiele osób i jak najwięcej „wziątków” zostało dla nich. „Wziątków” czyli resztek z pańskiego stołu.
Przez kolejny miesiąc gracze wieczorami opowiadali, jak byli podejmowani przez rządzącego w burdelu Oklahomę.
Otóż, pijany Oklahoma leżał na łożu wielkości średniego boiska piłkarskiego, wkoło niego wiły się dziwki a on sam, witał gości, pokazując na panienki. słowami:
-to jest menu, wybierz sobie coś, przekąś a potem napij się ze mną.

Sam Oklahoma nie miał już siły na rżnięcie panienek, w związku z czym ,ich zwinne rączki służyły jedynie do wlewania mu wódki do ust. Kieliszeczek za kieliszeczkiem.
W końcu Oklahoma odrodzony niczym feniks z popiołów, tryumfalnie wkroczył do kasyna.
Kamienica była już sprzedana a on sam, zrelaksowany, wracał do dawnej świetności.
Przepuszczenie spadku zajęło mu dwa lata. W tym czasie Oklahoma zaprzyjaźnił się z innym graczem o podobnej historii. Tamten nie miał już dosłownie- nic. Zorientowany w sprawach finansowych Oklahomy, zachował na tyle przytomności umysłu, by zmusić go do kupienia małego domku za miastem. Zamieszkali tam we dwóch.
Jurek, bo okazało się ,że tak miał na imię słynny Oklahoma, zarabiał na życie jako „złota raczka”, bo miał ‚smykałkę’ do napraw.
Okazało się też, iż zanim pojawił się w kasynie po raz pierwszy, przeżył wielką tragedię. Gdy zachorowała na raka jego żona i w Stanach lekarze nie dawali już żadnej nadziei, Jurek wysłał żonę, zgodnie z jej życzeniem, do Polski. Sam w ciągu tygodnia, spakował ich rzeczy, zlikwidował interesy i przyjechał do Polski za nią. Ciągle wierzył, że stanie się cud i żona wyzdrowieje.
Po jej śmierci, któryś z kolegów powiedział:
-chodź ze mną do kasyna, nie siedź sam, rozerwiesz się i będziesz między ludźmi.
I tak zaczęła się hazardowa historia Jurka zwanego Oklahomą.
Może był zbyt słaby, żeby się samemu pozbierać. A może, jak twierdzą naukowcy, był w grupie ludzi zaprogramowanej genetycznie, by wpaść w sidła hazardu?
Jedno jest pewne. Nigdy nie pogodził się ze śmiercią żony. Cdn.
Tą historię kończy relacja krupiera.

Po latach odszukałem go.
A wspomnieć trzeba, że byłem ulubionym krupierem Oklahomy. On sam -jednym z niewielu lubianych przeze mnie klientów kasyna. Kulturalny, grzeczny, dający sute napiwki. Jeden z tych, którzy nigdy nie napluli na stół.
-ty bucu, doprowadziłeś mnie do ruiny-przywitał mnie żartobliwie Oklahoma. Żartobliwie, gdyż witał mnie cytatem. Były to słowa, którymi najczęściej raczyli mnie gracze przy ruletce.
Piliśmy tydzień. Na koniec spytałem czy żałuje tych lat spędzonych w kasynie.
-nie, to było najlepsze toczenie się na dno, jakie sobie można wymarzyć. Takie jak koło ruletki. Nieprzewidywalne. Pełne ułudy, że coś jeszcze można w życiu wygrać. Pełne fantazji, marzeń, adrealinowego napędu. Byłem tak naprawdę strasznie samotny. Żonę kochałem do obłędu. Nie mieliśmy dzieci, a sami obydwoje byliśmy z domów dziecka. Nie mieliśmy oprócz siebie nic. Kasyno zagłuszyło mój ból i choć to zabrzmi paradoksalnie, przedłużyło mi życie o tych parę lat. Teraz już tylko czekam na śmierć. Oby przyszła jak najprędzej.
Rok później dowiedziałem się, że Oklahoma nie żyje. Przez rok umierał na nowotwór. Towarzyszył mu tylko jego wierny przyjaciel, kumpel -hazardzista.
Jego ostatnim życzeniem było, by do trumny włożyć mu zdjęcie żony i jego słomkową panamę z  którą nigdy się nie rozstawał. I pierwszy darmowy żeton, który dostał wchodząc do kasyna i którego nie pozbył się będąc na najgorszym dnie.

A teraz moja- Isi- refleksja.
Nie było nekrologów w gazetach. A jednak na pogrzebie stawiliśmy się wszyscy. Rodzina Oklahomy. Hazardzistki i hazardziści. Stawiliśmy się, by pożegnać jednego z największych polskich hazardzistów. Oklahomę, który postawił swoje życie na jedną kartę. Kasynową kartę.
Stojąc nad jego grobem, myślałam o nim i o tym, jak wielkie pole do popisu mieliby analizując jego życie psycholodzy, terapeuci i inni fachowcy od uzależnień. Padałyby z ich ust słowa: depresja, osobowość, leczenie itd.
A czasem, po prostu wystarczy pochylić się nad czyimś losem i uszanować cierpienie i ból. I to, że czasem „uzależnienie” jest świadomym wyborem. Ucieczki przed czymś, czego po prostu nie da się znieść…
„Oklahoma”- spoczywaj w spokoju. I niech niebo, będzie dla ciebie niekończącą się podróżą z Twoją Żoną. A jeśli od czasu do czasu wpadniesz do niebiańskiego kasyna, to życzę Ci samych wygranych…Bywaj…
Isia

To jest ta część Mojej Refleksji, którą chciałabym zweryfikować…
„A czasem, po prostu wystarczy pochylić się nad czyimś losem i uszanować cierpienie i ból. I to, że czasem „uzależnienie” jest świadomym wyborem. Ucieczki przed czymś, czego po prostu nie da się znieść… „

Na taką oto: (wysłany: dzisiaj 4 listopada 2007 roku)

„„A czasem, po prostu wystarczy pochylić się nad czyimś losem i uszanować cierpienie i ból. Pochylam się, Oklahoma, dzisiaj nad Twoim cierpieniem i nad moim. Bo myśmy nie wiedzieli wtedy, że uzależnienie od hazardu jest chorobą. Wybór jest wtedy, kiedy się go ma. Nam wtedy, lata temu nie był on dany. Uciekaliśmy wtedy obydwoje w hazard, przed rzeczywistością, która była trudna do zniesienia. Widzisz Oklahoma, ja dostałam wielką szanse od Losu. Szansę na inne życie. Bez hazardu.
I wiesz co mój ukochany Oklahomo, zmienię to, co też kiedyś do Ciebie napisałam:

A dopisałam takie słowa (wyłany:2006.07.04)
„Wiesz  co, Oklahoma?
Ty wiesz, że ja nie mam nic. I mało jest we mnie wiary w samą siebie. Ale jest wiara innych ludzi we mnie.
I dlatego jeszcze trochę, te niebiańskie kasyna poczekają na mnie…
A tym tutaj na ziemi, na pohybel! Za każdą łzę…
OK?
Isia”

ZMIENIAM NA:
MÓJ KOCHANY KUMPLU „OKLAHOMO”
Nie będzie mnie w niebiańskich kasynach. Dlatego, bo nauczyłam się, że ucieczką w hazard nie rozwiąże się żadnych problemów. I przecież, ponoć, niebo, jest takim miejscem, gdzie problemów nie ma.
A ta miłość do hazardu? To była jedna wielka ułuda…
I jeśli kiedyś spotkamy się w niebiańskim kasynie, to tylko po to, bym mogła Cię z niego zabrać i pokazać Ci samą siebie- całkiem, ale to całkiem inną niż kiedyś – choć tą samą. I żebym mogła ci opowiedzieć, jak postanowiłam zawalczyć o życie…I o moich zmaganiach…i o tym , jak bardzo było warto…
I  wiesz co, dużo ładniej mi w teraz w cierpieniu, które czasem mi towarzyszy niż wtedy, gdy uśmiechałam się przy ruletce…I Ty, Oklahoma wiem, że to pojmiesz…Bez słów…
A tym tutaj na ziemi, niech się darzy…
Bo jestem silna wiarą.
W samą siebie.
I w WIARĘ…

Iwona