O jednym takim, co tak polubił, że…

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2006-10-20, 08:09

 

To jest to opowiadanko-mini
Dodatek do artykułu powyżej „Polacy polubili automaty do gry”

O jednym takim, co tak polubił, że… 

Przesiedziałam kiedyś kilka godzin gadając z jednym takim „automaciarzem”. Żeby w ogóle chciał gadać, rekomendowało mnie z pięć osób, ja przysięgłam, że nigdy i nikomu itd.itp. Ale na opowiedzenie paru niewinnych historyjek dostałam pozwolenie.
Działo się to blisko granicy polsko-niemieckiej. Wszędzie dziewczyny – tirówki i automaty. Trzecia nad ranem. Kierowca tira gra. Przegrywa. No to co? Wiadomo. Odegrać się musi. A tu zabrakło bilonu i on nie ma co wrzucać. No to najpierw prosi. Potem się drze. A jeszcze potem spokojnie mówi: „Jak w pół godziny nie będzie piątek to rozpierdolę tą stację w drobny mak”. O stację benzynową chodziło. Bo tam stał, obok płynów do chłodnic i batoników, niedobry automat. Po czym ten, co ukochał automaty wsiadł do gigant tira-cysterny, odpalił i zaczął patrzeć na zegarek.
Widząc, że nie przelewki, wystraszony ajent stacji, wykonał kilka telefonów. Ostatni do Warszawy. A Warszawa do dyrektora najbliższego banku. Nocą bank otwarto i zanim minęło 30 minut, zdesperowany tirowiec mógł dalej oddawać się dalszej grze-czytaj dalszemu przegrywaniu.
Sprawie nie nadano specjalnego rozgłosu, żeby nie inspirować innych.
No i tak to Polacy polubili automaty.
Ożesz kurwa. My to jesteśmy!
Isia