Migawki z Życia Hazardzisty

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-11-18, 06:41

 

Migawki z Życia Hazardzisty 

 

Migawka 1-wsza 

 

Najbardziej to moich kolegów – Hazardzistów, tych, którzy byli żonaci, to zwykle martwiło, co oni też to powiedzą swoim ślubnym żonom. Znaczy się, jaką kolejną ściemę im wcisną, żeby usprawiedliwić swoją nieobecność w domu.No i skąd mają tyle kasy.
Najlepszy to był niejaki Pimpek. Bo on to konkretnie tej żonie mówił:
-pimpaj się.
A robił to w takiej delikatnej formie, bo miał olbrzymi szacunek dla tej swojej żony. Mógł jej oczywiście powiedzieć:
-pierdol się stara
Ale on tak nie robił. Bo ją szanował.
Mógł też ten szacunek wyrazić, zamiast słowami, siedzeniem w domu i wychowywaniem dzieci. No, ale wtedy to nie byłby hazardzistą tylko zdrowiejącym kompulsywnym hazardzistą.A ten wariant nikomu do głowy nie wpadał. Bo był 2000 rok i jak ja dopytywałam w KCTU, czy są w Polsce jacyś Anonimowi Hazardziści albo czy leczy się hazard, to terapeutki gały na mnie wywalały ze zdziwienia o cóż to ja pytam. Pewnie gdybym spytała w Warszawie, to by mnie taki „założyciel”, skierował do kolebki ahowskiej, tam to ja bym się uśmiała. Bo ja lubię jak mam konkret, czyli literaturę według której mogę pracować a nie bolesne historie innych. Bo tymi to się dzieliłam lat 15-cie. I wtedy pewnie warszawscy AHowiacy skierowaliby mnie do swego założyciela -terapeuty. I on, by mnie skutecznie wyleczył, bo tak się reklamuje w Internecie. Za kasę. Wiadomo. Ale filozofią AHowską. Cacko.

Nie żebym miała pretensje ale z tego 2000 roku to pamiętam też i takie coś.

 

 

Migawka 2-ga 

Jak kol. Pigułę – Hazardzistę, umęczyło już tak do bólu to nagabywanie starej i darcie się, że późno wraca, choć w jego mniemaniu wracał wcześnie, bo o 7-mej nad ranem, wymyślił on taki oto prosty sposób na odwspółuzależnienie żony.
Otóż do wieczornej herbatki dodawał jej środki nasenne. Dosyć mocne.
Stara padała jak dziecię niewinne a on mógł grać do syta, bez nerwów, że mu stara znowu będzie dziamgać jak wróci do chałpy.
Jak wracał z kasyna, zawsze kupował bułki w nocnym, na wypadek, gdyby stara już nie spała. I jej wtedy mówił, że on, widząc ,że ona się powolutku budzi, w celu dogodzenia jej, wyskoczył po świeże pieczywo.
No i lux.
Ale najgorzej to było jak był zgrany i nie miał żywcem skąd pożyczyć. Bo wtedy z musu siedział w domu. I nie dawał jej tych tabletek, bo miał wyrzuty sumienia. No to ona z kolei nie mogła spać i dziamgała mu nad uchem, że nie może zasnąć.
Jak przychodził potem do kasyna, to tak mówił:
-No kurwa mać, i tak źle i tak niedobrze. Dogodzić tym babom to nie ma możliwości.
Po czym prosił innego hazardzistę , doktora o receptę na te środki nasenne.
A on mu ja szybciutko wypisywał, bo sam stosował tą metodę. Wobec swojej starej.
Znaczy się solidarny był ze swoim kumplem – Hazardzistą, bo rozumiał go jak nikt…
W końcu w przysiędze Hipokratesa stoi:
„Służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu…”
Więc służył spokojnemu życiu i zdrowiu, zwłaszcza psychicznemu swego kumpla- Piguły, bo w przysiędze to tak za bardzo nie jest wyszczególnione, kto ma priorytet.
Czy kumpel czy dziamgająca żona…Ot, takie wspomnienie…
Łza się w kroku, o przepraszam , w oku kręci…

 


Migawka 3 -cia 

dedykowana Jednemu Świetnemu Gościowi – o imieniu na Ka, żeby nie czuł się osamotniony…I z nadzieją, że jednak sam to kiedyś opisze…Wiadomo, że nic tak człowieka nie wkurwia, jak to, gdy idzie sobie pograć a tu mu gra idzie dobrze i błyskawicznie. No szlag może człowieka trafić. Bo nasycić się grą nie może.I żeby nie wiadomo, co robił, to ciągle wygrywa i wygrywa. Szybko wygrywa.
I w tym momencie się pojawia się problem. Co powiedzieć starej. Skąd taka kasa. Bo wiadomo, że te cholery myszkują. A jak kasę znajdą, to zabierają . I potem musi być awantura, żeby ona tą kasę oddała, No choć, żeby oddała trochę, na kolejny rozruch.
No i taki oto przecudny sposób wymyślił opowiadający mi to Hazardzista.
Otóż, jeśli była zima, to chował kasę do butów letnich a jak lato, to do butów zimowych. Wciskał ją pod prawidła albo za gazetę wypychająca but.
Oduczył się, jak jego stara, zrobiła w lecie porządki i oddała na biednych zimowe buty w których miał 10 koła papieru.
Bo jej zdaniem były zniszczone i zagracały tylko szafę.

Jak mi to opowiadał , to płakał z żalu jak dziecię niewinne. A ja razem z nim. Ale ja to ze śmiechu…

Iwona- Isia

Słowniczek
-10 koła papieru – 10 tysięcy US dollars
-dziamganie-umiarkowanie darcie ryja
-kolejny rozruch – start w grę