ŁABĄDEK EWENTUALNIE ŁABUNDEK

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji na www.hazardzisci.info 2008-06-05

 

Za co lubię Broszurę „PRZEWODNIK DO MORALNEGO OBRACHUNKU KROKU CZWARTEGO”? http://www.anonimowihazardzisci.org.pl/?cat=8

 

Za to, że akurat tutaj nie musiałam się specjalnie narobić. Przetłumaczyłam i tyle. Wszystkie te sprawy były dla mnie oczywiste – wiadomo. Mnie tam specjalnie kręgosłup moralny ani się nie połamał ani nie pogiął.

 

Zawsze rozróżniałam, co jest Fe i Be a co jest OK.

Dawałam temu wyraz wielokrotnie w swoich opowiadaniach.

http://hazardzisci.info/?page_id=71

http://hazardzisci.info/?page_id=68

 itd.

 

Byłam nawet na tyle w porządku, żeby uprzedzić, że po wykonaniu zadania:

j. Napisz krótki opis, co sądzisz o twoim kraju. Co robisz, żeby twój kraj był lepszym miejscem do życia?

uprzedziłam, że należy po napisaniu zjeść kartkę – były to rządy PIS-u.

 

Ja ten obrachunek lubię, że względu na to, że tam jest jasno wytłumaczone:

Ordynarność: Brak wyrafinowania w uczuciach, manierach, języku albo guście.

 

A dlaczego? Bo mi się kurwa mać tak podoba. I już!

 

Do czego zmierzam? Do opowiastki

 

ŁABĄDEK EWENTUALNIE ŁABUNDEK

 

Siedzę ja sobie na ławce w Parku Krakowskim, dwa dni temu i ckni mi się za Hazardzistami z lat dawnych. HAZARDZISTAMI A NIE  UZALEŻNIONYMI OD HAZARDU ALBO ZDROWIEJACYMI Z TEGOŻ PASKUDNEGO HAZARDU!

 

Ckni mi się za tą naszą fantazją, numerami, odzywkami, absurdalnością w tej absurdalnej rzeczywistości.

Wspomnieć należy, że nie byłam w tym Parku ze dwa lata. A dwa lata temu było tam bosko – ławki ze rżniętymi napisami i sercami, sadzawka z liśćmi sprzed pięciu lat – takie bajorko, krzaki luźno – dające schronienie spożywającym wiadomo co, oraz spragnionym miłości.

 

Dwa dni temu na widok Parku oniemiałam – kurwa – Europa. Krzaki przycięte, jasno jak w dzień.

Ale najstraszniejsze jest to, co zrobiono z bajorkiem. Otóż w jego miejsce jest duża sadzawka z pomalowanym na niebiesko dnem i podświetlonymi fontannami. Zgroza. Palić nie wolno(uhaha), psom nie wolno się kąpać. Kurwa, nie wiem jak jest z puszczaniem bąków, bo za to pewnie też mandat w ramach ochrony środowiska.

 

No i tak siedzę i palę. Pies leży mokry po kąpieli. Ckni mi się.

 

I nagle patrzę i oczom nie wierzę. Przy tych podświetlonych fontannach stoi Hazardzista z Lat Dawnych. Boże, jak myśmy się witali. Jak dwa odnalezione aczkolwiek zagubione serduszka, mimo, że ostatni raz widzieliśmy się w 2000, kiedy to dostał ode mnie za coś tam po mordzie.

Za chwilkę niewielką dołączyła Ryża. Zapatrzyliśmy się wszyscy w tą nowoczesną sadzawkę i żałość nas ogarnęła.

 

Żałość na temat tego, co było a co se już nie wrati.

 

Otóż pośrodku sadzawki jest tak zwana wyspa dla ptactwa. A na niej była ongiś olbrzymia buda dla łabędzi. Łabądź duże ptaszysko, to i buda duża. To, że notorycznie w niej sypiali nawaleni albo trzeźwi,  spłukani albo wygrani hazardziści rzecz wiadoma. No, bo gdzie mieli sypiać, jak ich- ich stare nie wpuszczały za karę do domów.

 

No i tak, żeśmy się zapatrzyliśmy i wspominaliśmy, jak to kiedyś, jeden z hazardzistów upierdolił łeb łabędziowi i usiłował go sprzedać na rosół przechodniom. Bo grać mu się chciało. I jak się nas radził w kasynie, ile łabądek może być wart. I czy by go na kilogramy czy jako zwierzynę domową czy ptactwo dzikie wyceniać. I jak na koniec go pochował, bo się w tzw międzyczasie nawalił, bo go wyrzuty sumienia zdjęły. I przez rok kwiatki na ten grób śp Ładundka na Ptasią Wyspę nosił. A ile się napłakał i naprzepraszał tego – w grobie – Łabundka – to tylko my wiemy.

 

I na grobie śp Łabądka przysiągł, że nigdy więcej nie zje drobiu. I dotrzymał.

 

A czemu to wspomnienie?  Bo jak się rozglądam dookoła po tzw obecnych tzw hazardzistach, co to ich szczytowymi numerami jest kradzież  żonie pieniędzy z torebki, to wyć mi się chce.

 

I tak sobie wtedy myślę:

 

Dziś prawdziwych hazardzistów już nie ma.

Są głównie uzależnieni, patologiczni, bez fantazji, biedni, zagubieni ludzie. Dla których hazard to kwestia pieniędzy.

A nie hazard jako filozofia życia – i owszem chybiona czasami. Ale w tym wszystkim jakaś taka uczciwa. Hazard jako forma ucieczki przed życiem.

 

I choć dzisiaj hazard jako uprawianie hazardu lata mi koło dupy, to jednak Hazard Jako Filozofia Życia jest gdzieś tam cały czas we mnie. Choć sporo zmodyfikowane Programem Ga(AH). Gdzieś tam we mnie – prawie niezauważalnie.

 

I dzięki Bogu. Bo by się przyszło pochlastać z tej rzeczywistości. Do której się zdrowiało. Gdzie gówno goni gówno, a przekręt goni przekręt. Nieuczciwość robi za uczciwość itede.

 

Hazardzistką się „jest a nie tylko bywa’.

 

Iwona – Isia – Hazardzistka

PS ja tutaj jeszcze coś dopiszę, tylko muszę sprawdzić coś…

 

Słowniczek:

Łabądek=Łabundek

Łabundek – nazwa własna ukatrupionego, umiłowanego Łabądka

 

„I przez rok kwiatki na ten grób śp Ładundka na Ptasią Wyspę nosił”- wpław nosił, bo się przedrzeć musiał przez wodę po kolana. Zimą była na szczęście kra. Za to jesień była uciążliwa.