Komfortowi hazardziści

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-02-18, 08:53

 

Komfortowi hazardziści

 

Najbardziej zwykle bawiła mnie grupa tzw komfortowych hazardzistów.
Bo łatwo się domyślić, że w czasach dawnych, gdy w Krakowie , było nas kilka hazardzistek, tak, tak na palcach przysłowiowej jednej ręki można było zliczyć, sporo czasu spędzałyśmy w tzw. męskim gronie. Znaczy się, hazardzistów.
Latem, jak zamykali nam kluby albo po wizycie w kasynie, szliśmy na Rynek albo do Parku Krakowskiego.Hazard – wspólne nieszczęście- łączył na. I choć każdy z nas miał swoje tajemnice najgłębsze, to jednak ta wspólna – hazard – łączyła nas najściślej.

Ja zwykle, po przegranych siedziałam jak skamieniała i tylko w duchu powtarzałam sobie w kółko pytanie bez odpowiedzi: dlaczego, mimo, że tak sobie przysięgałam, obiecywałam, poszłam zagrać znowu.
Ale reszta, rozpamiętywała, co było i co powinno się było stać.
Znaczy się, była piątka, potem czerwone, potem czarne, no to powinno być czerwone. No, ale nie było. No tak, trzeba było „ją”- znaczy się automat – wyczuć.
Ci „wygrani” siedzieli zadowoleni, w błogim poczuciu, jacy są świetni. No bo – wygrali. Czyli sprawdzili się. No są super, po prostu super.
Opowiadali tym przegranym, co zrobią z kasą i że jeszcze zostanie, na jutro na grę.
Ci, przegrani, patrzyli na nich z zawiścią. A w każdym, była nadzieją, ze jutro to albo się odegra albo wygra jeszcze więcej. Ci przegrani, ale tak totalnie, to jeszcze mówili;
– nigdy więcej nie pójdę, ale jestem kretyn, po co mi to było.
Na ogół wszyscy przegrani, zastanawiali się skąd wezmą jutro na papierosy. I za co popłacą rachunki. Na papierosy, gdyż jakoś dziwnie, temat ,co się będzie jadło, schodził zwykle na dalszy plan.

Ale najfajniej, to mieli tak zwani, „komfortowi” hazardziści.
Jedynym ich problemem, było to, co powiedzą ich żony czy partnerki, że tak późno przyszli do domu. No, bo w końcu noc była. A czasem nad ranem. Temat tego, że przegrali, choć opowiadali o tym z żalem, to był to żal, że jutro nie będzie za co zagrać. I trzeba będzie pożyczyć albo wziąć od „starej’. A ona będzie się darła. I to ich wkurwiało najbardziej.
Czasem kombinowali, jak nakłamią, by wytłumaczyć późny powrót do domu, jak wytłumaczą brak wypłaty- no, tego się autentycznie bali.
Ale nigdy nie mówili o tym, że będą następnego dnia głodni. Po prostu głodni. Bo w domach czekały na nich pełne lodówki. Popłacone rachunki. I zakochane, współuzależnione kobiety.
Tych rozmów było dużo. Naprawdę dużo. Bo hazardziści nie krępowali się nas- hazardzistek. W końcu byliśmy jedną ,wielką rodziną.
A ja patrzyłam nie raz, nie dwa, na takich „komfortowych” hazardzistów i myślałam: ale z ciebie, palancie, skurwysyn…po prostu wielki, wielki skurwysyn…
Iwona- Isia

PS ja z pewnością ten temat rozwinę..

Iwona – Isia

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim