GODZINA KOŃCZĄCEJ SIĘ KASY

Materiał chroniony prawem autorskim

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info   2007-03-19, 00:21

 

No, grypa mnie dalej trzyma ale tak mnie dzisiaj podkurwili moi Bracia ahowscy korespondencja swą ze mną, że poczułam przypływ energii. No to piszę.
Musze sobie pokląć, bo dawno tego nie robiłam i obawiam się, że mogłabym wyjść z wprawy.
Do dzieła.

GODZINA KOŃCZĄCEJ SIĘ KASY

Pamięci Władka M.- Męża Ryżej, kórego bardzo lubiłam i szanowałam. Bo był porządnym Człowiekiem.I jestem przekonana, że Władek jest w niebie, bo piekło, to on już odwalił na tej ziemi. Jako Mąż Ryżej. Hazardzistki.
Władziu,święte odpoczywanie…

AKT I

Najstraszniejsza w całej dobie godzina dla hazardzistów, to Godzina Kończącej Się Kasy.
Nikt z tzw normalnych nie pojmie nigdy tej pustki oplatającej jestestwo hazardzisty, który zgrał się i nie ma skąd raptownie skombinować na dalszą grę.
Nie wiem nawet z czym by to porównać. No chyba tylko ze statkiem kosmicznym w którym skończyło się paliwo.
Bo oni tzn kosmonauci też są na orbicie. I muszą czekać Aż im inny jakiś inny prom kosmiczny to paliwko dowiezie.
I tak właśnie czuje się zgrany hazardzista. Jest na orbicie. Gry. Tylko, że rolę kosmicznych promów zwykle spełniają lichwiarze. Ale co jak człowiek już u nich zadłużony po uszy i raczej stara się ich unikać?
A prywatnie też same długi. Że o bankach nie wspomnę, bo tylko się człowiek modli, żeby szlag trafił wszystkich komorników na świecie. Tym świecie i tamtym świecie!

AKT II

Tego tragicznego wieczorka, kasa skończyła mi się wyjątkowo wcześnie. Dzwonię do Ryżej z dramatycznym pytaniem, gdzie jest.
A ta mówi:
-w szpitalu.
Kurwa mać, myślę ja i pierwsza myśl jaka mi przychodzi to:
-zalegalizowali skrobanki i się już można bzykać jak dorośli ludzie a nie na sposób przerywany, w prezerwatywie i do ucha. Żeby zabezpieczyć się przed kryminałem i piekłem. Wespół zespół.
A ta mówi:
-Małżonek po operacji. Źle.
Pytam, żeby się upewnić:
-małżonek czy kochanek?
Bo męża Ryżej lubiłam a kochanka- nie.
W samochód wsiadam i jadę do szpitala.
I zastaję scenę taką oto.
Maż ma w nosie jakieś makabryczne rurki, z boku łóżka zwisa woreczek na mocz, ten nieprzytomny i nie całkiem jeszcze świadomy okoliczności  w których Ryża go przesłuchuje nomen omen, na okoliczność kasy.
-no ,kurwa, gdzie dałeś jakaś kasę. No przecież wiedziałeś, że idziesz do szpitala. Jebana męska rasa.
-Oho- myślę sobie- Ryża się też zgrała i jedyne, co nas obie może uratować, to to, że Ryża w końcu wydusi ze swojego starego, gdzie ukrył kaskę. Bo on z tzw kategorii męskich chomików.
Godzina mija a ten, kurwa nic .Nieprzytomny. A nam się grać chce.
Druga godzina mija, grać się chce, ja z nerwów nie wytrzymuję, grać się chce, idę do pielęgniarek, grać się chce i pytam, kiedy on wreszcie odzyska, choćby strzępy świadomości.
-lada moment- mówi sister. Na szczęście nie AHowska.
W końcu tą przytomność odzyskał na moment i Ryżej udało się z niego wydusić, że dwie stówy ukrył pod obrazkiem z pierwszej komunii ich dziecka.

Nawet, żeśmy nie czekały aż on tą przytomność znowu straci, tylko w samochód i do chałpy.

A tam, ten obrazek cholerny wysoko zawieszony. Stara krakowska kamienica. Sufit cztery metry wyżej. Zgroza. Szybko przytargałyśmy krzesło i ciach ze ściany ten święty obrazeczek.
A tam przylepcem przyklejone dwie stówy.

Czy ktoś w tym całym świecie jest w stanie pojąć, co to jest dla hazardzisty jedwab banknotu za który można zagrać?
Nikt nie pojmie tego uczucia. Nikt, kto nie jest hazardzistą. Taki banknot to jest jak kwintesencja życia. Jak oddech reanimujący. Jak powrót do życia z czeluści niebytu. Jak najlepszy sex. Jak promień słońca po długiej i mroźnej zimie. Jak Z Martwych Wstanie. Jak narodziny dzieciny niewinnej. Jak wstąpienie duszy do raju.

A im wyższy nominał- tym jakość takiego powrotu z mar spłukania totalnego na łono żywych hazardzistów jest sensowniejsza.

AKT III

Przegranie każdej z nas po tej stówce zajęło około pięciu minut.
A następnego dnia, znowu byłyśmy w szpitalu.
I Ryża tak umiejętnie przekonywała swojego starego, że lada moment może umrzeć po tej operacji, że codziennie ujawniał skubany, nowy schowek.
Nawet w mankiecie wyjściowego garnituru miał pięć stówek zaszyte! Chromolony, aczkolwiek na ten czas beznadziei, błogosławiony męski chomik!

I trwał sobie ten cudowny czas codziennego dopływu gotóweczki, marnej, bo marnej ale zawsze, aż do dnia, kiedy się Władek lepiej poczuł i pognał nas tak, że się za nami kurzyło.
No, ale cośmy sobie pograły a konto jego choroby i umierania, to nasze!
I ch…!

Iwona-Isia