Filozofowie hazardu…

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info  2006-05-29, 01:02

Filozofowie hazardu…

 

„Oni” też maja źle…

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o tym, jak hazard mści się na tych, co w nim ”robią”.

Otóż, mamy tu w Krakowie takiego jednego kierownika zmiany, zwanego Panem (!)„Mareczkiem”, którego tak dokumentnie pojebało, że nie chce rozmieniać graczom pieniędzy na grę. Nie i koniec. Na nic argumenty, że powinien być przygotowany do zmiany i mieć np. po dysze papierowej. Nie i już!

Do automatu nie podejdzie, żeby wyjąć kasetkę , tak jakby się bał, że te gpsy czyt. dżipiesy, to już były poinstalowane wszędzie. I gryzły…

A żeby tak dać wygraną co do grosza, to już nie ma co marzyć. Jak gracz ma np. 19 zł wygrane, to pan Mareczek – psycholog, niczym admirał na statku , podchodzi i mówi: „to trzeba zgrać!”. Czyli w dół- do dychy. A jak! I wtedy to on ją da –znaczy się tą dychę-papierową. Bo wiadomo, że gracza skusi i tą dychę zaryzykuje raz jeszcze, znaczy się zapewne przegra.

A jak ktoś wygra np. trzy tysiące, to Pan Mareczek natychmiast dostaje rozległy aczkolwiek dyskretny zawał serca i te trzy tysiaki po dysze papierowej wypłaca . A co!

I wtedy klub zamienia się w Kanę Galilejską i dychy mnożą się jak oszalałe.

A kończę ta przypowiastkę takim oto morałem:

Niedobry hazard może pojebać w obie strony. I to mnie troszeczkę pociesza…

 

Isia 

 

UWAGA: jeśli chodzi o imię Pana Mareczka to wszelka zbieżność jest przypadkowa.

No, powiedzmy.

Glutaminian sodu- zmiękcza i wiem, co mówię