FABRYKA

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info  2007-09-20, 12:04

 

Takie „cuś” mi się przypomniało

FABRYKA

Było piątkowe, leniwe przedpołudnie. Siedzieliśmy skąpani w promieniach słońca, ledwo trzymając w łapach karty. Działo się to w kawiarni w centrum miasta, a ponieważ jeden z moich kumpli, był jej właścicielem, no to nikt nie mógł nam zwrócić uwagi, że w pokera się nie rżnie w miejscu publicznym. No i było to daleko od Polski.
No i słoneczko nas muska, gra toczy się leniwie. I nawet nas nie wkurza, szwendający się pod naszymi nogami drobiazg jednego z graczy. Mała trójka. Najmłodsze chyba z siedem? miesięcy. Pełza.
No i tak sobie gramy, wolniutko, nie nerwowo, na małe stawki i nagle ktoś mówi:
-co tak cicho?
No to najpierw się zastanawiamy, że może ptaki uleciały, rozglądamy się dookoła i nic nam nie przychodzi do głów.
I nagle jeden z kumpli mówi do ojca drobiazgu:
-ty a gdzie te twoje dzieci?
A ten mówi:
-wchodzę. Nie ma to nie ma, narobi się nowych.

Ja, przyznaję wpadłam ze śmiechu pod stolik, ale dopiero po chwili, jak do mnie doszło, co on mówi, bo skupiona byłam na grze. No bo fakt, dzieci zawsze można nowe narobić a układ w pokerze może się już nie powtórzyć.
A nie?

Iwona-Isia

Okazało się potem, że one sobie popełzły, poraczkowały i poszły do knajpy obok, za rogiem. Bo każde było w innym wieku. Ważne, że się znalazły. A kumpel, nauczony tym bolesnym doświadczeniem- więcej nie dawał się wrabiać żonie w niańczenie dzieci.
Bo przeszkadzały tylko w grze. Czyli w Życiu…