DŻOKUŚ, HAZARD I JA

Materiał chroniony prawem autorskim

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info   2007-03-23, 09:00

 

 DŻOKUŚ, HAZARD I JA

 

Dla XXX
I dla Prebena, jako wyjaśnienie, dlaczego właśnie pomnik Dżokusia był pierwszym miejscem, które pokazałam mu w „moim” magicznym Krakowie
FAKTY
Jest w Krakowie takie magiczne miejsce. Tuż koło Wawelu.
Stoją tam dwa zwierzaki. Smok i pies Dżokuś.
Stoją na dwóch postumentach. Dwa pomniki.
Smok to ten, co wiadomo:
„Smok wawelski spełniał czy obywatelski
Bo codziennie zjadał wianek mniej udanych krakowianek”.
No i jest też – Dżokuś- pies.

JEDNA PANI DRUGIEJ PANI

Dżokuś był psem, który wiernie czekał na Rondzie Grunwaldzkim na swojego Pana, który na tymże Rondzie zasłabł, zabrało go pogotowie i on zmarł w szpitalu. Cały Kraków karmił, tego wiernego, czekającego na właściciela psa. Na tym Rondzie ten pies czekał przez parę miesięcy. Potem poszedł za jedną panią a jak ona umarła, to rzucił się pod pociąg. Czyli popełnił samobójstwo, bo mu serce już z rozpaczy nie wytrzymało. Zmiany kolejnego właściciela. Popatrz pani- to jest dopiero wierność. Niesamowite…

DŻOKUŚ I JA -GENEZA

Pamiętam, jak to się działo, byłam za granicą a każdy list mojej mamy, zaczynał się od raportu, co słychać u Dżokusia. No bo moja mama- krakowska Pańcia latała z innymi Pańciami –psa dokarmiać. Na to Rondo.
No dobra. Dżokus ma swój pomnik i jest na nim tabliczka opisująca tą historię.
Autorem pomnika jest profesor Bronisław Chromy.
Drugi taki pomnik widziałam w Australii w miejscowości Dumper i zdjęcia tamtego pomnika- psa przekazałam do archiwaliów psich pomników na świecie.

PRELUDIUM DO GRAND FINALE

Krakowski Kościół Kapucynów zamykają o 21-ej. A tam mój Pio. Piszę o Nim w „Mojej Tożsamości”
A mnie czasem ta moja cholerna dusza bolała o północy. I potrzebowałam przyjaznej ręki.
No to szłam sobie z moim psem, do pomnika Dżokusia i trzymałam tą jego wyciągniętą łapę.
No bo przecież ja –hazardzistka, w moim mniemaniu osoba do gruntu zła i zepsuta, nie śmiałam marzyć o łasce ręki drugiego człowieka.
W zimie, czasem Dżokus na pomniku miał zawinięty na szyi –szalik. I czapkę na łbie. Żeby nie marzł.
No i tak, żeśmy sobie kiedyś obydwoje stali. Dżokus i ja. Moja łapa w jego łapie.
I we mnie była taka straszna niezgoda na to, co się ze mną dzieje. Na to, że znów sobie obiecywałam, że nigdy więcej… i znów byłam w kasynie.
I przysięgam wam – ja wtedy płakałam i Dżokuś płakał. Chociaż może z drugiej strony to był deszcz? Bo akurat padał?

GRAND FINALE

Z tyłu pomnika jest tabliczka pamiątkowa. A na niej są wypisani fundatorzy pomnika.
Jednym z nich jest mega- hazardzista krakowski. Znamy się. I nie raz nie dwa, po wyjściu z kasyna, siedzieliśmy na jakiejś ławce. Czasem w milczeniu a czasem nie.
Dwójka udręczonych hazardzistów. Udręczonych niezgodą na nas samych. Zresztą sami wiecie jak to jest.
A dlaczego napisałam to wspomnienie.
Bo kiedy On – mój Kumpel – Hazardzista dawał pieniądze na pomnik Dżokusia – dokonywał wyboru. Miedzy tym, żeby przeznaczyć pieniądze na grę albo na coś, co będzie trwało ,jak nas już wszystkich nie będzie. Na pomnik psa
I wiem, że nie zrobił tego, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia.
On to zrobił, bo wielu z nas -hazardzistów robiło rzeczy nieprzewidywalne. Dla nas samych…
I ten pomnik wiernego psa – Dżokusia jest tez pomnikiem nas wszystkich- Wiernych Hazardzistów.
Choć niektórym, to się może wyda niezrozumiałe. Ale wiem, że są i tacy.którzy w lot załapią o co mi chodzi…
I o co chodzi, gdy jest się tak głupio wiernym czemuś, co się tak wiernie i głupio kocha-hazard…

Iwona-Isia
 

 

 Materiał chroniony prawem autorskim