„DAR – TRIADA”

Materiał chroniony prawem autorskim

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info    2007-04-01, 04:58

 

„DAR – TRIADA” 

OŻESZ 

Na ulicy Karmelickiej w Krakowie jest taki sklepik. Nazwijmy go Blaszarnia.
I tam od stu lat urzędował Edek- nazwijmy go – Blacharz. Od zawsze i wydawało się , że na zawsze.
Na zapleczu jego małego sklepu spotykaliśmy się wszyscy. Na pogaduchy.
Na kielicha. Kto pił.
W smutny czas. I wesoły też. Wiadomo.
Każdy przechodząc tamtędy wpadał na chwilkę. Czasem nadkładaliśmy drogi.
Choćby po to, żeby powiedzieć – dzień dobry. I zobaczyć, kto jest.
Edek był z serii tych mądrych ludzi, którzy potrafią i doradzić i pomilczeć.
Miał w sobie to „COŚ” co powoduje, że ludzie chcą właśnie z TAKIMI przebywać.
Nieskomplikowaność. Nie mylić z prostotą.
Brak zagrożenia. Nie mylić z dupowatością.
Mądrość. Utożsamiać z doświadczeniem życiowym.
Edek był „swój”. Czyli „nasz”.
 

OŻESZ KURWA 

Dla Pufki i dla mnie oraz całej reszty hazardzistów był to tydzień z serii „czarnych”.
Kurwa, wszystko było „zatrądzone”. Automaty. Ruleta. Karty.
Wszystko czego żeśmy się dotykali zamieniało się w gówno.
No jakiś taki francowaty tydzień.
Za kasę, którą popłynęliśmy wszyscy, można by było utrzymać przez rok ze dwa domy dziecka. Duże. I jeszcze ze setkę sierotek luzem.
Każdy z nas, chodził z nosem na kwintę. A gdyby tak można było pozamieniać w drzewa, każde rzucone przekleństwo, to Kraków byłby puszczą.U Edka było huczno jak w ulu.
Wszyscy walili gorzałę z rozpaczy. Ja żłopałam hektolitry kawy i ryczałam jak bóbr. „Ze żalu”.
A wszyscy modliliśmy się o cud „rozruchu”.
Każdy po swojemu.
Złodzieje i paserzy o klientów. Wiadomo.
Biznesmeni o kontrakty. Lekarze o łapówki. Policjanci o kierowców skracających sobie drogę na podwójnej ciągłej. Kurwy o klientów. Adwokaci o przestępców.
Itede. Itepe.
Atmosfera była słowem żałobna i wyczekująca.
Jak już wspomniałam na cud.

Ale najbardziej to się modliła Pufka.
A temu to, że wynajmowała swoje mieszkanie studentom a sama mieszkała u kochanka.
Swój ból i rozpacz ujmowała krótko:
-odcięli, no kurwa odcięli.
-Odcięli to odcięli – kwitował każdy mając na myśli to, że pewnie kochanek się powiesił i został odcięty ze sznura Wiadomo. Naturalna kolej rzeczy. Ktoś się dynda – się go odcina. No i wiadomo, że jak jest zgłoszenie o wisielcu to wszystkie karetki, porzucają zawały i inne tam takie duperelne sprawy. Bo wiadomo, każdy lekarz i sanitariusz leci po kawałek wisielcowego sznura. Bo szczęście taki sznur przynosi i tnie się go lancetem na małe kawałeczki, żeby dla każdego co zdaży –starczyło..

-odcięli prąd, gaz, telefon, internet i kablówkę-wyjaśniała Pufka
-I studenci dzwonią co pięć minut jak popierdoleni, że im źle, głodno ,ciemno. Słowem do dupy. A co ja mam zrobić, jak automaty nie dają. No żywcem nie dają.
To,że studencką kasę, co to miała ulec przez hazard „rozmnożeniu”- łyknęło kasyno – było dla każdego oczywiste. I nie odpłaciło paskudne kasyno pięknym za nadobne. Bynajmniej…

-Co ja mam zrobić? Co ja mam zrobić? – jęczała Pufka w kółko, chlapiąc maluszka za maluszkiem.

Faktycznie sytuacja była dramatyczna, bo studenci zagrozili, że się wyprowadzą i jęczeli o zwrocie kaucji za mieszkanie, co rozśmieszało nas do łez. Bo wiadome było, że kaucja już dawno obstawiła czerwone. Feralne czerwone. Wiadomo.

 

OŻESZ KURWA MAĆ 

I wówczas dobry Bóg wglądnął w dramat Pufki. A konkretnie wglądnął w paszczę Edka Blacharza. I natchnął go myślą następującą:
– mam osiem złotych zębów i 74 lata.
I gdy Edek po godzinnej nieobecności i wizycie u dentysty wręczał Pufce te złote zęby, zaniemówiliśmy wszyscy.Bo Edek usunął te zęby, żeby Pufka mogła je ponieść do pobliskiego, zaprzyjaźnionego Lombardu vis a vis, gdzie nie dziwili się już niczemu.
A tam policzyli te złote Edkowe zęby jako złom. Pufka dostawiła komórę i uzbierało się na te francowate rachunki.
I powiem wam moi drodzy Czytacze tej opowiastki, że była to najpiękniejsza rzecz jaką w życiu widziałam a którą zrobił jeden człowiek dla drugiego człowieka.
Bo Edek nie był hazardzistą.
Ale rozumiał nas tak jak nikt.
Nas- hazardzistów.

 

PAMIĘCI EDKA Z ULICY KARMELICKIEJ W KRAKOWIE DEDYKUJĘ TO WSPOMNIENIE. 

Kiedy Edek umierał prosił nas wszystkich tylko o jedno. Żeby wychylić kielicha na jego grobie.
Oświadczam  więc niniejszym, wszem i wobec, że sama na własnych plecach wynosiłam z cmentarza Pufkę, bo tak się tam opiła Zadośćuczyniając ostatniej woli Zmarłego.
Roku Pańskiego 2005.
Jesienią.Iwona –Isia

Słownik:
-Pufka – był taki automat, że jak dawał minimum trzy gwiazdki, to kręcił darmowe gry i jak zdarzała się taka tarcza to automat robił „puf’ i dawał wygraną podwójnie. Znacie? No pewno! Ponieważ na ów czas nasza kumpela – hazardzistka miała totalnego bzuma na punkcie tego właśnie automatu, dostała ksyweczkę „Pufka”
-wszystko było „zatrądzone” – hazard się nie rewanżował – zero wygranych
-cud „rozruchu” – moment przypływu gotówki na grę
-kasę łyknęło kasyno – kolejna wtopa- czyli przegrana
-rozmnożenie-wygrana
-dostawiła komórę-zastawiła w lombardzie dodatkowo telefon komórkowy
-chlapiąc maluszka za maluszkiem – kolejeczka za kolejeczką. Gorzały a nie ciuchci.Ok?
-nie dają france” – automaty się „zamknęły” – patrz opowiadanko na pierwszej stronie „Ballada Dramatyczna O Pewnym Włosie”

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim