CZTERY PORY ROKU- JESIEŃ

Materiał chroniony prawem autorskim

Wysłany: 2007-05-08, 03:26 

WAŻNE  

NIE WOLNO CZYTAĆ TEGO TEKSTU BEZ WSŁUCHANIA SIĘ UPRZEDNIO ALBO W TRAKCIE, W TEN KAWAŁEK, KTÓRY PODKURWIAJĄC DO GRANIC,NAJLEPIEJ ODDAJE TO, CO SIĘ W NAS – HAZARDZISTACH DZIAŁO JESIENIĄ ONEGO ROKU !

http://pl.youtube.com/watch?v=wiaTrO3wAVY&mode=related&search=

CZTERY PORY ROKU- JESIEŃ  

Kiedy nadchodziła jesień, moim kolegom – hazardzistom, którzy mieli firemki związane z tąże porą roku, zaczynały śmiać się gęby.
-o żeby tak ,kurwa, żabami siekało w tym roku – zwykł był mawiać jeden z nich -hazardzista o wdzięcznej ksyweczce – Parasolnik.
A temu to, że prowadził słynną w Krakowie wytwórnię parasoli i zakładzik napraw tychże – swoich –nota bene – wyrobów.
A obydwa te miejsca były od siebie oddalone. Jedno na jednym końcu miasta a drugie na drugim.
Tak, żeby nikt nie kojarzył, że Parasolnik ciągnie zyski z obu tych miejsc. Tej jesieni dopadły nas wszystkich depresje, które akurat zaczynały wchodzić w modę. Czyli początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego – XX wieku(no, nieźle brzmi).
Każdy chodził skwaszony. Niedopieszczony. I wściekły.
No to co najlepiej robić w takiej sytuacji? No wiadomo! Grać ! Na całego!

Najbardziej jednak chandra dopadła Parasolnika, którego opuściła właśnie żona. Jak w schemacie, że od hazardzistów żony odchodzą.
Co myśmy mu się natłumaczyli! Że ma to już z głowy! Że wreszcie nie będzie musiał kryć się ze swoja małolatą – kochanką! Że nikt mu nie będzie jęczał za uchem, że późno wrócił i gdzie był! No jednym słowem zazdrościli mu wszyscy!
A on jak błędny chodził, bo tą żonę ponoć kochał. A w dodatku ona odchodząc zabrała kilka sztuk drobiazgu ze sobą, twierdząc, że przy nim toby zdechnął z głodu. Drobiazg czyli małe dzieci. Bo on jako ojciec i mąż -nieodpowiedzialny buc.
No wiec faktycznie Parasolnik miał powód, by grać. Jak wspomniałam już – na całego.

Ale, mimo, że faktycznie jesień tego roku była paskudna i kasy Parasolnik miał jak lodu, to jednak wciąż było tej kasy mało i mało. Wprost proporcjonalnie mało do smutku w którym był nieutulony i z niego, znaczy sie z tego smutku – grał.
No i któregoś dnia, przymuszony okolicznościami, no bo ruleta faktycznie mu nie szła, Parasolnik wymyślił system doskonały. I gdyby nie to, że był on całkowicie sprzeczny z prawem, mógłby go śmiało opatentować.

Otóż wymyślił tak zwane „sprężynowanie druta” (ja bardzo proszę tych co to czytają – bez takich tam skojarzeń! ).
Polegało to na tym, że jeden z drutów w parasolu , był wykonany z jakiejś do dupy stali i przy najmniejszym podmuchu wiatru parasol się wyginał i trafiał go szlag.
A niestety takie normalne, meteorologiczne sytuacje nie były objęte gwarancją.
Co więc robili klienci? Nieśli parasole do naprawy. Gdzie? Do zakładu napraw należącego do Parasolnika.

System doskonały? No jasne!

No i grałby Parasolnik do dzisiaj jak talala ale niestety: w modę weszły chińskie, równie gówniane parasolki i interes Parasolnika szlag trafił. Oraz jego system doskonały. Bo te chińskie parasolki są równie do dupy. Ale różnią się ceną. Są jakieś dziesięć razy tańsze od Parasolnikowych. Ale za to równie jednorazowe…

PS Grałby do dzisiaj Parasolnik- Hazardzista, gdyby jeszcze nie jedna przeszkoda.
W lipcu 2004 roku nie popełnił samobójstwa.
„Parasolnik”- ja o Tobie pamiętam…

Iwona-Isia

Jakby sie ktoś chciał spytać ,dlaczego ja nie mogę spać po nocach- to tutaj ma odpowiedź…