Z życia hazardzisty

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2006-09-25, 07:33

 

Z życia hazardzisty

 

Zdarzało się, że po tym jak popołudnie spędził przed automatem nie wracał na noc do domu. Najczęściej wówczas szedł do swojego biura a tam nadrabiał zaległości, które wynikały z ograniczeń czasowych, powodowanych przez hazard. Oczywiście w domu nikt nie był na tyle głupi by wierzyć w fakt, iż był tam przez cały czas. Kiedy zjawiał się w domu po pracy w dniu następnym a żona pytała gdzie byłeś zawsze odpowiadał jednym krótkim „grałem” , reakcja na jego słowa była taka. „ nie kłam masz kochankę więc nie zasłaniaj się jakimś tam salonem”.
Trochę później zaczęła mu wierzyć W momencie, kiedy się przekonała, ze jego „kochanką” jest automat poczuła ulgę, zmieniła stosunek do niego stała się bardzo miła. On oczywiście potraktował to jak przyzwolenie na granie… Nie mieli wówczas żadnych kłopotów finansowych, on dobrze zarabiał, i choć ona nie wiedziała ile, to to, co  wpływało do domowego budżetu w zupełności wystarczało na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Jego praca stwarzała mu możliwości „organizowania” dodatkowych pieniędzy, które w całości przeznaczał na utrzymanie swojej „kochanki”.
Tak było przez około rok. Żonie zaczynał przeszkadzać jego ciągła nieobecność, „kochanka” stawiała coraz wyższe wymagania finansowe. On nie miał już siły by dalej dźwigać ciężar hazardu i postanowił przerzucić część tej odpowiedzialności na żonę. Opowiedział jej o kredytach w bankach i nie dotrzymanych terminach ich spłaty. O tym, ze w pracy od dawna patrzą mu na ręce a on od kilku tygodni nie potrafi rozliczyć się ze wszystkich służbowych pieniędzy. Do domu przynosił coraz mniej pieniędzy. W każdej chwili mógł wylecieć z pracy.
Ona zniosła tą opowieść dzielnie razem postanowili znaleźć rozwiązanie problemu, tzn. ona podsuwała mu propozycje a on słuchał i po kolei je odrzucał. W końcu sam postanowił zrobić jeszcze jeden „przekręt” w pracy a zdobyte pieniądze przeznaczyć na spłatę długów. Oczywiście w pracy przyłapano go na gorącym uczynku i wyleciał z hukiem po drodze zahaczając o prokuratora.
Myślał o samobójstwie, kiedy zasypiał modlił się żeby się już nie obudzić. Zgłosił się do poradni uzależnień, skąd wysłano go na terapię…
Dziwni ludzie Ci hazardziści.
Dziś nie ma wokół niego dawnych przyjaciół, nie ma żony, nie ma pieniędzy o które grał w kasynie. I może byłaby to smutna opowieść gdyby nie fakt, ze dziś nie gra i jest szczęśliwy za każdym razem, kiedy budzi się rano… a przecież jeszcze nie dawno nie chciał się budzić wcale.

 

Hazardzista