BUTY 2

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info  2006-10-04, 11:52

 

Pamiętam taki dzień.
Wiosna, popołudnie. Wracam z pracy i rozmyślam o tym, dokąd zabiorę moją żonę. Na kolację do restauracji gdzieś na Starówce. Wchodzę do domu. Pusto. Dzwonię. Pytam, kiedy wróci i słyszę w słuchawce, mam dużo pracy a wieczorem jestem umówiona na kolację ze znajomymi. Cieszę się odpowiadam, baw się dobrze, zobaczymy się wieczorem.
Dużo czasu tylko dla siebie, co mam z nim zrobić…jak to co. Pójdę zagrać. Jestem w ulubionym saloniku. Ukochany automat jakby na mnie czekał. Siadam. Znak krzyża, przed pierwszym rozdaniem. Myśl jeszcze taka w głowie ” tylko dwie godzinki”.
Mija 30 minut, może 45. 1000 poszedł. Wstaję, wychodzę. Zły jestem. Nie na siebie, nie na automat, który nie dał. Zły jestem na żonę, bo jak ona śmie mnie tak zaniedbywać. Maszeruję do domu z głową opuszczoną. Takie nowe ładne brązowe buty miałem na nogach i pamiętam, że sznurówka była rozwiązana…

 

 

Hazardzista