No dobra…

No dobra.

Był taki czas, że w soboty na Wawrzyńca 6 odbywały się dodatkowe sobotnie mitingi. Wnosiliśmy wtedy do Sali taką strasznie długą, dwuskrzydłową tablicę i pisaliśmy na niej. Ja zawsze uczulałam wszystkich na to, że nikt nie jest niczyim klonem.

No więc rysowaliśmy stworzony przez dr R.Custera wykres „fazy uzależnienia” do którego Prawa Autorskie ma Rada do Spraw Kompulsywnego Hazardu New Jersey (tak, ten sam, który bezczelni polscy terapeuci udają, że wziął się znikąd!!!!). Rysowaliśmy stworzy przez Radę Arizony do Spraw Kompulsywnego Hazardu w 1999 roku( za pozwoleniem!)  Wykres dla Seniorów i Wykres dla Młodzieży (te o których mówiłam w ostatniej audycji w Radio Kraków).

Dużo pisaliśmy na tej wielkiej niebieskiej tablicy – dzisiaj zastanawiam się skąd ja miałam siłę na prowadzenie trzech mitingów tygodniowo…A zwykle trwały po 5 godzin wzwyż…

Skąd brałam Siłę? Siła Wyższa mi ją dawała, bo Siła większa czyli siła grupy w tym przypadku to jest dopiero teraz – i to jaka! Panowie z krakowskiej grupy – szacun!

 

No dobra

Pamiętam ten pierwszy – najgorszy rok mitingów, kiedy to strasznie się jeszcze wszystkim przejmowałam. To, co jest opisane w artykule „Zdrowienie w Anonimowych Hazardzistach”, to jest nic w porównaniu z tym, co się działo czasem na mitingach.

http://www.anonimowihazardzisci.org.pl/

A3. JAK POSTRZEGANI SĄ NOWI CZŁONKOWIE

„…Z kilku dobrych powodów, bardziej doświadczeni członkowie AH postrzegają nowoprzybyłych jako „chore” i wzburzone dusze, z wyolbrzymionymi „ego” i wygórowanymi uczuciami do  wszelkich  praw. Dla przykładu: mówią, że nowi członkowie, którzy pozostają w abstynencji od tygodnia często wyrażają swe oburzenie, że ich bliscy nie obdarzają ich zaufaniem, mimo, że przecież śledzili ich destrukcyjne zachowania przez lata.
Niektórzy  przychodzą  do AH wierząc, że wspólnota może pospłacać ich długi…”

Pamiętam taki miting, jak pijany alkoholik – hazardzista, rzucił we mnie ławką – dostał wylot z grupy i zmieniliśmy zasady.

Pamiętam, jak przychodzili na mitingi różni tam tacy i usiłowali grupę rozbić. Wtedy przyprowadziłam na miting mojego Przyjaciela, speca od relacji, żeby wytłumaczył, kiedy powstają Starcia Osobowości ( te z broszury „Poza…90 Dni”).

Itd., Itp

 

No dobra.

Pamiętam, że czasem przed albo po mitingach uczyłam tych, co chcieli, specjalnych technik – ćwiczeń takich, jak „ćwiczenie dwóch kątów”, wektorowe opracowanie żalu itd., itd.

Ile ja się naczytałam po nocach, żeby znaleźć taki rodzaj terapii, który jest najbardziej zbliżony do GA-AH  i oparty jest na konkrecie – to tylko ja wiem.

Wiem też, że w 2006 i 2007 sypiałam po trzy, cztery godziny na dobę.

A moja Marylin L. – Opiekunka z amerykańskiego GA ciągle pisała mi tak:„Isia, take care of Isia…” czyli „Isia dbaj o Isię, bo jak nie zatroszczysz się o siebie, to będziesz w złej formie i skąd wtedy weźmiesz siłę dla innych?…”

Dzisiaj, wiem, że miała wtedy rację…Ale wtedy? Wtedy byłam, jak rozpędzony parowóz…

 

No dobra

Dzisiaj, jest tak, że mówi Hazardzista: „…kiedy miałem za sobą kilka mitingów poczułem się bardzo mocny. Przestałem chodzić i pomyślałem potem tak: nie gram już ileś tam miesięcy, to nic się nie stanie, jak sobie pójdę i wrzucę te kilka stówek. Przecież nie gram…”

 

No i miał Powrót i Nawrót.

To ten sam z tego mojego opowiadanka http://hazardzisci.info/?page_id=125

 

Jak jest dzisiaj? Dzisiaj jest tak, że każdemu życzę, żeby tak zdrowiał…

Facet – Szacun!!!

 

No dobra

Napisałam kiedyś taki list do mojej amerykańskiej Opiekunki :”…Słuchaj, najgorsze jest to, że ja nie mam z kim pogadać w Polsce, bo nikt nie ma takiej wiedzy na temat uzależnienia od kompulsywnego hazardu jak ja…”.Wysłałam ten kapiący butą email i czekam.

A tu odpowiedź przychodzi taka od 78 letniej Marilyn: „…Isia, wróciłam właśnie z konferencji w… i dużo się znów nauczyłam. Mowa była na temat kompulsywnego hazardu i problemów z ttym związanych kanadyjskich Indian…”.

Jesuuuuuuuuu… nie wiedziałam wtedy, gdzie się schować ze wstydu. Jak ja się wtedy wstydziłam sama przed sobą…

Dzisiaj to ja nie mówię wprawdzie „Wiem, że nic nie wiem” , bo coś tam jednak wiem.

Ale ja dziennie spędzam jednak te 7 godzin na czytaniu, pisaniu artykułów i udziale w forach zagranicznych.

To jest samodyscyplina Epicectusa – wstaję dwie godziny wcześniej – piszę i czytam wszystko po angielsku, co mogę znaleźć w internecie, dwie godziny w ciągu dnia a w nocy to już do woli, choć staram się, żeby to były tylko trzy godziny…

 

No dobra

Od napisania poniższego minęły ponad dwa lata. DWA LATA od 2006-08-14

 

Forum: Wsparcie, dobre słowo…jestem z Tobą! Wysłany: 2006-08-14, 03:23 Temat: Po coś…
Mój kochany Przyjacielu
Dzisiaj niedziela. Jak zwykle. Ale TA niedziela – niezwykła.
Nie byłam dzisiaj na moich ukochanych jarmarkach.
Ale za to, otworzyłam mój notes „Z księdzem Twardowskim 2006” i pod dzisiejszą datą 13 sierpień 2006 znalazłam takie słowa:
„…<Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli nie pociągnie go Ojciec…>
Stale przychodzą do nas ludzie, czasem szukają naszej przyjaźni, często o coś pytają, czegoś od nas potrzebują. Czasem sami nie wiedzą, dlaczego znaleźli się przy nas.
Pomyślmy – ich wszystkich przyprowadza do nas Bóg.
Jesteśmy odpowiedzialni za nich przed Bogiem. Mamy Go ludziom odsłaniać.
Ile to razy przyprowadza ich Bóg, żeby nas samych nawrócić…”
I wiesz co, Mój Przyjacielu. Zamiast jarmarkami , ”podzieliłam” się dzisiaj moim ukochanym kościołem Bożego Ciała z moim Kolegą – Hazardzistą. Człowiekiem, który przejechał cała Polskę, żeby mnie osobiście poznać.
I siedzieliśmy dzisiaj razem w tym kościele. Kościele potężnym. Zamieszkałym przez potężnego Boga.
Siedzieliśmy po cichutku. Na szarym końcu. Dwoje hazardzistów. I kościół pełen był ludzi.
Pewnie mniej grzesznych niż my.
Pewnie lepszych niż my.
Ale jeśli prawda jest, że Bóg zsyła cierpienie na tych, których umiłował najbardziej, to ja Isia wiem, że nasze odwiedziny ucieszyły Boga szczególnie.
I o tym, chciałabym Ci mój Przyjacielu w tą niedzielną noc opowiedzieć.
Isia

 

23 Grudnia 2008

 

Powiem tak: lata całe siedziałam na samym końcu.

 

O tym, że kiedyś znajdę się w małej, prywatnej kaplicy „Podniebnej”, bo pod samą kopułą – nigdy się nie marzyłam nawet. Że będę oglądała przepiękne stiuki, że ksiądz wygłosi świetny wykład filozoficzny do nas Hazardzistów – nawet mi się nie śniło.

 

Wszystkim tym, którzy się spóźnili i już nas nie znaleźli – sorki – byliśmy na „wysokościach” w sensie dosłownym…i nie tylko…

 

http://www.krakow4u.pl/kosciol3.html