„Najdroższe Radio Świata”

Materiał chroniony prawem autorskim

 

CZUŁAM SIĘ CZASAMI BARDZO SAMOTNIE NA TYM FORUM. TEGO WIECZORA PRZYSZEDŁ WSPIERAJACY MNIE MAIL ZE STANÓW OD MARILYN – AMERYKAŃSKIEGO PORTALU http://www.femalegamblers.org./

USZKODZONY MIAŁAM INTERNET, ZA OKNEM BYŁA BURZA A JA WSIADŁAM W SAMOCHÓD I POJECHAŁAM DO ADMIHY- AGI, ŻEBY WKLEIĆ ZROBIONE NA PRĘDCE TŁUMACZENIE. PAMIĘTAM TĄ MOJĄ RADOŚĆ.
A POTEM WRÓCIŁAM DO DOMU I NAPISAŁAM:


Forum: Ja Ci to spróbuję wytłumaczyć… Wysłany: 2006-06-28, 17:51 Temat: RADIO- DOPALONE
„Najdroższe Radio Świata” (burza była – Internet szlag trafił, pomyślałam- napiszę o najwierniejszym…radyjku świata, no, bo nie o facecie przecież…)

„Najdroższe Radio Świata”

Były to czasy, kiedy moje postrzeganie świata ograniczało się tylko i wyłącznie do kasyna. Poza nim – nic. No faceci, ale z rzadka…
No i w „owym” kasynie , w „gablocie nagród”, jako mega – nagroda stało sobie radio. Przyglądałam mu się, bo było tak gówniane, że w swej bezczelności aż wyło.
No i tak łypię na nie, i łypię…Żeby je mieć trzeba nazbierać 1000 punktów premiujących na automatach. Czyli za każdy bonus 100 punktowy – dziecięć premiujących. No to wiecie, co ja w myślach robię: przeliczam. I tak poprzeliczałam, że gram tydzień, kurwa, a tu mam 154 punkty. No to co ja robię. Gram drugi tydzień. I zbieram. Wysoko gram. A idzie jak krew z nosa. Miesiąc mija i ja już z tego zakurwienia gram. A to radio – łypie z tej gabloty. To ja mu mówię:
Ożesz ty kurwa, będziesz moje.
Idę do sklepu. Patrzę i gały przecieram: 156 dolarów kosztuje. A ja już lekko licząc popłynęłam z jakieś 5 tysiecy ( słownie: piec tysięcy) dolców.
No, pograłam jeszcze tydzień. Jak wyjmowali dla mnie to radyjko z gabloty, to ja je już głęboko w de miałam. I nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Wzięłam je pod pachę i na kawę poszłam. Jednak zadowolona z siebie. Z jakieś pięć minut…Bo zaraz potem zobaczyłam zestaw płyt CD Franka Sinatry. W gablocie. Kasynowej…

A piszę to temu, że to radio ma już 14 lat i ciągle gra. Przez te wszystkie lata szlag trafił już tyle laserów w kompaktach. A to ciągle gra. To jest po prostu niewiarygodne…
Aha, a to radio to najdroższe nie jeśli o kasę chodzi… Tylko o emocje…Nawiasem mówiąc…

Isia

„LOSY – BYNAJMNIEJ NIE LUDZKIE”

Jedną z atrakcji w klubach czyli gralniach australijskich, były tzw losowania nagród.
Siedzisz sobie przy maszynie, w dupie masz wszystko a tu podchodzi panienka.
Z koszyczkiem. I pierdoły opowiada o losowaniu, co to będzie za trzy godziny. Dobra. Pieprzy.
Ale , uwaga! Achtung! I „zatrądzić” może . No to wiadomo, każdy losa kupi. Żeby sobie tylko poszła.
Najstraszliwsze było, jak człowiekowi kasa się kończyła. No,  bo tak. Grać się chce. A tu losowanie dajmy na to dopiero za dwie godziny. Co robić? Można iść.  No a jak wylosują? Taki toster. Dajmy na to. Albo komplet garnków. Albo inne gówno. Co robić? Cierpienie.
No dobra. Zostaję. Bo jak wylosują, to chociaż tyle. Siadam przy barze. Grać się chce. Nie ma za co.  Cierpienie.  Ślipię na tych, co jeszcze. Kurwa. Do „mojej” maszyny podchodzi jakiś palant i dosiada ją. A napakowana jest. Franca. Ślipię. On gra. Życzę mu jak najgorzej. Wiadomo. Ślipię. A ta zdzira migać zaczyna. Pohukuje jak lokomotywa. Pizda jedna. Kurwa. Zlinkowany bonus mu daje!!! MÓJ BONUS! Zajebać się przyjdzie. Z żalu…!0 tysiecy dolców dała. Chujowi jakiemuś!
MOJE 10 TYSIĘCY!
Co ja czuję? No, kurwa, nienawiść. Do świata . Całego. Do ludzkości. Całej i do każdego z osobna. Niesprawiedliwość dziejową czuję! Bunt! Egzystencjalizm w całej rozciągłości przerabiam! Wyć mi się chce!
A ten buc podchodzi i protekcjonalnie do mnie: drineczka? No jebnę go – myślę. Złodziej, skurwysyn. Okradł mnie i jeszcze drineczka proponuje. Zjebkę mu robię i ktoś może pomyśli: franca, cieszyć się nie umiała z czyjegoś szczęścia. Nie umiała.
Bo tak naprawdę, to nie było żadne szczęście. To był hazard. W najczystszej , emocjonalnej postaci!
I chuj…

 

Isia