MOJE PIERŚCIONKI…

Materiał chroniony prawem autorskim 

 

Forum: Nasze wzloty i upadki… Wysłany: 2006-07-23, 01:15 Temat: MOJE PIERŚCIONKI…

MOJE PIERŚCIONKI…

W tym programie TVN, co to za gwiazdę w nim robiłam, opowiadałam o takich jednych pierścionkach. I myślę se: a co tam, tam wycięli , tu opowiem.
Fajka – noga! Pyk, pyk…
Sto lat temu miałam wypadek samochodowy. Makabryczny. Jak mnie wieźli do szpitala, karetka na sygnale, lux, tlen, no full wypas do umierania, myślałam sobie tak: aha to tak się umiera. Trochę głupio. Bo tyle by można jeszcze…pograć. Przede wszystkim.
No a potem lata włóczenia się po lekarzach. Adwokaci- super , jak na filmach. No i dzień, kiedy dali mi czek. Dawno temu. Zajebisty. A ja przez te sześć lat czekania- grałam. Grałam i czekałam. I chytry plan układałam.
No to tak. Pierwsza rzecz, oprócz tych szlachetnych dupereli- temu dać, temu pomóc, temu pożyczyć, no to pierwsza rzecz- kupić sobie pierścionki z brylantami. Upatrzone miałam. Trzy. Zajebiste. A w słońcu – jak latarnie nocą. Na palce je włożyłam. Bomba. Bogato. Jadę. Patrzę jak się błyszczą na rękach. Ręce na kierownicy. Wzrok na pierścionkach, co to na kierownicy. I nagle bach. Jak nie jebnę w samochód przede mną . Na szczęście lekko. Uśmiecham się. Sto dolców gościowi daję. On jedzie, ja jadę. Ja do kasyna oczywiście. No a tam gram. Se. Na luziku. Trzy dni i noce. Cudownie. Karta dobrze idzie. Pieniądz robi pieniądz. Wiadomo. Choć nie zawsze!
No ale dobra. Do czego zmierzam. Te pierścionki były ze mną przez lata. No bywały, Bo głównie siedziały w lombardach. Ale zawsze tak zakombinowałam, że miały jak pobyć i ze mną. Też.
Do dnia, kiedy pożyczyłam je kumplowi. Pracy nie miał i głodny był. Zastawił je w lombardzie. Na swoje nazwisko. Za gówniane pieniądze. Zastawił i nigdy nie wykupił. To było w styczniu w tym roku.
Czy czuje się oszukana? I tak i nie. Jest mi przykro, bo kumpel pracę dostał i mógł. Okradł mnie. Trudno. Gdybym pokombinowała, mogłam je wykupić. Wiadomo.
Ale ulga jest ważniejsza. Bo te pierścionki jakoś przyczyniały się też do mojego grania. Zawsze można je było zastawić. Jakby co.
Ale ja już nie chcę nic zastawiać. Ja już tak bardzo nie chcę grać,..
A pierścionki? Może mi kiedyś ktoś kupi. Choć taki mały. I choć odrobinę brylantowy…

 

Isia