„LOSY – BYNAJMNIEJ NIE LUDZKIE”

Materiał chroniony prawem autorskim

Forum: Ja Ci to spróbuję wytłumaczyć… Wysłany: 2006-06-28

„LOSY – BYNAJMNIEJ NIE LUDZKIE”

 

Jedną z atrakcji w klubach czyli gralniach australijskich, były tzw losowania nagród.
Siedzisz sobie przy maszynie, w dupie masz wszystko a tu podchodzi panienka.
Z koszyczkiem. I pierdoły opowiada o losowaniu, co to będzie za trzy godziny. Dobra. Pieprzy.
Ale , uwaga! Achtung! I „zatrądzić” może . No to wiadomo, każdy losa kupi. Żeby sobie tylko poszła.
Najstraszliwsze było, jak człowiekowi kasa się kończyła. No,  bo tak. Grać się chce. A tu losowanie dajmy na to dopiero za dwie godziny. Co robić? Można iść.  No a jak wylosują? Taki toster. Dajmy na to. Albo komplet garnków. Albo inne gówno. Co robić? Cierpienie.
No dobra. Zostaję. Bo jak wylosują, to chociaż tyle. Siadam przy barze. Grać się chce. Nie ma za co.  Cierpienie.  Ślipię na tych, co jeszcze. Kurwa. Do „mojej” maszyny podchodzi jakiś palant i dosiada ją. A napakowana jest. Franca. Ślipię. On gra. Życzę mu jak najgorzej. Wiadomo. Ślipię. A ta zdzira migać zaczyna. Pohukuje jak lokomotywa. Pizda jedna. Kurwa. Zlinkowany bonus mu daje!!! MÓJ BONUS! Zajebać się przyjdzie. Z żalu…!0 tysiecy dolców dała. Chujowi jakiemuś!
MOJE 10 TYSIĘCY!
Co ja czuję? No, kurwa, nienawiść. Do świata . Całego. Do ludzkości. Całej i do każdego z osobna. Niesprawiedliwość dziejową czuję! Bunt! Egzystencjalizm w całej rozciągłości przerabiam! Wyć mi się chce!
A ten buc podchodzi i protekcjonalnie do mnie: drineczka? No jebnę go – myślę. Złodziej, skurwysyn. Okradł mnie i jeszcze drineczka proponuje. Zjebkę mu robię i ktoś może pomyśli: franca, cieszyć się nie umiała z czyjegoś szczęścia. Nie umiała.
Bo tak naprawdę, to nie było żadne szczęście. To był hazard. W najczystszej , emocjonalnej postaci!
I chuj…

 

Isia