La Luna – szczęście – bajka

Materiał chroniony prawem autorskim 

Forum: Ja Ci to spróbuję wytłumaczyć… Wysłany: 2006-07-14, 22:21

La Luna – szczęście – bajka

Było to dawno, dawno temu. kasę miałam. Taka dziwna rzecz. No i fajnie. Na granie jest. Kombinować specjalnie nie trzeba. Karta kredytowa- platynka. Lux. Idę ja do mojego agenta podróży i mówię – przeleciałbym się. po polsku byłoby to i śmieszne. Gdzie? – pyta on. No to ja wymyślam. Staje na Wyspach Salomona. Kumpla tam mam. Jajcarza. Bo tam dzicz i cały czas butelki z coca- coli znaleźć można z drugiej wojny światowej. Klawo. A kumpel jajcarz- ożenił się z tamtejszą i jak se brał mienie przesiedlenia a wolno tylko jeden kontener , to pościnał dachy samochodom i w ten prosty sposób dwa weszły. A tam je opchnął i zarobił nieźle. Wiadomo- hazardzista-łeb nie od parady. Dobra. Agent linie sprawdza a ja siedzę i łzy jak krokodylowi. No bo niby tak, faceta mam, lekki erotoman więc w „tych” sprawach lux, kasa jest. Granie na sto dwa, tylko ja jakaś taka smutna. I ryczę. No to ten agent ; co jest? a ja mu tak: a szczęście nie wie pan, gdzie by kupić? To on na mnie jak na głupka.
I tak spytam jeszcze kogoś na wszelki wypadek: nie zna ktoś może adresu z taka głupią rzeczą – szczęście?

Isia

PS. A teraz powiem, co by każdy zrobił najchętniej; opowiedział mi o swoim albo receptę na to szczęście podał. Na swoje szczęście. Bo każdy z nas ma swoje.
A ja dałabym wszystko, by to szczęście, które bywa, chciało pobyć we mnie. A nie tylko bywać. Tak strasznie rzadko. Że już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz…