KONTYNUACJA

Materiał chroniony prawem autorskim 

LATO 2006 SPĘDZAŁM GŁÓWNIE PRZY KOMPUTERZE. A JEŚLI CZASEM UDAWAŁO MI SIĘ WYRWAĆ NA MÓJ UKOCHANY KRAKOWSKI RYNEK, DO ZNAJOMYCH I PRZYJACIÓŁ W KAFEJCE VIS A VIS, POTOCZNIE ZWANEJ ZWISEM, TO I TAM WSZYSTKO KOJARZYŁO MI SIE Z HAZARDEM. I TO BYŁ TEŻ CZAS, KIEDY PIERWSZY RAZ W ZYCIU INFORMOWAŁM INNYCH O MOJEJ CHOROBIE. KTÓREJ NA IMIĘ KOMPULSYWNY HAZARD…MOJEJ NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI…KTÓREJ BYŁAM WIERNA AŻ 15 LAT…

 

 

Forum: Dział hazardzistek „czystych rasowo” Wysłany: 2006-07-01, 18:43 Temat: nr2 na krakowskim rynku cdn

KONTYNUACJA

Dzisiaj na Krakowskim Rynku, jak zwykle, wiele się działo. Siedzimy sobie w naszym ulubionym Zwisie, Pani Krysia nasza , znaczy się Pani Kelnerka, jak zwykle, ma te swoje cudowne teksty, znaczy się, jak ktoś ze stałych bywalców chce np piwo zamówić, słyszy w odpowiedzi: Proszę mi nie przeszkadzać, ja tu w pracy jestem. No, gdzie taki tekst można jeszcze usłyszeć? A jeszcze do tego Pani Krysia ma trwałą ondulację, kruczo-czarną hennę na brwiach i strój – gierkowski PRL- biała bluzeczka, granatowa spódniczka i kamizelka, no i buty. Granat, Za kostkę, sznurowane, bez palcy i pięt. I za to kochamy ją wszyscy. Za kontynuację, ale o tym za chwilę. A turystów na Ryneczku do obłędu…
No i tak sobie siedzimy i nagle dyskusję któryś z kolegów zagaja na temat ważki i życiowy. Dlaczego czarna rasa ma dłuższe penisy niż biała. I tysiące konceptów się sypie ale wygrywa wersja, iż dlatego, bo ta czarna rasa od zawsze chodziła bez ubrań, bo klimat gorący. I ciążenie ziemskie miało dostęp przez to łatwiejszy a i swobodniejszy do wyżej wzmiankowanych penisów. I przyciągało je do ziemi i stąd ta przewaga penisowa rasy czarnej nad białą. Męską oczywiście. No i jak już sobie w ten przecudny sposób moi koledzy wytłumaczyli swoje kompleksy, to czas przyszedł na politykę. (…)No i tak popierdalaliśmy bawiąc się do łez tymi głupotami a pani Krysia w wolnych chwilach donosiła nam piwo lub kawę. Czyli kontynuowała pracę , która podjęła jakieś 35 lat temu.
I o tej właśnie kontynuacji chciałabym ja w tym miejscu. Aczkolwiek nieco innej.
Otóż, gdziekolwiek się w świecie nie znajdowałam, a różnie bywało, zawsze myśl miałam przez te lata jedną. A kasyno, gralnia gdzie? I jak pies tropiący nozdrza nastawiałam czyli taksówkę zamawiałam i wio! Byle szybciej. Bo tam będzie bezpiecznie. Będzie znajomo i bezpiecznie. I ruleta ta sama, i pokerek, może automaty z innymi ikonkami ale tak samo się kręcące. A jeśli automaty, to wszyscy się ode mnie odpierdolą i nikt nie będzie nic chciał. I będę mogła spokojnie sobie siedzieć i myśleć albo nie. Jak mi się będzie chciało. Tylko, ze na ogół finał, gdziekolwiek w świecie nie byłam , był ten sam: zawsze taki sam skowyt duszy i straszliwa samotność. Choć zwykle jakiś narzeczony i tłum ludzi dookoła. Świat  w którym nic się nie zgadza. I lepszy ten cholerny hazardowy świat…W  którym ryzyko oznacza na ogół stratę… Po którą samemu się przyszło… Napisałam ten tekst i taka refleksja mnie naszła, że dzisiaj pomyślałabym o kasynach z rozrzewnieniem, pewnie poszłabym do McDonalds – kontynuacja a potem zobaczyłabym na Bali, gdzie mój kumpel jest rezydentem , takie np palenie zwłok zamiast pokątnie granie w pokera na plaży z tamtejszymi szulerami. K… Bisi mi nie dał rady w Interkontinentalu, a tam mi numer na cztery asy nie wyszedł …i ch…
(juz nie pamiętam może to był jeszcze Holiday Inn?- k…zmiany ciągle, tam gdzie rok temu Górniak koncert miała – super a ja sobie powiedziałam : więcej tu moja noga nie postanie, a może to było po chippendalsach?)
ps dla wtajemniczonych – siedem pod spód, przecięcie, rozdanie, dobranie, pod spód i jest karetka… numer stary jak świat…

Dopalone: A kto z Krakowa ten wie , że Bisi był największa hieną „owego czasu” – do działu Literatura odsyłam temat „Hieny”.
Przychodzimy z moim ówczesnym do ówczesnego Holiday Inn, Bisi do niego, że może na rozgrzeweczkę  pokerek. Ówczesny, już lekko nawalony: czemu nie. I płynie. Stawka – 200 dolców wejście. Ja slipię. Wkurwiam się, bo widzę co się dzieje. Mówię grzecznie: a może ze mną pan by spróbował. Bisi jakby kto go na sto koni wsadził – głupia baba- w oczach mu czytam. Rozgrzewka. Dwa pierwsze rozdanka – padaczkę taktyczną uskuteczniam. Ale przy trzecim już wejście mamy 500 dolców. On oszukuje, ja oszukuję. Karty znaczone ma, skurwel, na podczerwień, chuj zbolały. a wszystkie talie, nowe, jak z fabryki. Banderolki- cacko. No, dobra. Ograłam go tak, że wszystkie krakowskie szulery,  kłaniały mi się w pas na ulicy, przez parę lat. I szacunek czyt. szaconek miałam taki na jaki monarchia brytyjska wiele lat u ludu swego se robiła.
I „B…n” największy paser Krakowa kumplem mi był. A brat jego, jeszcze większy paser siedział wówczas Tarnowie- mówię wam, bardzo prestiżowe towarzystwo…Przynajmniej autentyczne a nie dęte jak ryż i pełne pozorów…
A Sraku i Tadziu- hrabia – Łapka – drobne szulery , dziś zdegenerowane, to się żegnali , jak me święte imię wymawiali. Takie to były czasy. Drobnica.
Kiedyś opowiem o tych Wielkich – no o tych to oględnie i z innymi pseudonimami, bo dla nich, to ja z kolei mam szacunek czyt. szaconek.
I ch…

NO TO CO, CHYBA PRZYJDZIE MI DOTRZYMAĆ PRZYRZECZENIA…

 

Isia