hazard i jedna sprawa

Taka Skomplikowana Sprawa 10.10.2008

Zdarzyło mi się kiedyś, dawno temu objechać całą Australię. Oczywiście na drogę wzięłam sobie Walusia. Oraz jego samochód. Ja o tym już pisałam ze dwa lata temu we wspomnieniu o Delfinach.

I o tym, że nie ma takiego miejsca w Australii w który bym nie zagrała. Niestety.

No i w Perth tak się z Walusiem pokłóciłam, że zabrałam swoje rzeczy –a było tego sporo i postanowiłam, że jakoś sama dotelepię się do domu a było tego kilka tysięcy kilometrów.

Pech chciał, że akurat były wakacje i nie było się jak z tego Perth wydostać. Miejsce w najbliższym autobusie – za tydzień. Zamelinowałam się u znajomych i czekałam.

Jazda do Adelajdy zajęła ponad36 godzin. Przez pustynię Nalabor – głównie.

W Adelajdzie na dworcu biedny Waluś czekał na mnie, bo znajomi sypnęli, że będę tamtędy jechała.

Dałam się ubłagać, żeby resztę drogi spędzić w jego super wygodnym samochodzie, zwiedzając.

A nie w pełnym autobusie.

UWAGA: dałam się ubłagać!

No i Waluś poszedł na odległy parking po samochód a ja zostałam z bagażami na tym dworcu. SAMA.

Noc była. I Walusia nie ma i nie ma.

 

I nagle zaczęłam płakać. Ze zmęczenia. Z upodlenia hazardem, który mi sporo zabrał z tej podróży.

I nagle taka rozpacz i zwątpienie. I mówię : Boże pomóż mi, bo ja już tego wszystkiego nie wytrzymam. Po co to wszystko, jak ja i tak pól z tej podróży siedzę i gram? Po co to wszystko?

                                             

I właśnie wtedy podjechał samochód Solvation Army – Armii Zbawienia. W nim było kilka osób.

I wysiadł jakiś gościu. Podał mi chusteczkę. I zupę. I kawę. I kanapki. Zaproponował nocleg. Ale co najważniejsze pogłaskał mnie po głowie i powiedział:

-Już wszystko dobrze. ON jest z Tobą.

Podziękowałam. I oni odjechali.

A ja zostałam sama. Ale jakoś tak inaczej sama.

Ta Armia Zbawienia była jak zesłane Anioły. To było jak odpowiedź Boga na moje cierpienie.

Nigdy tego nie zapomnę…Nigdy…

Isia

 

Nie wiem, ile osób czuje ten kawałek „W Salach…” tak jak ja. Nie wiem.

Wiem jedno. Mnie hazard złamał…

Jak ja kocham Salę w której są mitingi? Tak kocham, że powiedziałam dzisiaj do księdza w Bazylice Bożego Ciała, który był u nas na mitingu Oryginalnych Anonimowych Hazardzistów, że choćbym miała kiedyś tam siedzieć sama, czekając na jedną, jedyną osobę złamaną hazardem, żeby jej pomoc, to będę i się nie dam wywalić…

A za amerykańskich Gamblers Anoymous oddałabym życie.

Bo taką pomoc, jaką od nich dostałam, mogą dawać tylko Anioły…

Bezinteresowne Anioły…

Jak myślę o tym wyścigu ze Śmiercią, o tym jak moja Opiekunka -Marilyn L. pocztą lotniczą, za własne pieniądze wysyłała mi książki, o tym, jak potem dołączyli inni, to ze wzruszenia…

 

http://beta.intherooms.com/public/lyrics

In The Rooms by Richie Supa.
Click to Play.
(Lyrics)

 

W Salach

Kiedy  byłem młody, pozwoliłem mojej duszy fruwać

                                                jarałem, piłem cały czas

I nie wiem sam, gdzie i kiedy przekroczyłem linię

I zacząłem umierać

Poszedłem tak daleko, że nie mogłem znaleźć siebie sam

Z granic szaleństwa krzyknąłem o pomoc

I wtedy znalazłem drzwi, które otworzyły  moje oczy

I zacząłem żyć

CHORUS

W salach…Tam gdzie idą złamane anioły

I miłość jest jak Armia , która przychodzi ocalić twoją duszę

W Salach…

Tam czeka na ciebie cud

kiedy jesteś już na gorzkim końcu

możesz nauczyć się żyć od nowa

W Salach…

I Bóg był czymś, czego nie rozumiałem

Dopóki obcy nie przyszedł i wziął moją rękę

I pomógł mi, bo nie dałbym rady sam

I wiedziałem, że jestem w domu

CHORUS

W Salach… Dokąd idą złamane anioły

I miłość jest jak Armia, która przyszła, by ocalić twoją duszę

W Salach

Tam czeka na ciebie cud

Kiedy to już tylko gorzka końcowka

możesz nauczyć się żyć na nowo

W Salach

BRIDGE

Kiedy jesteś chory i zmęczony byciem chorym i zmęczonym

I desperacja tnie cię jak nóż

Możesz wreszczie odpuścić,  kiedy zmierzysz się z prawdą w sobie

I zaczniesz jarać się życiem

CHORUS

Jeśli wiara jest tym, czego potrzebujesz

                                                    Wszyscy przyszliśmy wierząc w Sale

 

PS najlepsza odpowiedź jaką wyczytałam w Internecie na pytanie 14 ?

 

14.Czy kiedykolwiek uprawiałeś hazard dłużej niż zaplanowałeś ?

Tak, 18 lat dłużej!!!

 

Z mojego dawnego Forum

http://hazardzisci.info/?page_id=369

 

 

Wysłany: 2006-08-04, 10:59   Marzenie…

 


 

 

Moje Money Mia

Kiedyś każde słowo, kojarzyło mi się z hazardem. Każde. Ładna pogoda – idę zagrać.
Pada- trzeba zagrać. Coś dobrego w życiu – zagram- celebracja. Coś smutnego- zagram, tym bardziej.
Każdy powód i brak tegoż powodu, był dobry- by zagrać.
I myśle czasem: ile mogłam stracić uprawiając hazard?
Przecież ja grając , cały czas żyłam. Może inaczej niz inni. Być może a raczej na pewno bardziej intensywnie.
Bo moje Życie , było jedna wielka podróżą. Przemieszczaniem się z kontynentu na kontynent. Z miejsca na miejsce. Z jednej miłości w drugą. I zatracałam się w poczuciu, na ile było ono poszukiwaniem a na ile ucieczką.
I tylko jeden punkt był stały przez te wszystkie lata. Kasyno.
I zdarzyło mi się kiedyś wybrać w wielką podróż dookoła wielkiego kontynentu. Parę miesięcy w drodze.
.I tysiące wspaniałych rzeczy widziałam. I zachwyt był we mnie wielki. Ale równocześnie, gdziekolwiek nie byłam, temu poczuciu zachwycenia, towarzyszył GŁÓD. Głód gry. I ten apetyt wielki, zaspokajałam w każdym „po drodze” salonie gier, kasynie.
I psułam nie raz, nie dwa tą podróż smutkiem po przegranej. Lub wzbogacałam radością, gdy wygrałam.
I dzisiaj po raz pierwszy pomyślałam, jaka byłaby ta podróż bez gry? Bogatsza czy uboższa w emocje? Na pewno inna.
Ale tego nie dowiem się, jeśli nie wybiorę się w nią raz jeszcze.
A celem będzie miejsce zwane Money Mia. To takie magiczne miejsce, gdzie na plażę przypływają co rano delfiny, by bawić się z ludźmi. A ja, gdy przypłynęły, spałam. Zmęczona po całonocnej grze.
A potem był juz wieczór I trzeba było w drogę.
I marzeniem moim jest jeszcze raz znaleźć się w Money Mia. I przytulić się do delfina. Bo delfiny wnoszą spokój. A tego tak bardzo mi brakuje. Więc może chociaż tak…
Bez kasyna. I gdy świt…Inny świt… Bez gry…

Isia