???

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 3 lipca 2008

 

We właściwym miejscu, o właściwej porze, …

 

Ja mam wakacje. Po raz pierwszy w życiu– mam wakacje.

Lenię się, nic nie muszę. Codziennie jestem nad jeziorkami, jem kiełbaski z rożna, oglądam zachody słońca i robię tylko to, na co mam ochotę.

 

ALE:

 

W poniedziałek 30 czerwca 2008 roku, około 18 tej „Coś” kazało mi przyjechać na krakowskie Błonia (zamiast nad jeziorka – nielogiczne!- upał!)

 

Sporo tutaj pisałam o tym, że jest to miejsce dla mnie szczególne. Ileż ja godzin na nich spędziłam…W maju 2006 pisałam na tej stronie internetowej o tym, jak kiedyś modliłam się tam o wstawiennictwo za mną Papieża Jana Pawła II, u Boga, w którego było mi coraz trudniej wierzyć…Modliłam się o zabranie mi tego strasznego cierpienia, jakim jest uzależnienie od hazardu i wszystkie tego konsekwencje…

 

W poniedziałek około 18 przyszłam na krakowskie Błonia z psem i krzesełkiem turystycznym(!!!)

Upał, mało ludzi, w oddali składano scenę po sobotnim koncercie Celiene Dion.

 

Siadłam w cieniu, koło stadionu Juvenii, twarzą do ul. Piastowskiej. Przed sobą miałam kulę, powoli zachodzącego słońca. Siedziałam i zachwycałam się zniknięciem tego potwornego smutku i bólu, który był we mnie całe życie.

Ale było mi smutno, tak zwyczajnie, po ludzku. Bo coś tam…Popłakiwałam sobie po cichu i czytałam Refleksje „Dzień za Jednym Razem”, które po prostu uwielbiam za ich logikę, za odpowiedź na każde pytanie, za to, że są labiryntem do którego ilekroć wchodzę, znajduję drogę wyjścia.

 

Refleksja na 28 Czerwiec jest o zbiegach okoliczności i o wyborze uwierzenia w to, że są to małe cuda czynione przez Boga, który wybiera pozostanie anonimowym.

 

Ci, którzy towarzyszą mi od stycznia 2006 wiedzą, że mnie zdarzyło się wiele cudów. I że ja nie wierzę w Boga, tylko JA WIEM, ŻE ON JEST. I kropka. Choć tematyka anielsko – religijna jest mi dalej obca.

 

Czytam, głowę podnoszę, Błonia wzrokiem omiatam, głowę pochylam. Upał. Mało ludzi. Ja w cieniu, bo koło Juvenii.

 

I nagle, widzę jak, w promieniach słońca stoi przede mną ZAKONNICA. Jakieś 10 metrów przede mną. Pies biegnie w jej stronę i szczeka. Ja, zupełnie zaskoczona, drę się:

– niech się pani nie boi.

 

Zakonnica głaszcze psa, podchodzi do mnie, ja zapłakana a ta mówi mi tak:

-niech Pani nie płacze, przeszłość jest przeszłością, jutra nie znamy, liczy się tylko dzisiaj.

 

A ja płakałam, bo choć jestem już bardzo daleko „od” hazardu, to dalej nie wiem, gdzie jest moje „do”…

 

Zakonnica patrzy mi prosto w oczy i mówi dalej:

-liczy się tylko jeden dzień za jednym razem.

 

Zrobiło mi się słabo, pomyślałam, że mam fatamorganę z upału.

Ale mówię:

-siostra gra? Tak? I zna program Anonimowych Hazardzistów. Bo ja jestem hazardzistką  ale taką, co to już nie gra

 

A ona mi mówi:

– to są słowa z ewangelii. Niech mi pani opowie o hazardzie.

 

Zerwałam się z tego mojego krzesełka i stoimy tak naprzeciwko siebie,  i ja mówię i mówię. Ona zadawała pytania, ja odpowiadałam. I na odwrót.

Najdziwniejsze jest to, że patrzyłyśmy sobie prosto w oczy. PONAD TRZY GODZINY!

 

Przez ten cały czas przeszedł obok nas tylko jeden facet z psem – wilczurem. Ja go zaczepiłam, żeby mieć jakiegoś świadka na dzień następny, czy to była fatamorgana czy nie.

 

Przyznaję, miałam od kilku dni straszne zwątpienie w moją pracę na tych stronach internetowych. W to, co się dzieje za kulisami Internetu. Ale największą w sens napisania artykułu, w którym mam coś tam opowiedzieć. Bunt we mnie jest. Że znowu na mojej pracy, inni będą zarabiali pieniądze.

I mówię o tym tej Zakonnicy a ona mi tak na to:

 

– Bóg wybiera sobie ludzi, do pewnych spraw. Każdy ma jakieś zadanie na tej ziemi…Pani musi ten artykuł napisać, bo on może kogoś uratować. Tak jak panią uratowały artykuły innych.

 

I mówiła. Bardzo mądrze mówiła. ONA MÓWIŁA PROGRAMEM GA(AH)!!! wzbogacając go o wiele różnych spraw!!!!!!!!

 

Czy ktoś sobie to może wyobrazić? Krakowskie Błonia, promienie zachodzącego słońca, ja i zakonnica, która pojawiła się znikąd?????????????????????????

ZAKONNICA ZAINTERESOWANA HAZARDEM ???????????????????????????

 

To było tak, jak gdyby ona znała temat ale chciała się dopytać. I nie chodziło jej o granie tylko o wszystko, co temu towarzyszy a zwłaszcza cierpienie!!!!!

 

Zaczęło szarzeć i ja, zaniepokojona, jak ona dojdzie do swojego klasztoru (no bo jak zakonnica, to chyba logiczne, że mieszka w klasztorze???), mówię tak:

-To ja Siostrę odprowadzę do alejki od ulicy Fosha.

 

A ona mówi mi tak:

-Nie, ja pójdę sobie Błoniami.

 

I podała mi rękę na pożegnanie. To była realna , ludzka ręka.

 

W tym momencie zadzwonił mój telefon, kumpel z AH,  że może by tak kawę wypić, ja, że jestem na Błoniach. Więc umówiliśmy się w Any Time tuż koło Błoń. Rozmawiając miałam głowę schyloną.

Numer polega na tym, że jak ją podniosłam, tej zakonnicy już nie było.

 

ONA SIĘ ROZPŁYNĘŁA! ZNIKŁA!

 

Szłam do tej kawiarni Any Time spokojna. Wzmocniona. Pewna.

 

Za chwilę, zadzwonił kolejny kolega i przyszedł.

Piliśmy kawę. I dziwne jest to, że ja normalnie opowiadałabym o tym, co mnie spotkało, ale tym razem tylko wspomniałam, że zdarzyło mi się coś bardzo, bardzo dziwnego.

 

Upał, promienie zachodzącego słońca, Refleksja GA(AH) o zbiegach okoliczności za którymi kryje się anonimowo Bóg, Zakonnica zjawiająca się znikąd, tyle godzin rozmowy i ta pomoc, która była mi tak potrzebna.

 

To zdarzyło się w poniedziałek. Dzisiaj jest czwartek. I dopiero dzisiaj to opisuję.

Bo jest jedna rzecz, która nie daje mi spokoju.

 

To była zakonnica – kobieta. Miała głos kobiety.

Miała szary habit ( tak to się nazywa?) i chusteczkę niebieską z białą krawędzią nad czołem.

 

I to jest ok.

Ale spokoju nie daje mi to, że ona miała OCZY MOJEGO OJCA! I TE SAME ISKIERKI !

 

Mój ojciec nie żyje od wielu lat, ale ja go znam ze zdjęć i sporo pamiętam.

 

Ja nie wiem, co mi się przydarzyło na tych Błoniach.

Ale wiem jedno – jest tak, jakby dopełniała się we mnie kolejna cząsteczka czegoś tam.

I spokojniej mi jest i mądrzej jakoś.

 

Po tym, jak rozstaliśmy się z kolegami, musiałam, a raczej chciałam, przejść kawał drogi do mojego samochodu. Wzdłuż Rudawy. Było koło 12 tej w nocy.

 

Szłam ciemną alejką, mijałam Juvenię i  wiedziałam, że nic mi się nie stanie. Taki niesamowity spokój był we mnie.

I myślałam o tym, jak lata temu, szłam tuż nad brzegiem Rudawy z niejakim „Karetą” i że gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że w 2008 roku, będzie się działo w moim życiu, to, co się dzieje, nigdy bym nie uwierzyła.

 

Faktycznie, przeszłość jest przeszłością.

Jutra nie znamy.

 

Ale to zdarzenie z poniedziałku cały czas nie daje mi spokoju.

A raczej to, Co i w Jaki Sposób, Ona wtedy mówiła…

Zakonnica o oczach mojego ojca!!!

 

Iwona – Isia

Więcej o tym nie wspomnę, bo to, co się zdarzyło w poniedziałek na tych Błoniach, jest sakramencko dziwne a ja nie jestem jakaś siostra Faustyna!!!

K…mać – no muszę przekląć, bo to jest naprawdę nie do wiary! Ja się nie dam! Żadnej tematyce anielsko – religijnej się nie dam! I nie życzę sobie żadnych komentarzy! To był po prostu zbieg okoliczności! Tylko czemu, właśnie w chwili, jak mi było ciężko i płakałam zjawiła się znikąd ta Zakonnica? W taki upał? Naprawdę było mało ludzi na tych Błoniach…No dziwne to wszystko!

http://hazardzisci.info/?page_id=145 („Kareta”)

http://hazardzisci.info/?page_id=412(zbiegi okoliczności?)