Krupier

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji w internecie na www.hazardzisci.info         2006-06-05, 00:15

 

 

Krupier

 

Jakiś czas temu, gdy “rozpracowywałam ” hazard od strony teoretycznej, gościłam u siebie, przez dwa miesiące byłego krupiera.
Dobrze też mi się rozmawiało z byłymi krupierami, zwłaszcza z tymi, wyrzuconymi z pracy- ci, “łamali” z zemsty tajemnice krupierski, tak , że aż miło. A ja cały czas kombinowałam, że to może nie ja, że może kolo ruletki , źle wyważone, że może karty nie tak..
Na całym świecie, żyje z hazardu TYLKO 50 osób ! Tworzą ekskluzywny klub – mają dochód 100.000 dolarów na czysto- rocznie – no, do tylu się przyznają…

Krupier – opowieści krupierskie…
Przychodzili, żeby zobaczyć mnie w akcji czyli w roli krupiera. Mnie z kolei trudno było traktować ich wyłącznie jak klientów. W końcu znałem moich znajomych na co dzień. Znałem ich problemy, marzenia, układy finansowe. Pracowałem w kasynie już na tyle długo, by wiedzieć, iż droga do realizacji marzeń, jakiekolwiek by były, nie prowadzi przez pokera….
Kiedy kasyno zaczęło „zabierać” mojego najlepszego przyjaciela, zacząłem szukać dla niego pomocy. Okazało się , że w owym czasie nie było, żadnych placówek w których mój przyjaciel mógłby znaleźć pomoc. Literatura fachowa na ten temat prawie nie istniała a na przykładzie innych graczy widziałem, że pomoc psychiatryczna nie odnosi z reguły skutków skutków. Hazardziści , którzy przyjeżdżali zza granicy, opowiadali o działających tam klubach anonimowych hazardzistów ale w Polsce wydawało się , że problem hazardu nie istnieje.
Bezsilnie patrzyłem jak moi znajomi przechodzą przez różne fazy uzależniania się od hazardu.
Na początku zdarzało im się wygrywać. Czuli się nagrodzeni i wyróżnieni przez los.
-widzisz, ale mam nosa. Od rana miałem przeczucie ,że wygram. A mówią , że tylko baby maja intuicję- przechwalał się mój przyjaciel.
I wracał. Coraz częściej i częściej.
Przychodził zaraz po pracy. Żonę okłamywał, że zostaje po godzinach.
Na mój widok mówił :
-wpadłem tylko na sekundę.
Oczywiście zostawał znacznie dłużej niż planował. Gdy wygrywał -promieniał. Ale zamiast wyjść , grał dalej. Aż do chwili, gdy przegrywał wszystko i przychodził do mnie pożyczyć pieniądze na szatnię i taksówkę do domu. Gdy odmawiałem -obrażał się. Zresztą to czy wygrywał czy przegrywał, naprawdę nie miało znaczenia. Finał zwykle był ten sam. Wygraną też zostawiał w kasynie. Jego płaszcz pozostawał w szatni a on sam szedł marznąc na piechotę do domu.
Czułem się podle. Z jednej strony do milczenia zobowiązywała mnie tajemnica krupierska a z drugiej do poinformowania żony zmuszało mnie moje sumienie.
Każdego dnia walczyłem sam ze sobą. I każdego dnia odwlekałem podjęcie decyzji.
Na dzień następny odkładałem wybór miedzy pracą a poczuciem przyzwoitości.
Tymczasem mój znajomy z desperacją sam sobie usiłował pomóc. Jeśli zdarzało się , że przychodził z kimś znajomym wyznaczał sam sobie jakąś sumę za którą będzie grał. Resztę pieniędzy oddawał swojemu towarzyszowi zawsze z tym samym tekstem:
Żebym cię na kolanach błagał , nożem groził nie waż mi się dać tych pieniędzy dokąd nie wyjdziemy z kasyna.
Zwykle udawało mu się je odzyskać szantażem emocjonalnym typu:
-oddaj bo się w życiu do ciebie nie odezwę .To są moje pieniądze i mogę sobie z nimi robić co mi się żywnie spodoba.

Jeżeli to nie działało wychodził z kasyna, odbierał od znajomego pieniądze po czym wracał do kasyna.
Jeżeli trafiał na opór, zaczynała się awantura. Widziałem jak powoli odsuwają się od niego znajomi. W domu były nieustanne awantury. W końcu przegrywał wypłatę za wypłatą i na coraz dłużej znikał z domu. Jego małżeństwo rozpadało się.
Coraz bardziej tracił kontrolę nad swoim graniem, coraz więcej czasu spędzał w kasynie, które stawało się powoli jego domem.
Jego całe życie koncentrowało się coraz bardziej wokół hazardu. Zaczęły się pożyczki. U rodziny, wśród znajomych. Kłamstwo i manipulacja- to były jego metody działania. Cel był jeden – gra. Zaczęły się też pożyczki w bankach i u lichwiarzy. Z domu zaczęły znikać cenne przedmioty.
Mimo, że usilnie się starał coraz trudniej było mu ukryć ,że ma problem z hazardem.
Gdyby był alkoholikiem lub narkomanem stało, by się to w końcu widoczne.
Jako hazardziście łatwiej mu było maskować to, co się z nim dzieje.
To, co dawniej stanowiło dla niego najwyższe wartości czyli rodzina, praca, jego pasje , przestały się liczyć. Widziałem jak traci motywację do pracy i chęć do normalnego zarabiania pieniędzy pracą.
Wydawanie pieniędzy na zakupy wydawało mu się zwykłym absurdem.
Obserwowałem jak coraz bardziej popadał w tarapaty finansowe.
Długi rosły i nie miał jak ich spłacać.
Wszystko to zaczęło odbijać się na jego wyglądzie. Przestał dbać o siebie. Wygląd zewnętrzny i zachowanie coraz bardziej zdradzały jego stan psychiczny. Stawał się coraz bardziej agresywny i wyobcowany. Coraz trudniej było mi z nim rozmawiać i nawiązanie z nim kontaktu stawało się coraz bardziej niemożliwe. Widziałem,  że jest na prostej drodze do samounicestwienia i że już nikt nie jest w stanie mu pomóc.
Cały czas szukał winnych temu, co się stało. Winni byli wszyscy tylko nie on. Wiedziałem, że dopóki nie przyzna sam przed sobą,  że ma problem z hazardem , będzie z uporem tkwił w zaprzeczeniu, nikt i nic nie będzie go w stanie uratować. Ponieważ był moim przyjacielem jego problem stał się też i moim. Byłem coraz bardziej sfrustrowany i czułem coraz bardziej wszechogarniającą mnie bezsilność.
Najbardziej przykre dla mnie było to, że i ode mnie zaczęli odsuwać się znajomi. Po części świadomie i podświadomie winili mnie za upadek i autodestrukcję naszego znajomego. Jak się okazało wszystkiemu winny byłem ja- krupier.
-gdyby nie ty i ta twoja przeklęta praca nigdy byśmy do kasyna nie przyszli.
Słyszałem to coraz częściej i moje poczucie winy było coraz większe.
Kasyno nie zapewniało nam krupierom , żadnej pomocy psychologicznej. A byliśmy w końcu tylko ludźmi a nie maszynami do robienia pieniędzy.
Dzień w którym mój przyjaciel popełnił samobójstwo był ostatnim moim dniem pracy w kasynie.

Pozdrawiam I. – myślę o Tobie i o tym, co się wydarzyło…pamiętam, ciepło i serdecznie…
Isia