“Hazard był lepszy niż seks”

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji w internecie na www.hazardzisci.info     2006-05-11, 02:06

 

 

 

 

Przytoczony poniżej fragment, stanowi równocześnie, jeden z rozdziałów mojego życia. Zamkniętych rozdziałów.
Opublikowałam je na innym forum, które czytałam bez mała na klęczkach. Onieśmielona, wstydząca się. Siebie i otaczających mnie facetów. Zanim odważyłam się na mój “debiut” ,najpierw długo prowadziłam korespondencję z jednym z uczestników tamtego forum, który jest dla mnie wielkim autorytetem. Ponieważ miałam problemy “techniczne” z obsługą tamtego forum, poprosiłam o “pośrednictwo” mój Autorytet.
Wyobraźcie sobie mnie: pierwszy raz miałam po polsku powiedzieć publicznie: hazard to mój problem. Myślałam, że się pokicham ze strachu. No i nastąpił ten mój nieszczęsny “debiut”. I od razu – zjebka. Że rozległe, Że cytaty itd. przepłakałam cała noc. Bo psychika hazardzistki-krucha, nadwyrężona. No i babska ambicja… a teraz to mnie juz “wali”, co kto pomyśli. Podoba się -to dobrze. Nie-to odsyłam do książki telefonicznej. I już!

“Hazard był lepszy niż seks”– opowieści krupierów

Wypowiedzi hazardzistów przy automatach można podzielić na dwa typy: żądaniowe i błagalne.
Obydwa przypominają rozmowę z najdroższą kochanką. Pierwszy wygląda tak:
– No dawaj ty kurwo. Rozjebię cię ty kurwo!
I dalej pada ciąg wyzwisk, tak jakby automat był żywą istotą i mógł zareagować. Gracze również plują wtedy na maszyny, kopią je, czasem też wypróżniają się do tzw. rynienek pod ekranem, tam gdzie powinny wysypywać się wygrane. Nazwałabym to personifikacją maszyny.
Typ drugi wygląda jak mocno zaawansowane zaloty:
– no daj, proszę cię. Daj, co ci zależy, daj kochaniutka.
Jest też typ graczy, których ja nazywam głaskaczami. To ci, którzy całują i głaskają maszyny. Tak jakby one mogły czuć.
Jedno jest pewne, że po jakimś czasie faktycznie zainteresowanie seksem spada. Wyjątkiem jest moment, kiedy po dużych wygranych i wzroście poziomu adrenaliny, grający potrzebuje natychmiastowego rozładowania napięcia i wtedy wykonuje tzw. “szybki numerek”.
Bardzo podobnie wyglądała sytuacja przy stołach do gry. Z tą różnicą, że to my krupierzy byliśmy nagradzani komplementami w wypadku wygranej. Gdy gracz przegrywał, byliśmy wyzywani od najgorszych i upokarzani.
Krupierzy- mężczyźni byli na wyzwiska bardziej odporni  ale los krupierek był nie do pozazdroszczenia. Nie tylko były one wyzywane od  najgorszych  ale też w chamski sposób omawiana była ich uroda, temperament i charakter. Tak  więc,  były na ogół niedomytymi i niedojebanymi kurwami. Gracze fantazjowali na temat tego, jak poniżaliby je w łóżku podając szczegóły, których nie wymyśliłby sam Kaligula ani Markiz de Sade.
Jednym słowem krupierzy spełniali dodatkową rolę “dziewczynek i chłopców do bicia”. Przypominam, że kasyno nie przewidywało za tą funkcję żadnych dodatkowych wynagrodzeń ani pomocy psychologa. Ci, którzy nie wytrzymywali psychicznie zwalniali się. A reszta była na środkach uspokajających lub odreagowywała w palarni płaczem lub “wyładowywała” się na bliskich w domu. “Znieczulali” się tylko nieliczni…….”

 

 

 

 

Isia