hazardujące pendolino

4 12 2013

01.01.2017

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził/a się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał/a to, co mogę zmienić, i szczęścia, aby mi się jedno z drugim nie popieprzyło... – Stephen King „Miasteczko Salem”

25lipca 2016 roku

Jeden Ksiądz i Święta Bożego Narodzenia 2009

Tego dnia wyszłam z domu po 7 rano.
Nie wiem, dlaczego nie wsiadłam w samochód.
Pokuśtykałam na przestanek tramwajowy i wsiadłam w pierwszy tramwaj, który podjechał. Jadę, łzy mi płyną po policzkach, ból rozwala mi duszę na strzępy. Jadę i błagam Mojego Boga, żeby „coś” wymyślił. Żeby, ktoś mnie wysłuchał, porozmawiał ze mną a przede wszystkim, żeby powiedział mi coś mądrego i pocieszającego.
Jadę, za okno patrzę i Filharmonię krakowską widzę..

Czuję, że Ktoś mi rękę na ramieniu kładzie i wypycha mnie z tego tramwaju.

Nie wiem czemu – wysiadam. Nie wiem czemu, pod Kurię przez śnieg idę.
Przed kościołem Franciszkanów, jak co roku, przygotowania do Pasterki – budują jakieś stajenki, kurniki czy co tam, słowem krzątają się jacyś „czarni”. Stoję, nogami przytupuję, bo zimno, jak cholera, łzy mi dalej kapią, nie wiem, co ja tam w sumie robię.
I nagle widzę, jak od Kurii na plac przed Franciszkanami, idzie jakiś dwóch księży.

Czuję, jak Ktoś mi rękę na ramieniu kładzie i popycha mnie w ich stronę.

Podchodzę i mówię do Tego Starszego:
-proszę księdza, tak mi ciężko na duszy, tyle nieszczęść mnie ostatnio spotyka, ja tak księdza proszę, niech ksiądz ze mną chwilkę porozmawia.
Ten Młodszy, jakby się obruszył a Ten Starszy mówi:
-proszę tutaj na mnie poczekać, ja tylko parę słów powiem dla telewizji a jak skończę to zapraszam panią do Kurii.

Więc stoję, przyglądam się i nagle do mnie dociera, że Ten Starszy to Kardynał Dziwisz. Myślę: „Mój Boże, przegiąłeś, no normalnie formalnie, przegiąłeś, gdzie taki Wielki Ksiądz będzie sobie mną głowę zawracał”.

A Kardynał Dziwisz powiedziawszy do kamery słów kilka z okazji Świąt Bożego Narodzenia, do mnie podchodzi i mówi „zapraszam”.

Po raz pierwszy w życiu progi Kurii przekraczam. Pod ścianami, między bramą a podworcem stoją jacyś biedacy, Kardynał mówi do zakonnicy, która się do nas przyłączyła: „temu proszę dać buty, temu płaszcz…”.

Wchodzimy na pierwsze piętro, Kardynał drzwi przede mną otwiera, do środka zaprasza.
Siadamy pod oknem, przy takim okrągłym stoliku, a tu nagle ktoś wchodzi i mówi:
– już się schodzą.
A Kardynał Dziwisz: „proszę przeprosić i niech poczekają, tutaj jest ważniejsza sprawa…”
i po cichu dodał, jakby do siebie – „cierpiący człowiek”.

Nie wiem od czego zaczęłam, Czy od ojca, który umierał przez siedem lat czyli całe moje dzieciństwo. Czy od Mamy, która zachorowała kilka miesięcy przed tą rozmowa, czy od śmierci bliskich mi osób, które, jedna po drugiej odchodziły przez miniony rok, czy od śmierci – kilka dni wcześniej- mojego ukochanego psa i od skargi, że w Krakowie nie ma Cmentarza dla zwierząt. Czy od własnej choroby i bólu, który usprawiedliwia każdą eutanazję…
Nie wiem, od czego zaczęłam…Ale wiem, że mówiłam ponad godzinę i wiem, że kilka razy, ktoś przerywał, przypominając, ze wszyscy już są i czekają…

A Kardynał Dziwisz mówił: proszę nie przeszkadzać, poczekają.

Co do mnie mówił – pozostanie tajemnicą.

Na koniec wstał i gdzieś poszedł. Przyniósł dwa Różańce. Papieskie. W zielonych etui. Dla mnie i dla mojej chorej Mamy.
Pożegnaliśmy się.
Kardynał poszedł do Tych, Którzy Czekali. Czyli do Prezydenta Krakowa i do „Wszystkich Ważnych” w mieście. Tego roku spóźnił się na tradycyjny Opłatek w Kurii.

Bo pochylił się nade mną…

Po wyjściu z Kurii, poszłam do kościoła Franciszkanów, siedziałam i myślałam o słowach z dzieciństwa z książki Amicisa: „miej serce i patrz w serce”.
I o tym, że tego ranka, Ktoś o Wielkim Sercu zechciał wejrzeć w moje serce…

Jego Eminencji kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi do którego w chwili rozpaczy mówiłam „i wie ksiądz co …” to wspomnienie poświęcam, mówiąc w głębokim pokłonie:

Najserdeczniejsze Bóg zapłać Wielkiemu Człowiekowi i Kapłanowi
Iwona G.

Na początku 2010 roku, w rozdziale „A Tribute from Poland” do książki Marylin Lancelot „Switching Addictions” opisałam tak, to co mnie spotykało:
„…Dzisiaj jest początek roku 2010 i wiele spraw zmieniło się w moim życiu. W 2009 roku, moja mama bardzo zachorowała, mój chłopak zmarł i odszedł mój ukochany pies. To był bardzo smutny rok. Ale ani razu nawet nie pomyślałam o graniu. Zamiast tego, w tych ciężkich chwilach, myślałam o niesamowitych ludziach, których spotkałam w czasie mojego zdrowienia ( z kompulsywnego hazardu – przyp.moje). I to jest mój hołd dla nich wszystkich. Dziękuję Wam wszystkim za ocalenie mojego życia…”

Powtarzając sobie slogan „najlepsze dopiero przede mną” nie spodziewałam się wtedy – na początku 2010 roku, że w kwietniu 2010 roku wyląduję na wózku inwalidzkim.
I gdyby nie ten Ktoś, który klepał mnie po ramieniu i szeptał „dasz radę”, gdyby nie dalsze dziesiątki niesamowitych zbiegów okoliczności, byłabym na tym wózku do dzisiaj a raczej, już by mnie nie było…

Na pytanie „jaki jest sens mojego pobytu na tej Ziemi”, cały czas nie znalazłam odpowiedzi…
No, ale „najlepsze dopiero przede mną”.

Iwona – Isia

4 grudnia 2013

cos by wypadało napisać-o jezuuuuuuuuuuuuu

=========================

3 czerwca 2016

Dla ŚP  Janusza Starskiego z którym znaliśmy się przez 55 lat

Dla ŚP Macka Suszyńskiego – Casy- Przyjaciela

http://www.outofluckmovie.com/

http://stoppredatorygambling.org/wp-content/uploads/2016/06/2016-Out-of-Luck-Press-Release.pdf

oraz dla p.Gowina, by zechciał przyjrzeć się automatom i zastanowił się, co oznacza  „uwolnienie gier karcianych”…

PS minęło ponad 10 lat…

https://web.archive.org/web/20071011014329/http://hazardzisci.info/

PPS

Z 03.07.2012

Część IV

“….It is impossible to discuss gambling, without mentioning organized crime. Wherever gambling occurs, organized crime will try to penetrate.

In order to protect their interests, the syndicates pay off the politicians to keep gambling wide open. Frank Costello, a mob leader, said just that to the McClellan Committee in the 1950s. Bugsy Siegel put it in similar words: “We don’t run for office; we own the politicians.”—Messick and Goldblatt, “The Only Game in Town,” 169.

Most research used by public officials, to encourage voters to legalize gambling,—is provided by the gambling interests…” (“Gambling in America”)

http://www.pathlights.com/topics/Gambling.htm



Hazard – opcje walutowe

20 02 2009

Z pamiętniczka umęczonej zazdrością Hazardzistki

 

Obudziłam się za dwadzieścia dziesiąta.

Zaniepokoiłam się, że tak wcześnie.

Ale i ucieszyłam.

Bo przypomniałam sobie, że nie umrę na zawał.

Bo nie mam serca.

Wmówili mi to – różni tam tacy.

Zatem brak serca, to fajna sprawa.

 

Potem, już na luziku, puściłam strumień świadomości.

Niech leci przez moje luki pamięciowe.

A co mi tam.

 

Jako pierwsza zazieleniła się zazdrością, umysłowa pusta dziura

pod zabawną nazwą „opcje walutowe”.

A potem wypełniła żółcią 17-tej strony Combo Book.

W punkcie 3 jest o tym, czego mi nie wolno.

Ani giełdy ani transakcji opcyjnych.

 

Ten punkt przypomina o tym, że hazardziści to nie są idioci.

Jak, co poniektórym, może się wydawać.

Zwłaszcza wkurwieni hazardziści…

 

Potem strumień poleciał mi do dziury premiera Marcinkiewicza.

Na dnie czaiły się jego słowa:

„…Nigdy w ciągu siedmiu miesięcy mojej pracy dla Goldman Sachs nie doradzałem w sprawach inwestycji walutowych…”.

Szukałam końcówki zdania: ”…bo zajęty byłem zdradzaniem żony czyli romansowaniem i dawaniem przykładu młodym, że to jest ok”

Ale nie znalazłam tego uroczego alibi.

 

Potem przypomniałam sobie:

– gębę mądrzącą się do mnie i afiszującego się, tego wrednego esbeka Andrzeja Orawińskiego, któremu do łba nie przyjdzie, że są tacy, którzy grali żeby zapomnieć o gównie, które on i jemu podobni im robili http://lista-wildsteina.n8.pl/o/or.html

– zaraz potem – niejaką Szawdyn –owładniętą obsesją, że cały świat jest jedną wielką hazardującą kompulsją i  wmawiającą tąże kompulsję żonie Jerzego Urbana w TVN w 2006 roku

-A potem zobaczyłam całą resztę tej polskiej parodii AH i polskiej myśli terapeutycznej.

Wstałam i poszłam sobie porzygać.

 

W drodze podziękowałam Bogu (jakkolwiek Go pojmuję) za mojego Kumpla Gallena i to, że można grać do woli, bo jest nadzieja, że jakby co, to w zaledwie siedem dni można się pozbyć tego paskudnego uzależnienia od hazardu. http://www.stop2gambling.com/

 

Czyżby zaczęli już kurację ci, co pograli sobie polską walutą?

E tam…

Cieszą się zapewne, że Rząd Polski gra z nimi elegancko w otwarte karty.

Czyli mówi, co zamierza zrobić. I co robi.

Teraz czekamy na odpowiedź ze strony tzw spekulantów.

Idę o zakład, że nie będzie równie elegancka…

Bo hazardziści to z reguły  fajni ludzie.

Ale nie- jak są wkurwieni…

A przy okazji mogą zarobić…

A fe paskudnym spekulantom!

A fe!

 

Isia – że co? Że znów złotówka dzisiejszego ranka lekko pikuje w dół? A dolar poszedł znowu w gorę? Że co? Że znów ktoś przez noc zarobił parę groszy?

Że polski złoty zamiast wymienić się na euro, kilka lat temu, jak był mocny, dzisiaj jest dalej patriotyczny? A co mi tam…

Czekam na wieści z Azji, że tam też sobie zrobią Unię i wspólną walutę – uhaha

 

Słowniczek –zwłaszcza dla tych w Polsce, którzy kreują wrażenie, że w hazardzie chodzi wyłącznie o automaty – uhaha:

http://www.tvn24.pl/0,10153,,,opcje-walutowe-_-zobacz-o-co-w-tym-chodzi,raport.html

 

3.Don’t test or tempt yourself.  Don’t associate with acquaintances who gamble.  Don’t go in or near gambling establishments.  DON’T GAMBLE FOR ANYTHING.  This includes the stock market, commodities, options, buying or playing lottery tickets, raffle tickets, flipping a coin or entering the office sport pool.(Combo Book)

 

http://www.ft.com/markets/commodities

 

A Day At a Time –nazwa Księgi Refleksji GA(AH) i przysłowie autorstwa Prezydenta Abrahama Lincolna : „Najlepszą sprawą, jeśli chodzi o przyszłość jest to, że przychodzi jeden dzień za jednym razem”.

 

http://www.tvn24.pl/0,1587220,0,1,marcinkiewicz-wszyscy-chca-mnie-zniszczyc,wiadomosc.html

 

http://www.stop2gambling.com/



Febówka

11 02 2009

Z pamiętniczka utrudzonej ex kompulsywnej Hazardzistki

 

 

Obudziłam się za dziesięć dziesiąta.

Byłam zaspana ale w pełni decyzyjna.

Zadanie na dzisiaj w realu:

Febówka: nogi i bakobrody na linii bikini.

 

Zgodnie z AHowskim zaleceniem szybkie oczyszczenie mózgu

i przygotowanie go pod krótką medytację.

Najpierw na temat kapelusza.

Wytężyłam trzecie oko, żeby zobaczyć na jego dnie milion dolców.

Nie było.

Następnie ujrzałam Krok 12.

Tuż za nim jelenie na rykowisku.

Coś chciały, ale nie wiedziały jak.

W porożach widać było resztki przaśnej słomy.

Domniemywam, że z paśników.

Przy zachodniej granicy, bo blisko do żłoba.

 

Kuknęłam do kapelusza raz jeszcze.

Ponownie wytężyłam trzecie oko, żeby zobaczyć chociaż milion zet eł.

Nie było. Pewnie dostał Lepper za trop w Kleczkowie.

 

Zaraz potem wyświetliła się na kolor złoty, wiekopomna myśl:

„…Z terrorystami się nie negocjuje, z nimi się gra – to jest podstawowa zasada, której się przestrzega – mówił w TVN24 gen. Roman Polko, komentując sprawę porwanego w Pakistanie polskiego geologa. Jak tłumaczył, ze strony talibów nie można oczekiwać reguł czystej gry, dlatego też nie powinno się z nimi „grać w otwarte karty i uczciwie”. Tym bardziej, jeśli stawką jest życie Polaka – tłumaczył…”

http://www.tvn24.pl/-1,1585320,0,1,z-terrorystami-sie-nie-negocjuje–ale-gra,wiadomosc.html

 

Wzdrygnęłam się.

Wszędzie ten cholerny hazard.

Zainteresował mnie wątek uczciwości w grze w pokera.

I w otwarte karty.

Tak się gra z idiotami ale nie z kimś, z kim w grze nie może sobie dać rady cały świat…

Może dlatego, że świat sobie poznakował karty a tam grają w kości?

Poker jak to poker…Czasem rosyjska ruletka…

A czasem fuks…

 

Skierowałam strumień świadomości do kolejnej pustej dziury.

Na jej dnie znalazłam wypowiedź kard.Dziwisza. Ustawianie meczy to grzech. Można się wyspowiadać. No chyba, że to grzech śmiertelny…Może wreszcie dotrze do bukmacherki, że tam naprawdę niewiele zależy od umiejętności obstawiających tylko od pobożności sędziów…

Podobnie, jak w hazardzie internetowym, opanowanym przez hakerów…

Hm…

 

Nie powiem, oddawanie się medytacji jest przyjemną czynnością.

Na szczęście przypomniałam sobie w porę, że zadaniem kobiety jest ładnie pachnieć i leżeć w pozycji wyczekującej…

 

Wstaję i idę się poperfumować…

Potem się położę.

Ale wcześniej wsadzę do lodówki jakąś miniaturkę samochodu.

Może się nadmucha ewentualnie nadyma do realnych rozmiarów i przewiąże kokardką…

 

Isia



hazardujący poranek

8 02 2009

Z niedzielnego pamiętniczka utrudzonej ex kompulsywnej Hazardzistki

 

Obudziłam się 46 minut po 9 tej.

Miałam tylko 14 minut, by przepuścić przez siebie strumień świadomości.

O dziesiątej, według planu, zmieniałam pozycję ciała z poziomej na pionową.

                                                   

Poszło sprawnie.

 

Najpierw krótka modlitwa o Pogodę Ducha i podziękowanie Bogu (jakkolwiek go sobie pojmuję) za to, że oszczędzono mi informacji na temat 95%, tego, co się działo za moimi plecami jako gupiej cywilki.

Bo te 5% czyli wieść, że w ostatniej chwili wysyła się negocjatora, zadziwiła mnie.

Na filmach amerykańskich, to ja się naoglądałam, że najpierw wchodzi negocjator – jeśli ujdzie z życiem i nic nie wynegocjuje- podejmuje się inne działania.

 

Wiadomo też, że nie obraża się ludzi, którzy są w ich mniemani –bojownikami – epitetami „bandyci” czy nie traktuje się ich jak głupków.

No bo mnie, jako gupiej cywilce wydaje się, że oni głupi nie są, jak se cały wielce cywilizowany Świat nie może z nimi dać rady.

Czyli narzucić im cywilizacji w wersji mixa  – wschód – zachód – północ – południe.

 

Ja to miałam se kiedyś narzeczonego Araba. I to był jedyny narzeczony przy którym chodziłam jak w zegareczku. Bo były jasno określone reguły czyli Kodeks Hammurabiego w codziennym użyciu. Zrobię gówno- będzie mi to samo zrobione.

W cywilizacji chrześcijańskiej jest wiele furtek.

Ile się musiałam narobić, żeby ten narzeczony zechciał łaskawie mnie porzucić, to tylko ja wiem. Bo jakbym ja chciała jego – to raczej nie wchodziło w rachubę.

 

Przypomniało mi się też takie powiedzonko „ że co kraj, to obyczaj”.

Przed lądowaniem samolotu w Emiratach Arabskich i krajach ościennych ostrzegają, że za kradzież obcinają ręce.

W Australii, spryskują wewnątrz i na zewnątrz  cały samolot, żeby żaden niepowołany insekt, bez zaproszenia nie dostał się w obszar powietrzny.

Itede, itpe.

 

Potem mi się przypomniało, jak w czasie wojny w Wietnamie, Amerykanów na kilometr wyczuwano po zapachu Old Spice albo hamburgerów.

Aczkolwiek najlepszą rzeczą, jaką wyniósł Wietnam z czasów okupacji francuskiej, jest to, że wietnamska kuchnia francuska jest często lepsza niż oryginalna – zwłaszcza ciastka.

 

No i tak mi luźno mknął ten strumień świadomości przez umysłowe puste dziury aż zadzwonił budzik.

 

Isia

 

Dzisiaj w TV film szkoleniowy dla służb specjalnych pt „Chartum” – może to coś im przybliży? Ja bym polecała jeszcze „Lawrence z Arabii” i kilka innych.

 

Aha To, że w prawdopodobnie w działania związane z okupem, był zaangażowany Bank Pekao S.A., na tle którego przeprowadzano wywiad z Żoną geologa, wiadomo, że wychwyciło każde dziecko oglądające TV.

Tło jest ważne – to też wiadomo.

Jak i to, czy uda się komuś wyskrobać dwa tysiące dolców…

 

Aha, przejeżdżałam wczoraj, koło Geofizyki na ul.Łukasiewicza. Kilka wozów transmisyjnych. Dałam im świeczkę, bo nie mieli a zmierzchało…

Dokładnie vis a vis na zakręcie są dwa duże, wysokie domy należące do niedawna, do moich przyjaciół o nazwisku Działo czy coś takiego.

Jeden szary a drugi brzoskwiniowy.

Jak myśmy tam imprezowali.

A i nie tylko…Eh…

 

PS ???The refusal by the Pakistani Taliban to return the body of a slain man is unusual. In the past, Afghan and Pakistani Taliban have been returning the bodies of those killed by them.
http://www.thenews.com.pk/top_story_detail.asp?Id=20168

http://www.foxnews.com/wires/2009Feb08/0,4670,ASPakistan,00.html

 



trudna konkurencja

7 02 2009

Z pamiętniczka utrudzonej ex kompulsywnej Hazardzistki

 

Otóż.

Obudziłam się przed 9-tą.

Zdyscyplinowałam się, żeby doleżeć do 10-tej.

Po to, by nie zaburzać AH-owskiego grafiku dnia.

W drodze do kuchni, by zaparzyć kawę – to, co zawsze.

Sprawny rzut okiem, za okno, na niebo.

Tylko tradycyjne chmury.

I kula. Słońca.

Odetchnęłam z ulgą.

 

Sprawdziłam odpowiedzi na me aplikacje o robotę.

Złe wieści.

Jestem bez szans. Mam konkurencję.

Osama z Afganistanu twierdzi, że:

Jest idealnym kandydatem.

Lubi wychodzić na imprezy i lubi dobrą zabawę.

Lubi piaszczyste tereny.

Ma doświadczenie w kręceniu video, jest obowiązkowy w wykonywaniu zadań, i ma doświadczenie w koordynacji zadań na dużą skalę.

Jego zainteresowania to gotowanie, robótki ręczne i renowacje.

http://www.canberratimes.com.au/content/lifestyle/1254406/

 

Totalnie załamana położyłam się z powrotem.

Przed snem wróciłam myślą do takiego zdarzenia sprzed kilku miesięcy.

Mam taką kumpelkę. Blondi, przy kości, malutka.

Ma bzuma na punkcie facetów z nieco innej kultury niż europejska.

Poprosiłam ją, jak to jedna gupia baba, drugą gupią babę – o krótki briefing na temat mentalności facetów z którymi ona lubi sobie sypiać.

A lubi tak, że się musi fatygować dość daleko, by te swoje chucie zaspokoić.

I tym mi imponuje.

Otóż tam, gdzie ona sypia z tymi facetami, jest kult Matki, która decyduje o bardzo wielu sprawach.

I słowo Matki jest decydujące.

 

I ja se tak dzisiaj pomyślałam, że jest nawet takie stare powiedzonko:

„gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.

 

No, bo nie ma to, jak jedna Matka z drugą Matką siądzie.

One rozumieją się bez słów…

 

Aha, ta kumpelka to se teraz pracę napisała magisterską. Fikuśną. Kobiecą.

O podejsciu do spraw wiary, grzechu, zabijania etc,itd, itp między muzułmanami a chrześcijanami.

Myślę, że fajnie by było, jakby se ją niejeden gościu podczytał…

 

No dobra, ja jak wiadomo jestem strasznie gupia.

Jak wstanę, to se poczytam taką stronkę

http://www.google.pl/search?hl=pl&q=nostradamus+2012&lr=&aq=2&oq=nostradamus

 

Tam to są dopiero historyjki…Odprężają…

Isia

Choć bardzo smutny ten poranek…

I mnie jest smutno, jak się tak zadumam…



Ciężki poranek

5 02 2009

Z Pamiętniczka Cudownie Ozdrowiałej ex kompulsywnej Hazardzistki –strumień świadomości 3

 

Otóż.

Obudziłam się.

Otworzyłam lewe oko. Spojrzałam na zegarek. Dziesiąta.

Pomyślałam: wcześnie.

Postanowiłam po AHowsku zdyscyplinować się

Wstałam. W drodze do kuchni, by zaparzyć poranną kawę, wyjrzałam przez okno.

Z nieba nie padała ani manna ani nie fruwała plaga szarańczy. Nie zauważyłam też lecącej luźno stonki ziemniaczanej. Na niebie nie zaobserwowałam też Jeźdźców Apokalipsy.

Odetchnęłam z ulgą.

 

Włączyłam radio.

Wysłuchałam niusa. Znaleziono winnych kryzysu w Polsce.

To ci wredni hazardziści czyli spekulanci hazardująco beztrosko z polską walutą.

Pomyślałam:

-a to łobuziaki. Ciekawe o co grają? Bo jak o to, żeby w chwili przewalutowania polskiej złotówki na euro przeciętne mieszkanie, w takiej, na przykład nekropolii o nazwie – Warszawa, było warte 10 tysięcy euro, to nieźle im idzie.

 

Łyknęłam kawy.

Pomyślałam zgodnie z Obrachunkiem Moralnym Kroku 4-tego AH:

-muszę zostać produktywnym członkiem społeczeństwa. Trzeba rozejrzeć się za robotą.

Włączyłam komputer.

Przez myśl przemknęło mi, że praca uszlachetnia.

Postanowiłam znaleźć robotę ciężką, siermiężną i wymagającą.

Złożyłam aplikację do polskiego cyrku na pozycję: kobieta o dwóch lewych rękach. Wiem, że odniosłabym tam sukces. Niestety, tam było bardzo dużo chętnych.. W rubryce umiejętności wpisałam też: „Plecy mam ładne, choć niezbyt duże”.

 

Potem postanowiłam zobaczyć na robotę w świecie.

Jest robota w Australii.Za 150 tysięcy dolców AUD, kontrakt na 6 miesięcy.

Bardzo trudna i odpowiedzialna. Opieka nad maleńką tropikalną wyspą.

Trzeba raz w tygodniu napisać coś na blogu, robić zdjęcia i jakiś filmik nakręcić.

Trzeba też czasem rybki nakarmić ale od razu pocieszają, że nie chodzi o cały ocean. Tylko o kilka uprzywilejowanych. W basenach są filtry ale gdyby przez przypadek wpadł do wody listek, trzeba go w ramach tych trudnych obowiązków wyłowić.

Od siebie dodam: byłam tam ma wakacjach w 1982 roku i zakręciła mi się łza w kroku,o przepraszam – w oku, na to miłe wspomnienie.

Złożyłam aplikację.

 

http://www.youtube.com/watch?v=5Smi3TuY5Lg

 

http://islandreefjob.com/#/about-the-job/responsibilities

Teraz zmęczona tym szukaniem roboty muszę się położyć i odpocząć.

Myślę, że winnam  odmówić Modlitwę o Pogodę Ducha przed krótką drzemką, którą muszę teraz sobie uciąć. Szukanie roboty to w końcu ciężka sprawa.

Zanim zasnę wrócę myślą do lat dziecięcych. W rodzinnym domu mojej Mamy, na ścianie wisiała fotografia Marszałka Piłsudskiego z taką odręczną dedykacją:

„Ufność we własne siły tworzy wielkie narody i mocarstwa”

Na odwrocie był taki odręczny napisik :

„Dla Polaków można wiele zrobić. Z Polakami – nic”

I też był podpis: Józef Piłsudski.

 

No dobra. Idę spać. Muszę nabrać sił, bo a nuż się jakaś robota trafi…

 

Isia

PS errata: powinno być metropolii a nie nekropolii

sorki

 



migawka

4 02 2009

Z pamiętniczka Hazardzistki –strumień świadomości:

 

Strumień pierwszy -pełnia:

Ja, jak wiadomo jestem politycznie strasznie gupia.

Tak se czasem myślę, że ten PIS, to przegrał te wybory, bo urządził te wybory przed pełnią księżyca. Wtedy kobiety, jak wiadomo, są wkurwione, bo przed miesiączkami. No i zasiał strach w sercach kobiet, które mają kochanków, że podstawieni i je będą prowokować. A te, co kochanków jeszcze nie mają, to straumatyzował na wypadek, jakby chciały tych kochanków mieć. Wiadomo, że facet jest głową a kobieta szyją, co tym łbem kręci. Wszystkie moje kumpele, to tak kręciły, żeby i one, i ich faceci głosowali przeciw temu PISowi.

Ja to do dziś nie mogę sobie znaleźć faceta ale ja to dlatego, że chcę bogatego, bo w ubogim nie umiem się zakochać. A nie chcę się zmuszać do miłości z rozsądku, bo to zwykle drogo mnie kosztuje.

 

Strumień drugi – friendly fire:

Ja to, jak te dwa lata siedziałam przed Internetem, to se czasem kuknęłam tu i ówdzie.

Jako osoba gupia, nie zawsze wszystko spamiętałam co widziałam, a i dlatego, że mam umysłowe puste dziury czyli luki pamięciowe po tym wrednym hazardzie, com go kompulsywnie uprawiała. Nie powiem, jest to czasem bardzo wygodne.

I ja w tym Internecie to czasem widziałam różne rzeczy i filmy na you tubie.com

 

I tak se czasem myślałam o tym polskim dziennikarzu śp Milewiczu, co go zastrzelili i nikt się nie zastanawiał, czy to cywil czy nie. O tym geologu z Krakowa, co go porwali i jeszcze go nie ma w kraju!

I o tym, że jak jest wojna, to się raczej nikt nie zastanawia na gorąco nad konwencjami, elegancją czy savoir-vivrem -tylko walczy. I że zwykle nie ma gwarancji, czy cywil nie ma granatu, którym wysadzi takiego żołnierza w powietrze. A moda na używanie bazuki czy jak to się tam nazywa to śmieszne urządzonko, to się zwłaszcza wśród dzieci, rozprzestrzeniła. I dzieci – te małe szelmy – czasem też rodzicom taką strzelbę czy jak to się tam nazywa zabiorą i se postrzelają do turystów, co to jadą autobusem przez góry. Albo inne śmieszne figle płatają.

 

A dzisiaj to se myślałam też, o wielokrotnej traumie, jaką jacyś żołnierze przeżywają, co mają jakiś proces. Z tego, co rozumiem, jako gupia cywilka, to oni jako pluton egzekucyjny rozstrzelali postawione pod ścianą kobiety i dzieci. Na zimno i z wyrachowaniem. Patrząc im prosto w oczy. To jest zachowanie naganne. I powinni dostać klapsa.

 

Natomiast, jeśli to zrobili w stanie wojny, gdzie nikt , kto nie był w akcji nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w sytuacji zagrożenia w psychice człowieka, czasem, włącza się instynkt samozachowawczy albo po prostu popełnia się błędy w ocenie sytuacji, bo nikt nie jest doskonały, no to ja bym się zastanowiła, jako gupia cywilka nad pomocą tym żołnierzom, bo se nawet nie wyobrażam, jak oni muszą być straumatyzowani.

 

A w ogóle, jakbym była takim żołnierzem na wojnie, to bym się najpierw dała zabić, na wypadek, gdyby się miało okazać, że strzeliłam do psa, bo lada moment, to się zaczną wtrącać obrońcy praw zwierząt w sprawy militarne. Albo, jakby się okazało, że strzeliłam w grządkę z ekologicznie hodowaną marchewką.

 

Generalnie, jak wiadomo, to ja jestem gupia.

Ale ja to mam propozycję, żeby wrócić do wojen w stylu Bitwy Pod Grunwaldem.

Pół roku przygotowań a potem konkretna bijatyka.

A co!

 

Isia

PS z tego co wiem, to Pan Bóg kule nosi. Tak na marginesie.

T co się dzieje to skandal!

Chyba tylko w końcu Legia Cudzoziemska pozostanie, bo się każdy będzie bał iść do wojska a w konsekwencji czasem i na wojnę…no to oczywiście będzie zależało od tego, czy na potyczki jest kasa, czy są akurat cięcia budżetowe…

 

Aha nie wiedzieć czemu, cały Internet jest zawalony spekulacjami o trzeciej Wojnie Światowej. Psiakrew cholera! Idę odcedzić ziemniaczki, jako gupia baba, co se czasem coś popisze w swym Dzienniczku uczuć.

Aha, gniewa mnie to, co tym żołnierzom robią.

 

Zwłaszcza, jak patrzyłam na twarze tych, którzy zginęli a zwłaszcza na to w jak makabrycznych okolicznościach!

http://projects.washingtonpost.com/fallen/

 

Aha i tak w ogóle to rosomaki powinny być pod ochroną, bo to ładne i miłe zwierzątka

http://patrz.pl/filmy/wilk-vs-rosomak