TRANS

Materiał chroniony prawem autorskim 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-02-12, 14:57

 

TRANS
Najgorsze było, jak wpadałam w trans.
10 godzin, 15 godzin gry. Najdłuższy – 3 dni i trzy noce. Mowa o tym w opowiadaniu „Moje pierścionki”.Dopisuję:

Ten najdłuższy TRANS trwał 72 godziny. Non –stop. Z przerwami na szybkie załatwienie potrzeb fizjologicznych. Kawa była za darmo i robiło się ją samemu. To nawet lepiej, bo nie traciło się czasu na zamawianie i czekanie. Tylko szybko, szybko samemu.
Trans. Kawa. Mleko. Cukier.
Trans. Automat.
Trans. Gra.
Trans. Czekałam na tą chwilę długich sześć lat. Grając i wchodząc w coraz głębsze fazy.

 

I jedno miałam w głowie. Kiedy wreszcie sobie zagram. Tak porządnie. Na maxa. Na full. Do syta. Do zarzygania. Do oporu. Do zdechu. Bez liczenia się z pieniędzmi.
Tak! Wreszcie! Bez tego, czy wygram pieniądze, czy przegram.
Wreszcie gra dla samej gry. Na zimno. Na spokojno.
Trans. Znieczulenie.Kiedy wyszłam z otwartego 24 godziny na dobę, klubu „Tradesman’s Club” zemdlałam na parkingu.

PS zmieniali się krupierzy i obsługa. Nikt nie zareagował przez te 72 godziny, widząc, co się ze mną dzieje. Nikt!
Ale z drugiej strony czy ja dałabym sobie wtedy coś wytłumaczyć?
Nie ma takiej możliwości!
Iwona- Isia

 

 

Dopisuję 27 czerwca 2008 roku

 

To było w 1996 roku. Czy dałabym sobie wytłumaczyć? Nie wiem. Bo nikt nie próbował. Obsługa doskonale wiedziała, co się ze mną działo. Mieli kamery. Ja byłam chora na kompulsywny hazard!!! Oni wiedzieli! Ale nie reagowali!

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-02-16, 00:07

 

Ogólnie » Goście » LISTY LUDZKIE
Wysłany: 2006-10-21, 04:31 BRYNDZA”…BRYNDZA
Taki list ostatnio dostałam od pewnego hazardzisty: „Co słychać…Bryndza…Nudy…”
W pierwszej chwili pomyślałam :Cacko-przestał grać. I chciałam odpisać: gratuluję.
Zamiast tego odpisuję tak:
Kiedy przestałam grać, nagle zrobiło mi się mnóstwo czasu wolnego. Co z tym robić? Jak to zagospodarować?
Gotować nie znoszę, łażenia po sklepach nienawidzę, do kina, teatru, na wernisaże zawsze łaziłam. Książki czytałam. Numer z Cyfrą + przerobiłam, kiedy to, żeby nie grać oglądałam filmy do upadu…”

Tak napisałam o sobie w październiku 2006 roku.

Co dzieje się ze mną w połowie lutego 2007 roku?

Łaziłam dzisiaj z moją psiapsiółką po sklepach. Przymierzałam ciuchy, cieszyłam się tym, kupiłam parę wystrzałowych swetrów.
Kupiłam nowe szpilki. Byłyśmy na kawie, śmiałyśmy się a ja myślałam o tym jaki fajny jest powrót do normalnego życia.
Kiedyś nie znosiłam sklepów, bo w nich byli „normalni ludzie” snujący się leniwie. To mnie drażniło.
Przecież zakupy, to było marnowanie czasu. Przecież w tym czasie można było grać.
A jak wyglądały moje zakupy wtedy?
Wpadałam jak burza do sklepów i żeby nie tracić czasu na wybieranie, zastanawianie się, kupowałam po pięć takich samych swetrów, tyle, że w różnych kolorach. I ten wieczny pośpiech!

Nigdy więcej.

Tak powoli rozsmakowuję się w tym moim nowym życiu…
Bez hazardu. Od nowa. Choć tych piętnastu lat cofnąć się nie da. Ale da się żyć dalej. Byle dalej „od”. Choć jeszcze ciągle nie wiem „do”.
Ale to „od” jest coraz, coraz dalsze…
Iwona – Isia

Zaczęłam grać w połowie 1990 roku. Znalazłam takie zdjęcie moje z pieprzykiem pod nosem jeszcze- przed operacją plastyczną usuwania go-w 1992 roku – na tym zdjęciu stoję przy automacie – wygrałam wtedy – pamiętam dużo wygrałam. Stąd to zdjęcie – to było na Cuttie Bird – byłam uzależniona od tej maszyny bardzo długo -były w każdym klubie i tylko się przenosiłam z jednego do drugiego klubu, tu przegrałam tam wygrałam i tak w kółko.
Decyzję o kończeniu z hazardem podjęłam –musze sobie przypomnieć dokładną datę- 2005 roku.
Jakiś czas później, mój znajomy w donosiku na mnie napisał- „ona jest byłą hazardzistką”.
Wtedy się potwornie oburzyłam a potem myślałam – to przecież komplement, tak naprawdę dla mnie…
Gadałyśmy ostatnio z Maryla i ona mi przypomniała ja ona była w Australii i spotkałysmy się i ona poszła ze mną do City Club – w centrum- ja udawałam oczywiście, że tylko tak dla rozrywki sobie chcę zagrać, ona nie mogła mnie wyciągnąć i efekt był taki,że jak wyszłyśmy z klubu, to parking w centrum- piętrowy był już zamknięty.
I ja, żeby wyjechać rozwaliłam samochodem to podnoszone ramię – nie wiem ,po polsku chyba barierka się to nazywa. Ja nawet nie pamiętałam o tym zdarzeniu dopóki mi ona nie przypomniała. A teraz widzę je tak jakby to było dzisiaj…

Iwona – Isia

Mam też takie zdjęcia przy najstarszym automacie w Australii – Boże to jest 15 lat z mojego życia…

 

 

27 CZERWCA 2008

 

Kiedy prowadziłam forum(od 1 maja 2006 do 10 marca 2008) dostawałam różne listy. Szlag mnie trafiał, jak faceci, wmawiali mnie, kobiecie, co ja mam czuć czy myśleć. Szału dostawałam i wielkimi literami, na czerwono, tłumaczyłam, że u mnie było inaczej.

 

Dzisiaj powiedziałabym tak:

 

Koleś, po pierwsze, jaka formę hazardu uprawiałeś?

Po drugie, nie wmawiaj mnie, hazardzistce, która przeszła przez wszystkie typy i fazy hazardu, twojego odczuwania.

Po trzecie, uczestnictwo w GA(AH) nie oznacza, że jesteś moim klonem. Oznacza realizację Programu, w którym każdy realizuje to, co dla niego istotne.

Po czwarte: jednemu wystarczy abstynencja a inny musi mieć zdrowienie.

Po piąte: nie wiem na jakim etapie choroby jesteś.

Po szóste: jesteś ucieczka czy akcja?

 

Itd., itp.

 

Albo powiedziałabym jedno krótkie  – SPIER…. !

 

Wtedy było tak:

 

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2007-02-16, 01:28   DOŚĆ!

 

Odpowiadam Ci publicznie: 

„…Ale – czy w kwotach jest hazard? Czy w tym, że zawsze kończyło się zerem czy minusem… a następnego dnia znowu był ten cholerny głód grania i ta nadzieja, że dzisiaj to mój dzień, że nie dam się tym razem… a jak odegram się to – klękajcie narody! Zafunduję samochód, mieszkanie, wycieczkę dookoła świata i ‚oni’ zobaczą jaki JA jestem dobry. Wynagrodzę wszystko i to z nawiązką!
CO? INACZEJ MYŚLAŁAŚ?
I właśnie to, nas hazardzistki/ów łączy. Wzajemnie znamy swoje myśli, marzenia z czasu gry i teraz, z okresu abstynencji….”
Jeszcze raz wczytałam się w maila od Ciebie i jeszcze raz Ci odpowiadam. Tym razem publicznie.

 


JA TAK NIE MIAŁAM!!! JA TAK NIE MIAŁAM!!! JA TAK NIE MIAŁAM!!Całe to forum bez mała o tym, dlaczego grałam.A odpowiem Ci moimi opowiadaniami. Może wtedy wreszcie zrozumiesz…
Forum: Ja Ci to spróbuję wytłumaczyć… Wysłany: 2006-07-14, 22:21 Temat: La luna
La luna – szczęście – bajka

Było to dawno, dawno temu. kasę miałam . taka dziwna rzecz. No i fajnie. Na granie jest. Kombinować specjalnie nie trzeba. Karta kredytowa- platynka. Lux. Idę ja do mojego agenta podróży i mówię – przeleciałbym się. po polsku byłoby to i śmieszne. Gdzie? – pyta on. No to ja wymyślam. Staje na Wyspach Salomona. Kumpla tam mam. Jajcarza. Bo tam dzicz i cały czas butelki z coca- coli znaleźć można z drugiej wojny światowej. Klawo. A kumpel jajcarz- ożenił się z tamtejszą i jak se brał mienie przesiedlenia a wolno tylko jeden kontener , to pościnał dachy samochodom i w ten prosty sposób dwa weszły. A tam je opchnął i zarobił nieźle. Wiadomo- hazardzista-łeb nie od parady. Dobra. Agent linie sprawdza a ja siedzę i łzy jak krokodylowi. No bo niby tak, faceta mam, lekki erotoman więc w „tych” sprawach lux, kasa jest. Granie na sto dwa, tylko ja jakaś taka smutna. I ryczę. No to ten agent ; co jest? a ja mu tak: a szczęście nie wie pan, gdzie by kupić? To on na mnie jak na głupka.
I tak spytam jeszcze kogoś na wszelki wypadek: nie zna ktoś może adresu z taką głupią rzeczą – szczęście?

PS. A teraz powiem, co by każdy zrobił najchętniej; opowiedział mi o swoim albo receptę na to szczęście podał. Na swoje szczęście. Bo każdy z nas ma swoje.
A ja dałabym wszystko, by to szczęście, które bywa, chciało pobyć we mnie. A nie tylko bywać . Tak strasznie rzadko. Że już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz…

2. Bywało, że godzinami siedziałam przed komputerem, patrzyłam na drzewa za oknem i wtedy przed oczami migały twarze ludzi, którzy przewinęli się przez moje życie. Jedną z nich był Clement Van Der …człowiek, który zaprowadził mnie w 1994 na mój pierwszy miting GA AH. Opisałam tą historie w „Moje GA AH”. No cóż…dalej będę twierdzić, że są mężczyźni, którzy mają TAKIE nazwiska, że już nimi samymi , mogliby pieprzyć…
Clement Von Der…jest bohaterem historii poniższej…Smutnej historii…Zarówno jego, jak i mojej…

Forum: Nasze wzloty i upadki… Wysłany: 2006-07-13, 12:16 Temat: Dla….
Pieniądze – bajka
Dawno, dawno temu miałam strasznie dużo pieniędzy.
No tak dużo , że zawrót głowy. Co też ja nie wymyślałam. No to tak. Dla innych. Kumplowi wynajęłam helikopter dla jego dzieci i dla niego. Bo wcześniej wynajęłam samochód i pojechałam z nim parę tysięcy kilometrów, bo detektyw , po latach, znalazł jego dwóch synów w jednej z paru na świecie szkół dla farmerów. A kumpel szukał tych dzieci przez lata. Bo żona je zabrała i uciekła z innym. I byłam świadkiem sceny jak łaziliśmy po tej szkole i kumpel zaczepił przypadkowego ucznia pytaniem: szukam Johna i Paula Brown. A ten uczeń: ja jestem Paul Brown. I patrzą na siebie. I się nie znają. Ojciec i syn. Syn i ojciec. Przepłakałam cała noc a rano im ten helikopter. I inne tam takie. Potem grałam dwa dni. Non stop. Bo ‘se’ nie umiałam z tym poradzić.

 

A cieszyłam się, że cos dla innych, bo mniej przegram. Taka ‘se’ motywacja. Do czynienia dobra.
Dzisiaj może i nie mam na sandałki. Ale to dobro, które staram się czynić ma całkiem inną motywację.
Isia
 Longreach Pastoral Collage – tak się ta szkoła nazywała. Daleko stad. Za siódma górą, za siódmą rzeka….

3.Forum: Babski buduar Wysłany: 2006-07-12, 22:57 Temat: BAJKA
Samotność Żony Ważnego Faceta – bajka

Są takie kraje w świecie, gdzie żona jest wizytówka faceta. I odwrotnie.
A im Wyżej, tym wyższe standardy.
Więc tak: taka żona musi być wykształcona, inteligentna, mądra. Musi znać języki obce. Posiadać nienaganne maniery. Być elegancka, reprezentacyjna, umiejąca znaleźć się…musi być lojalna, bardzo lojalna…Ale przede wszystkim musi być wyrozumiała.
I jak wraca od fryzjera i zastaje na stole karteczkę: nagła sprawa, poleciałem tu i tam, nagły wyjazd, będę za 6 tygodni, telefon do hotelu taki i taki, to ona musi to rozumieć. Musi.
Żona Ważnego Faceta staje się w pewnym momencie tylko rekwizytem…
No bo tak: ani żona, ani wdowa, ani narzeczona…
I smutno jej się czasem robi.
To się wtedy albo napije – sama , albo sobie pójdzie zagrać. A co.
Przynajmniej wtedy nie zadaje sobie pytania: a co z moim życiem?
Bo głupia w końcu nie jest…
A jak już nie ma ochoty na takie pytania, to idzie w nieznane…
W swoje nieznane. Bo to nieznane, jest lepsze niż to znane. Bardzo samotne.
Byle przed siebie…
Iwona –Isia (dla Ani)

 


PS a jeśli i tego nie zrozumiesz, że u kobiet często uzależnienie od hazardu jest uzależnieniem od HAZARDU JAKO ZNIECZULACZA I UCIECZKI PRZED RZECZYWISTOŚCIĄ, to dodam Ci jeszcze takie coś:
……………
i może zrozumiesz…I ZAPAMIĘTAJ SOBIE ZŁOTĄ ZASADĘ, KTÓRA BYC MOŻE ZABRZMI ZNAJOMO

MÓW ZA SIEBIE! NIE OCENIAJ! NIE KRYTYKUJ! I NIE GENERALIZUJ!


I DLATEGO POTRZEBUJĘ KOBIECEGO MITINGU AH, ŻEBY HAZARD WRESZCIE WYPŁAKAĆ PRZED INNA KOBIETĄ, ROZUMIESZ CZY NIE ???!!!
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

Dadam, niektórzy alkoholicy czasem na początku choroby „zapijają” swoje smutki.
Potem, w miarę rozwoju choroby juz nie ma znaczenia czy smutki czy radości.U mnie tak było – jak w teorii Wexlerów – najpierw było wesoło, potem,”zagrywałam” smutki a potem, jak choroba uzależnienie od hazardu się rozwinęła, to już i smutki i radości.
A potem jeszcze to już tak sobie nie radziłam z emocjami, że zagrywałam nawet sprawy wymyślone czyli twory wyobraźni.
Czyli hazard był sposobem na wszystko!

 

 

 ITD

 

DOPISUJĘ 27 MAJA 2008

Jak napisała do mnie Lynn – kobieta z najdłuższym udokumentowanym stażem w GA(AH) – 30 lat,  to całowałam ekran komputera.

A jak moja Marilyn, mi powiedziła – „nie kłóć się z mężczyznami, bo to nie ma sensu. Szkoda nerwów” to pomyślałam – „jasna sprawa” i przywołałam na myśl moja ulubiona sentencję:

 

„Najlepszą sprawą, jeśli chodzi o przyszłość jest to, że przychodzi jeden dzień za jednym razem” Abraham Lincoln