moje Dno

Data oryginalnej publikacji na forum www.hazardzisci.info 2008-02-17, 04:38

 

DNO

 

Każdy ma swoje dno. Wiadomo.

 

Jak się nieraz hazardziści pytają mnie- „Isia, skąd wiadomo, że dno to DNO. To właściwe DNO?”
To ja wtedy patrzę i mówię – poczujesz DNO. I wtedy będziesz wiedział, że wszystko inne to były tylko denka. Urywające się jedno pod drugim…

 

MOJE DNO – napisałam to jakiś czas temu…

Kiedy ja piszę tak: “Jak wybierałam życie to ja nie miałam NIC ! Tylko siebie i psa. Tyle”, to ja nie mam na myśli takich spraw jak mieszkanie czy samochód. Przez określenie NIC mam na myśli to nieuchwytne i nienamacalne NIC.

I tak jak kiedyś tutaj napisałam – w środowisku hazardu są ludzie i ludziska. Wiadomo. […] Dla wszystkich jest miejsce w GA – AH. Za to kocham amerykańskie GA – AH. W przeciwieństwie do terapii – bo tam ci nie uleczą duszy ani nie pogodzą z Bogiem- to trzeba samemu. I dlatego jest taka rotacja i tu i tam. Bo z tych strzępów i tu i tam, każdy musi sobie ‘ulepić’ własne zdrowienie. Ale duszy nie uleczy mu nikt. Oprócz samego Boga. I dlatego, uważam, że prawdziwe zdrowienie z hazardu, nie abstynencja ale podkreślam- zdrowienie są Darem. I cholernie ciężką pracą. To, co się stało ze mną to jest cud – ja tego inaczej nie mogę sobie wytłumaczyć. No bo to,ze zajęli się mną Amerykanie – to cud!
I nieraz tak się zastanawiam – dlaczego ja?
I myślę, że może dlatego, że w tym ostatnim roku grania, bardzo wiele pomagałam innym. Biedniejszym ode mnie. I jak miałam wybór- iść zagrać albo kupić komuś ten symboliczny chleb – to kupowałam chleb. Kosztem grania- ja odmawiałam sobie gry, bo mi juz nie starczało kasy. Paradoksalne, wiem… A na końcu mnie okradziono. A za tą resztę, którą miałam pojechałam zagrać. Wygrałam wtedy 74 tysiące i w trzy godziny przegrałam. Przyszłam do domu i nie wiedziałam, co się za mną dzieje. Byłam bardzo chora, miałam sine wargi, trzęsłam się, nie spałam całą noc i patrzyłam w hak na lampę, której nie zawiesiłam przez ostatnich pięć lat po remoncie. Bo czasu nie miałam zajęta ciągle graniem. A raczej było mi już wtedy wszystko jedno. Tej nocy zwątpiłam w Boga, bo uznałam własną bezsilność. Moja siła (!) trwania tkwiła w przekonaniu, że uda mi się wreszcie zmusić albo nakłonić Boga , aby mi pomógł. Siedziałam całą noc jak skamieniała i patrzyłam na ten hak i myślałam – Ciebie nie ma, NIE ma. Czy może być większa samotność niż samotność człowieka, który pozbawia się wiary?
I to moje Dno to było wtedy, jak następnego dnia, rano, jechałam do banku wypłacić pieniądze z konta na które przez lata byłam upoważniona czyli nazywając rzecz po imieniu jechałam okraść kogoś najważniejszego w moim życiu. Wiedziałam, że nigdy sobie tego nie wybaczę. Pójdę zagram i to będzie ostatnia gra. Bez względu na wynik. Ostatnia. Jechałam i wyłam w samochodzie . I choć zwątpiłam i nie miałam już Kogo błagać ani prosić całą drogę modliłam się o cud. Cud tego, żebym jakimś ‘cudem’ nie przekroczyła tej niewidzialnej granicy. Moralnej granicy. Zaparkowałam na stacji vis a vis banku i modliłam się. Ja wiedziałam, co będzie dalej. Zawisnę na tym haku, bo już nic mnie nie powstrzyma. I w tym banku, dwa razy wystukałam pin, źle go wystukałam choć wcześniej robiłam to setki razy. Ale zawsze przy tym Kimś. I wtedy pracownik banku powiedział – ‘jeszcze jeden błędny raz i zablokuje pani konto’. I to był moment najważniejszego wyboru w moim życiu. To było pokazanie mi przez Boga jak wygląda WOLNA WOLA, która jest wyborem. Bo bałam się nie tego, że wystukam zły pin ale tego właśnie, że będzie dobry. I ja te pieniądze wypłacę.
Odwróciłam się i wyszłam z tego banku, wsiadłam do samochodu i siedziałam jak skamieniała przez kilka godzin. To było moje DNO.
Zatem moim Dnem było to, że hazard doprowadził mnie do sytuacji w której Bóg musiał a może raczej chciał interweniować. Bo wtedy w tym samochodzie jechał ze mną jeszcze Diabeł i Anioł. I zaciekawiony Bóg. Tym jakiego dokonam wyboru.
To ja weszłam do tego banku , ja wystukiwałam ten pin i to była moja Wolna Wola. Ale to, że nie pamiętałam tego pinu, to był cud. Od Boga. Choć terapeuci, powiedzieliby, że to był dla mnie tak silny szok, że ja straciłam na ten moment pamięć. Ale ja wiem swoje. Bo ja wiem, że w tym samochodzie nie byłam sama. Ja to wiem. Po prostu wiem i powtórzę. W tym samochodzie jechali ze mną jeszcze Diabeł i Anioł. I zaciekawiony Bóg.Tym jakiego dokonam wyboru… 
A potem wróciłam do domu…

Spałam cały dzień a wieczór poszłam do mojego ukochanego kościoła Bożego Ciała. I choć to był ten sam kościół, co zawsze, to jednak tym razem było w nim tak jakoś inaczej…Już nie było we mnie tej mojej beznadziei…Usiadłam na końcu i patrzyłam dookoła. Wszystko było takie jakieś inne. I chyba wtedy powiedziałam – dziękuję. Ale to był pierwszy raz w moim życiu, kiedy tak prawdziwie powiedziałam to dziękuję. Choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, że dziękuję za CUD życia. Nie za wygraną, nie o to, żeby była kasa na grę – dziękowałam. Nie za to, coś czy o tamto.
I prosiłam nieśmiało tylko o jedno – prowadź mnie. Choć nie wiedziałam, kogo proszę, bo dla mnie ten Dom, w którym byłam był pusty.
Była tylko moja wiara w to, że ja wiarę odzyskam. I że będę miała siłę na to, by poczekać na powrót Gospodarza
A jednak ja po raz pierwszy w życiu tak z serca poddawałam się i prosiłam. Nie żądałam, nie kombinowałam, ja wiedziałam, że sama nie dam rady. Ja już nie dam rady… 15 lat grania zrobiło swoje. Spustoszyło wszystko we mnie: emocje, duszę, ciało i umysł. Zniszczyło wszystko oprócz jednego –przyzwoitości. I to było to, co wtedy wydawało mi się tym NIC. A dzisiaj wiem, że ja ocaliłam WSZYSTKO. Bo dopiero w tym momencie zaczynała się moja podróż. Podróż przez moje zdrowienie. Pisałam nieraz, że w Hazardzie są dwa Dna- jedno to Dno Hazardu a drugie to Dno Zdrowienia. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, bo ja dopiero zaczynałam moją podróż…Najdziwniejsza z podróży. Podróż przez resztę mojego życia…

Za co kocham amerykańskie GA – AH? Za to, że zadbali o to, żeby wszystko we mnie zdrowiało. Bo ja uważam, że nie ma wybiórczego zdrowienia z hazardu. Bo dopóki pozostaje w hazardziście jakaś część chora, to jest to jedynie abstynencja.

A jak nauczyli mnie, co to znaczy kogoś kochać?

Miałam wątpliwości z artykułem o czymś tam i pełna lęku spytałam: czy był aż tak okropny?
I taką dostałam odpowiedź:

 

„I love you and I love what you write”. “Nie , twój artykuł nie jest okropny! Dlaczego tak mówisz? Kocham cię i kocham to, co piszesz”.

I ja nagle zrozumiałm ,że kochać drugiego człowieka to znaczy akceptować go i wspierać…
Mnie jeszcze NIKT NIGDY tak nie kochał…Ani ja tak nie kochałam…

No, może oprócz anonimów ale oni tego jeszcze nie rozumieją.
Ja poczekam…

http://www.youtube.com/watch?v=7iqzF2TvxOM

PS i dlatego uważam,że wszystkie fora o uzależnieniach to bardzo ale to bardzo odpowiedzialna sprawa, bo jest łatwo kogos skrzywdzić. Sama wiem, że kiedy zamieszczałam pierwszy post na orgach, moje poczucie wartości zniszczone przez lata gry było mniej niż zero – ja po prostu potrzebowałam odrobiny akceptacji. I dlatego poszłam do “swoich”..Eh…
I dlatego to forum jest zamknięte..
Jeszcze zamknięte…